O MNIE
Rocznik solidarnościowy.
Stara baba znaczy się.
Ale nie wyglądam. Ani się nie czuję.
Niegdyś cudowne dziecko, obecnie sól ziemi czarnej. Ostatnia z miotu bez krzty polotu.
GOŚCIE
ARCHIWUM
2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
sierpień
LINKI
TU ZNIKA MOJA NIEŚMIAŁOŚĆ
brzydka ona, brzydki on i narzekam, i cieszę się
kawa bez papierosa grupa trzymająca władzę ;-)
sport z czuba i po bandzie
śmichy chichy czy ja czuję że rymuję?
TO JA
zmieniam się Proust 2010
muzyczny kopniak coporanny hymn i kolęda
mail pani_pozyczalska@onet.pl
skype trzy-duperelki
tak jakby o mnie śpiewa Martyna Jakubowicz
typ niepokorny Proust 2003
TU SIĘ MIESZKA(ŁO)
od 2010 na swoim na zawsze i na wieczność
2009 sympatycznie
2003-2008 szorstka przyjaźń
1998-2003 żyłam najpiękniej
1980-1998 zaszczuta - i tyle
CZYTAM-SŁUCHAM-KIBICUJĘ
Nad-Poeta gęś z fiołkiem
King ale nie Stephen
Pisarz sława, chwała i wszystko co najlepsze
Pisarka noce, dnie, poranki i dzienniki
Erica J. strach przed...?
Margaret A. Zenia do zjedzenia
idol Adrian frustracja seksualna
idol Marvin nie panikuj!
Mała Lady Fanka nie tylko dzięki Rodzeństwu
ja DS, oni DM "love's not enough in itself"
zawsze na pierwszym łuku dymiło się, a jakże
ce-ce-cewuka-cewukaes tu zadym nie robię
duma nie tylko Katalonii
pomarańczki i tulipanki
OLEJKI ETERYCZNE (SPOJRZENIE DOŚĆ KRYTYCZNE)
radio w internecie prezesowi się nie odmawia ;-)
studencko-opolsko-familijnie bo radio to już taka nasza rodzinna tradycja ;-)
Bogoria z Grodziska eM. lokalny patriotyzm
Vox Dei radio ma twarz
Merkuriusz sobotnie "noce u Berniego" w rytm lat '80
Planeta, dawna Radiostacja kiedyś było lepiej...
PINacolada miód dla serca, balsam dla duszy
Wawencja polskie granie - jestem za!
ArcyRadio męski szowinizm, niezły warsztat i najlepsza muzyka w Warszawie
Studenckop(i)ernikowo tam 100 lat temu zaczynałam "karierę" - hej, łzy się kręcą...
Trójka na sześć z plusem jedyne takie - od zawsze i na zawsze
RSS
To nie tak miało być!!!
Pisałam że nie mam ochoty iść do pracy w sobotę? Pisałam.
2012-01-29arietta
No to szlag mi robotę trafił.
Poszłam grzecznie na ósmą, zrobiłam to i owo, a tu buch, prądu nie ma.
Liczyłam że zaraz włączą i siedziałam w zimnie, brrrr.
Włączyli i owszem - ale komputer mój odpalic się już nie chciał, resetował się co i rusz.
No cóż - wypisałam część PITów-11 ręcznie, zostawiłam do wysłania i wróciłam do domu szczękając zębami.
Cholera, mam nadzieję że to nie jest jakaś poważna awaria, w zeszłym roku jeden komputer już w robocie "skasowałam".
Kurcze, a tak chciałam w sobotę zrobić sporo, żeby tak co najmniej do środy nie musieć tam kiblować wieczorami.
No a dziś mnie rozłożyło.
Z łóżka wstałam dopiero teraz, na finał ręcznej.
Gorączka, dreszcze, katar, głowa pęka w połowie - gardło ODPUKAĆ na razie nie boli.
Myślę nad urlopem na żądanie na jutro, chociaż brzydzą mnie takie praktyki.
Że nie mam kiedy czytać? Hyhy, już czwartą zaczęłam z tych pięciu świeżo w piątkowy wieczór pożyczonych ;-)
Cholera jasna, psiakrew, słowo honoru, która to już zdrowotna przypadłość w ostatnim czasie?
Za dużo tego, za dużo...
Coś jest nie tak, do stu tysięcy par diabelskich oczu.
Tak w sumie niewiele robię, a i z tym sobie nie radzę.
Przecież znakomita większość "kobiet pracujących" po pracy wraca do domu i jeszcze obiad gotuje czy coś w tym stylu, i dziećmi się zajmuje, itede, itepe.
A ja nie.
Inna sprawa że nie muszę. Gdybym musiała, może i dałabym radę.
