Archiwum dla Styczeń, 2003

c’est Dieu qui m’a plante, alors?…

Rzadko tu zaglądam. No bo o czym tu pisać? Że na 99% oblałam wczorajszy egzamin z handlowego? Pauli też nie poszło najlepiej, co absolutnie mnie nie pociesza! Wyniki podadzą na 3 dni przed poprawką ;-) A propos Pauli i mnie – zakuwałyśmy monotonnie w weekend, a reszta towarzystwa z mieszkanka nie raczyła się do nas odezwać, bo po co? Czuję się tu jak bohaterowie teledysku Moby’ego „In this world” – taki malutki alien, którego nikt nie zauważa… Smutno!!! A jeszcze Moje Kochanie wymyśliło sobie powrót do Torunia – „bo w Warszawie mi się nie wiedzie, a Toruń znam, można sobie załatwić mieszkanie, a pracę też się znajdzie”… tak tak, już to widzę. Mam dość tego miasta i najchętniej wyjechałabym już jutro (byle dalej), a ON chce wracać… Nie ze mną te numery, Brunner!!! Poza tym chyba ma ze mną za dobrze i zaczyna pokazywać humory – znaczy się kolejne ataki bzdurnej zazdrości, czego nie rozumiem i co całkowicie potępiam!!! Ech, tak to jest, gdy się widzimy raz na dwa tygodnie… Teraz właśnie jadę na weekend, już się doczekać nie mogę… Zabieram ze sobą full podręczników do prawa podatkowego – bzdety totalne, ale zawsze to lepsze niż handlowe. W. też musi wziąść się za naukę. Bardziej przeżywam JEGO maturę niż swoją magisterkę ;-) O właśnie, moja praca mag. oczywiście jeszcze nie jest skończona, teraz muszę się zająć bieżącymi egzaminami. Czarno to widzę. A ze zdrówkiem wciąż nie najlepiej…

w 23 godz. 20 min. dookoła świata

sobota 19:15 – niedziela 18:35

Chyba dobrze obliczyłam??? Znaczy się dokładnie tyle czasu spędziłam z W. Minus kilka godzin snu (ofkors w osobnych pokojach – ech, rodzice…), ale i wtedy czułam JEGO obecność, nareszcie spałam głębokim, spokojnym snem…

Ech, rodzice… No właśnie: nadal są absolutnie i kosmicznie przeciw. Zaczynam się obawiać, że to się nigdy nie zmieni!!!

Nie mam już siły!

Swoją drogą dodatkowo jestem osłabiona przez chorobę – taka głupia ospa powaliła na deski takiego twardziela jak ja! (dygresja a propos walki Zegana – wg mnie był remis ze wskazaniem na Polaka). W sobotnie przedpołudnie sprzątałam mieszkanie, przeleciałam dywaniki odkurzaczem i tak mnie to zmęczyło, że przez dwie godziny leżałam „bez serc, bez ducha”… Nauka – no comment, nie jestem w stanie niczego przyswoić po prostu, a handlowe już za osiem dni… Oj, coś mi się wydaje, że nie obronię się w Wielką Środę… Jutro idę do lekarza, niech mi przepisze coś na wzmocnienie!!! W ogóle to ta ospa za długo trwa! Już prawie dwa tygodnie! Od rzeczonych dwóch tygodni nie kąpię się i nie myję włosów (zazwyczaj myję głowę co drugi dzień). Moja niemyta czuprynka przechodziła w ciągu 14 dni fazy permanentnego wysuszenia, łupieżu, permanentnego przetłuszczenia, a teraz to już mi się dready robią ;-)

No i skoki w Zakopcu! Oglądałam i wyłam, że mnie tam nie ma! A rok temu… działo się, działo! (patrz tutaj i tutaj też). Ospo – przeklinam Cię!!!

Wracając do wizyty… Stres przesłonił mi radość z JEGO odwiedzin. Moi rodzice zachowywali się… bardzo grzecznie oczywiście, na pozór nie można było nic im zarzucić… Ale gdy tylko odjechał – blablabla, i kwakwakwa, i brekekeks… Nie chce mi się nawet wspominać.

Nie rozumiem! Porządni ludzie, wykształceni, doświadczeni życiowo, ogólnie lubiani, cenieni, szanowani… Jak mogą mi to robić!!! NAM…
„Czy to możliwe, żeby tak (oo-oo-oo) dobrze im było z tym?” – znów dygresja, czyli zespół Mech…

A najgorsze jest to, że zaczynam się poddawać tej „permanentnej inwigilacji”!!!
Ogarniają mnie wątpliwości… Pamiętacie piosenkę „Your woman” White Town? Bardzo ją lubię… Słucham i nucę…
„well I guess what they say is true
I could never be the right kind of girl for you
I could never spend my life with a man like you
I could never be your woman”…

Zmieniamy język??? Mylene Farmer… zakochałam się w niej po raz kolejny!
Też słucham, słucham, słucham…
„Quand tout est gris
La peine est mon amie
J ‚ai l’âme humide aussi
Tout mon ętre chavire
Oh viens je t’en prie
C’est ton amie aussi
C’est l’élexiré de mes délires
Je t’aime mélancolie”…

Kocham, kocham, kocham.
To wiem na pewno…

ospa i ja…

…dzielimy razem łoże…

echchch, czego to człowiek nie robi, żeby się nie uczyć… Teraz przeglądam archiwalne notowania listy Trójki (znajdziecie je tutaj). Jestem w roku 1984… Kurcze-blade-niedopieczone, dlaczego teraz nie ma TAKIEJ muzyki!!! Coraz trudniej jest mi dotrzeć do niektórych „staroci”, żałuję, że swego czasu nagrałam cosik innego na starych kasetach siostry… O, znalazłam w tych archiwaliach kawałek,którego absolutnie nie kojarzę – Jan Kowalski: „Opowieść o naszej planecie”. Kto zacz??? Ciekawe, jak to brzmi…
A jeśli już wspomniałam o siostrzyczce, wielkim medycznym autorytecie ;-)… Dzwoniłam dziś do niej, spytać kiedy będę mogła NARESZCIE wykąpać się, umyć głowę (zwłaszcza to mnie dobija!) i nareszcie wyjść z domu! otóż nie wcześniej niż w niedzielę. Marta! Ja nie wytrzymam!!!!! Już nie mogę okiełznać mojego szwendaczka! CHCĘ NA SPACER!!! I przede wszystkim chcę do W.!!! kto wie, kiedy się teraz z NIM zobaczę! Bidusia nie wie, czy zostać w Warszawie, czy szukać szczęścia (czytaj: pracy) gdzieś indziej… Osobiście radzę mu zostać w stol(n)icy, gdzieś zawsze się zaczepi, byle do wiosny! Taaak… tylko że „do wiosny” to ON miał się już „ustawić”… A tu jeszcze ja się chcę MU wpakować na głowę z butami ;-) No nic, na razie studia trzeba skończyć, ezgamin z podatków przesunęli na 11 lutego, czyli dzień po handlowym, wielkie dzięki ;-) A zatem wracam do nauki. Buuuuuu…
Aha, zła jestem jak osa, bo od ośmiu dni nic „procentowego” nie konsumuję. Wrrrrr! Siódmego stycznia trzy piwka… i od tego czasu nic. Zaczynam odczuwać coś w rodzaju głodu alkoholowego. Lekko mnie to przeraża…