Trzeci tydzień jestem sama. I wielce dobrze mi z tym.

No, z teściem i kotą jestem, oczywiście.

Mąż w sanatorium, wraca pojutrze.

Miał sobie przemyśleć to i owo.

Ale ja już w nic „na lepsze” nie wierzę.

Mikołaj do mnie nie przyszedł :-( planowałam zamówić wymarzone czerwone szpilki, ale jednak muszę poczekać aż szanowny małżonek wróci do pracy i jakąs kasę przyniesie, moja pensja tylko na kredyt i rachunki plus skromne życie wystarczy.

A szpilki muszą być, bo się wybieramy do lokalu na Sylwestra, a jedyne wyjściowe buty (wiekowe już bardzo) zdarłam na weselu kuzyna w październiku i walcowałam szurając odwiniętą podeszwą ;-) W sumie to wyjścia nie planowaliśmy, ale koleżanka trenerka zbierała ekipę, miło że o nas pomyślała… nie zbiedniejemy, a zdecydowanie nie miałam ochoty w domu siedzieć. Zwłaszcza że to już piętnasta rocznica będzie, jak dwoje rozbitków w stanie przeraźliwie nietrzeźwym (szczególnie ja byłam uwalona kompletnie – przecież rano kompletnie nic z całej naszej konwersacji nie pamiętałam) poznało się kilkadziesiąt minut po północy.

Wybaczcie, chyba nie mam ochoty za wiele się na ten temat rozpisywać ;-)

Ustabilizowała mi się nieco tarczyca, za to alarmujący poziom cukru. Psiakrew.

Nie mam pomysłu na prezenty gwiazdkowe, w ogóle nie mam na rzeczoną gwiazdkę siły i ochoty, ale to akurat nic nowego. Zaraz po świętach początek trzymiesięcznego zapieprzu w pracy łącznie z weekendami.

Planuję pomału starty biegowe w przyszłym roku, mam chętkę na maraton, nie ma na co czekać, bo skoro mi się tak zdrowie sypie…

Z racji kiepskiej sytuacji finansowej w listopadzie ociągałam się z kupnem biletów na koncerty – w efekcie na lipcowe Depeche Mode złapałam tylko najgorsze miejsca na trybunach!!! ja i trybuny!!! a na koncert grudniowy, na który planowałam pójść z Kimś z Dawnych Czasów, na bilety nie załapałam się wcale. No cóż… A taką ochotę miałam poflirtować. O ile ja jeszcze pamiętam, jak się flirtuje… miesiące minęły od ostatnich wyczynów w tym zakresie.

Z pewną taką naiwnością mam nadzieję, że czerwone szpilki pozwolą poczuć się kobietą chociaż na chwilę.

Chyba nigdy w życiu nie czułam sie aż tak pozbawiona wszelkiej seksualności…

Wróciłam. Jestem.

Kocham Cypr. Za całokształt :-)

Wyniki badań po wakacjach rewelacyjne.

Szkoda tylko, że praca sprawia, że zapomina się o tym, co dobre…

Lecim na Szczecin. Znaczy się jeszcze trochę dalej ;-)

Ciuchy jak na razie wywaliłam na środek, muszę je zredukować chyba o połowę, bo się w limicie na powrót nie zmieścimy (planuję przywieźć morze wina).

Łydki mi okrutnie urosły i czerwone spodnie ledwo wciągam. Ale muszę je wziąć, bo stylizacja w barwy narodowe na mecze piłkarskie być musi ;-)

Prognozy pogody dość optymistyczne.

Mąż oczywiście na gardło narzeka. Szlag mnie trafia, bo zepsuł mi Egipt przez chorobowe marudzenie. Teraz nie zepsuje, nie dam się.

Rachunki właśnie płacę, bank mi przypomniał, że zostały jeszcze 333 raty kredytu :D

Nic to. Najbliższy tydzień tylko dla mnie jest…