Dzieci nie mam - BO NIE MAM I JUŻ, i nikomu nic do tego, i jestem gotowa oczy wydrapać każdemu kto nazwie mnie egoistką i życzyć będzie zdechnięcia z głodu gdy na starość nie będzie na mnie miał kto pracować, i pozdrawiam wszystkie byłe koleżanki, które odkąd matkami zostały znać mnie nie chcą - więc zajmować się nimi nie muszę, dziećmi znaczy, koleżankami też w sumie nie.
Gotować nie muszę - nigdy nie lubiłam i nie umiałam, przez ponad rok pracy na miejscu jednak się "wyrobiłam" i nawet co nieco przyjemności w pichceniu zaznawałam, no ale teraz po prostu NIE MUSZĘ. Nawet nie to że nie mam kiedy, bo wiecorem od biedy dałoby się żarełko na następny dzień przygotować... Rodzinka jednak - i chwała jej za to - rozumie, że po kiego grzyba mam przygotowywać obiady skoro sama ich nie jem ;-) Moja Cholera coś sam sobie zawsze zrobi, a gdy rodzice pomieszkują u nas obiady są codziennie porządne (no bo co mają do roboty, hehe). Ja NIE MUSZĘ.
Albo że jeszcze się uczą. o.
Na podyplomówkę chciałabym iść, i owszem. Ale to na pewno nie z dwoma etatami.
Tak czy tak czuję się podle.
A z drugiej strony wciąż podświadomość skrzeczy, że w sumie nie powinnam od siebie aż tak wiele wymagać.
Z takim charakterem, z taką psychiką w strzępach, z ledwie zaleczoną depresją i co tam mi jeszcze w tym łbie siedzi.
W ostatnim numerze "Polityki" artykuł o niepełnosprawnych intelektualnie i psychidznie chorych pracujących w sortowni śmieci - czytałam z wdzięcznością, że mój organizm pozwala jednak na "coś więcej".
Jak długo jeszcze jednak?
Czuję się wypalona.
Staram się odbudować chociaż osobiste życie. Oboje się staramy.
2012-01-29arietta
skomentuj (0)
Moje jedyne marzenie.
Na chwilę obecną, rzecz jasna.
To nie iść jutro do pracy.
I cóż, kiedy trzeba. Bo w lutym chciałabym wszystkie soboty wolne :D I sprawozdania do GUSu czekają, i rozliczenia pracownicze, i sprzedaż do ogarnięcia, i tak dalej po kolei do ogonka.
Rowerki "zaliczone".
Przypomniałam sobie stare dobre czasy ;-)
Zajęcia prowadził facet - i całe szczęście, babki przy całym szacunku się do tego nie nadają - z humorem i dynamiką, dynamiką znacznie większą niż na zajęciach na które przed paroma laty uczęszczałam. Oczywiście spociłam się jak ruda mysz (nienawidzę tego mojego wielce obfitego pocenia się!) i musiałam swoje w szatni odczekać żeby na mróz tuż po prysznicu nie wychodzić... Ale dojazd na Zachodni z klubu bardzo dobry i udało się zdążyć do biblioteki przed 20. Pięć świeżutkich książek, tylko (kiedy?) czytać :-)
A do domu ledwo się dowlokłam.
Nienawidzę mrozu takiego aż! Oddycham z trudem i w ogóle masakra.
Sauna, grzaniec i...
I jakie to ja mam marzenie, hę?
2012-01-27arietta
To nie iść jutro do pracy.
I cóż, kiedy trzeba. Bo w lutym chciałabym wszystkie soboty wolne :D I sprawozdania do GUSu czekają, i rozliczenia pracownicze, i sprzedaż do ogarnięcia, i tak dalej po kolei do ogonka.
Rowerki "zaliczone".
Przypomniałam sobie stare dobre czasy ;-)
Zajęcia prowadził facet - i całe szczęście, babki przy całym szacunku się do tego nie nadają - z humorem i dynamiką, dynamiką znacznie większą niż na zajęciach na które przed paroma laty uczęszczałam. Oczywiście spociłam się jak ruda mysz (nienawidzę tego mojego wielce obfitego pocenia się!) i musiałam swoje w szatni odczekać żeby na mróz tuż po prysznicu nie wychodzić... Ale dojazd na Zachodni z klubu bardzo dobry i udało się zdążyć do biblioteki przed 20. Pięć świeżutkich książek, tylko (kiedy?) czytać :-)
A do domu ledwo się dowlokłam.
Nienawidzę mrozu takiego aż! Oddycham z trudem i w ogóle masakra.
Sauna, grzaniec i...
I jakie to ja mam marzenie, hę?
2012-01-27arietta
skomentuj (4)
prywatne życie kasjerki PKP, vol. bodajże 3
No i odpadli szczypiorniści. Trudno się mówi. A tak im dziś kibicowałam ćwicząc na siłowni :-)))
Znalazłyśmy spinning bez dopłaty, o rozsądnej godzinie - tyle że w nierozsądnym miejscu bo Wola. W piątek idziemy na pierwsze zajęcia, tak rozpozawczo - chciłabym dać radę, bardzo spining lubiłam, no ale z Kamionka na Wolę jest kawałek, potem do pociągu takoż, o której w domu bym była, ech... Ale ruszać się trzeba. No nie?
No trzeba, ale dziś po godzinie na zwykłym stacjonarnym rowerze ledwo do pociągu się doczłapałam, a w aucie puściłam muzykę na full żeby nie zasnąć.
Niedobrze.
I wcale nie podoba mi się mróz, nic a nic.
Śniegu trochę i owszem - trochę, żebyśmy odśnieżać nie musieli ;-) - ale mróz kilkunastostopniowy to zabójstwo dla mojego i tak skrajnie wyczerpanego organizmu. I pociągi będą kursować do kitu. Dobrze że duperelkowi zimno niestraszne.
Góry robienia ciąg dalszy. Wczoraj Moja Cholera wkuwriony na klientkę urwał się wcześniej z roboty, no i wykoncypowaliz tatą takie oto coś:

Ścianka się robi, znaczy się. Wczoraj konstrukcja, dziś już płyty przykręcają, a ja się boję że z drabiny mi chłop spadnie ;-) No ale przecież to dla niego nie pierwszyzna, nie każdy jest taką łamagą jak ja żeby się o własne nogi potykać ;-)
Zamarzył mu się własny pokój - no bo skoro ja będę mieć swój gabinet na górze to on co, od macochy? Ścianka zatem będzie na antresoli, od strony salonu przyklei się na niej jakąś fototapetę (Moja Cholera straszy że powiesi tam chustę swoją wojskową - cóż, jak wiadomo urodą ta szmata nie grzeszy, a pani na niej umieszczona wcale nie jest do swego pierwowzoru, czyli ówczesnej damy serca Mojej Cholery podobna :D (rzecz jasna nie jam tą panią jest, ale jam tę panią dobrze zna).
Pachnidełko wczoraj od Mojej Cholery dostałam, no bo nic już mi oprócz Chanela ukochanego nie zostało.
Jakby nie patrzeć, zna jeszcze bestia mój gust.

A propos bestii.
Czy ja coś wspominałam ostatnio o jasności w temacie?
Haaaaa, chciałabym.
Nie mam, do kurwy-nędzy-wędrowniczki, nie mam.
2012-01-25arietta
Znalazłyśmy spinning bez dopłaty, o rozsądnej godzinie - tyle że w nierozsądnym miejscu bo Wola. W piątek idziemy na pierwsze zajęcia, tak rozpozawczo - chciłabym dać radę, bardzo spining lubiłam, no ale z Kamionka na Wolę jest kawałek, potem do pociągu takoż, o której w domu bym była, ech... Ale ruszać się trzeba. No nie?
No trzeba, ale dziś po godzinie na zwykłym stacjonarnym rowerze ledwo do pociągu się doczłapałam, a w aucie puściłam muzykę na full żeby nie zasnąć.
Niedobrze.
I wcale nie podoba mi się mróz, nic a nic.
Śniegu trochę i owszem - trochę, żebyśmy odśnieżać nie musieli ;-) - ale mróz kilkunastostopniowy to zabójstwo dla mojego i tak skrajnie wyczerpanego organizmu. I pociągi będą kursować do kitu. Dobrze że duperelkowi zimno niestraszne.
Góry robienia ciąg dalszy. Wczoraj Moja Cholera wkuwriony na klientkę urwał się wcześniej z roboty, no i wykoncypowaliz tatą takie oto coś:

Ścianka się robi, znaczy się. Wczoraj konstrukcja, dziś już płyty przykręcają, a ja się boję że z drabiny mi chłop spadnie ;-) No ale przecież to dla niego nie pierwszyzna, nie każdy jest taką łamagą jak ja żeby się o własne nogi potykać ;-)
Zamarzył mu się własny pokój - no bo skoro ja będę mieć swój gabinet na górze to on co, od macochy? Ścianka zatem będzie na antresoli, od strony salonu przyklei się na niej jakąś fototapetę (Moja Cholera straszy że powiesi tam chustę swoją wojskową - cóż, jak wiadomo urodą ta szmata nie grzeszy, a pani na niej umieszczona wcale nie jest do swego pierwowzoru, czyli ówczesnej damy serca Mojej Cholery podobna :D (rzecz jasna nie jam tą panią jest, ale jam tę panią dobrze zna).
Pachnidełko wczoraj od Mojej Cholery dostałam, no bo nic już mi oprócz Chanela ukochanego nie zostało.
Jakby nie patrzeć, zna jeszcze bestia mój gust.

A propos bestii.
Czy ja coś wspominałam ostatnio o jasności w temacie?
Haaaaa, chciałabym.
Nie mam, do kurwy-nędzy-wędrowniczki, nie mam.
2012-01-25arietta
skomentuj (8)
