Archiwum dla Luty, 2003

Monty Python Latino Power, część (bodajże) piąta…

… czyli „co zrobić, co zrobić z tą zazdrością”???

taaak, muszę powiedzieć wprost (polityka i newsweek): JESTEM ZAZDROSNA O DANIELA. It sounds horrible, isn’t it??? Ten angielski to stąd, że kilka minut temu skończyłam pisać próbny egzamin z angola. Nic się nie uczyłam oczywiście, poszło mi… nawet nieźle, oprócz tego, że stanowczo przekroczyłam limit 180 słów w napisanym tekscie… cała ja… Wracając do Daniela: nie wiem, co się ze mną dzieje. Posunęłam się już do tego, że „włamuję się” do komórki Aśki i czytam SMSy od niego. I załamuję się, bo pisze, że ją kocha… A powinnam się cieszyć, że nareszcie Daniel traktuje jakąś dziewczynę poważnie… i nie mogę! Sama siebie nie rozumiem! (nie po raz pierwszy zresztą). No fakt, że kiedyś „coś” się między nami działo, nie wyszło – trudno się mówi i kocha się dalej (innego, rzecz jasna) ;-) ale… No nic, nie mam co się rozpisywać na ten temat, bo i tak do niczego to nie prowadzi…
Zresztą na szczęście nie mam za dużo czasu na romanse. Szkółka daje nieźle popalić. Przez dwa dni latałyśmy z Paulą jak kocice z pęcherzami w poszukiwaniu notatek na egzamin z prawa europejskiego. Oczywiście nikt nie chce pozyczyć. Cholerne sobki! Zemści się to kiedyś na nich… Groził mi weekend w Toruniu, no bo skąś trzeba te notatki wziąć… Dorwałam je wczoraj po południu całkowicie przypadkowo. Dziękuję, kolego!!! Mogłabym więc już dziś jechać do Warszawy, ale zdążyłam się już umówić na popołudniowe piwko z Gośką, a później na oglądanie meczu Wisła – Lazio w gronie młodych chłopaczków (studentów I roku, znaczy się). Arietto, ty stary rowerze! (czytaj: zboczeńcu!) hehehehehe! Nio bo mecz w towarzystwie Mojego Ukochanego to straszna sprawa. Dlaczego musiałam sie zakochać w kimś, kto nie interesuje się sportem???!!! Na szczęście udaje mi się Go „przerabiać”. Zobaczymy… A swoją drogą mam nadzieję, że Wisła pokaże klasę i charakter. Ja – zdecydowany i zdeklarowany fan Legii – zamierzam 3mać dzis kciuki za Wisłę!!!
Aha, przepraszam wszystkich kochanych ludzików, że nie zaglądam na ich blogi… To się zmieni, obiecuję! Na przyszły weekend jade do rodziców i spędzę go przed komputerem ;-) na pisaniu magisterki, ale nie tylko! Teraz nie mam czasu po prostu… Muszę za 2 tygodnie mieć praktycznie całość pracy, do końca przyszłego tygodnia wpłacić forsę na FCE (skąd ja ją wezmę???), niedługo egzamin z europejskiego, przydałoby sie zacząć szukać pracy, ze zdrowiem coraz gorzej… OK, mogę nawet umrzeć, ale koniecznie jako magister. W innym wypadku obawiam się, że rodzice nie pochowaliby mnie w poświęconej ziemi…

co by tu napisać… ;-)

Może w końcu o rocznicach? „A więc” 14 lutego to dość pamiętna data. 5 lat temu hucznie bawiłam się na swojej studniówce, a raczej – skrzętnie obliczyłam – osiemdziesięciodniówce ;-) W towarzystwie niejakiego Bartka. Byłam w nim po prostu zakochana do szaleństwa, że tak się grafomańsko wypowiem ;-) ale to prawda! a on… no cóż, miałam nadzieję, że tez „coś” do mnie ma, to dla niego przecież chciałam studiować w Warszawie, dla niego starałam się polubić piłkarską reprezentację Włoch (nie udało mi się – HOLANDIA THE BEST!!!)… i tak dalej, tak dalej. Wracając do 80dniówki… pocałował mnie wtedy. Odleciałam na Campari!!! To był mój pierwszy pocałunek, i ostatni na prawie dwa lata zresztą… Echchchch… nic nam nie wyszło, po prostu zapomniał. Odkochałam się po prawie trzech latach. On zdążył w tym czasie ożenić się z inną…
Rok temu Walentynki też pamiętne były. Spędziłam je z W. Chiba już o tym na blogu pisałam… w każdym razie wypiłam dość dużo i to pozwoliło mi przełamać dystans między nami… kilka pocałunków, na które zareagowałam alergicznie…
Też rok temu, trzy dni po Walentynkach. Nasz pierwszy raz… też już o tym pisałam. Było… hm, jakby to powiedzieć… Niby dobrze, bo tak zwany orgazm miałam (co wcześniej nigdy mi się nie zdarzyło), ale myślałam o Danielu… ech, życie… i kto by sie spodziewał, że POKOCHAM???
A propos Daniela. Coraz lepiej mu się układa z Aśką. Co najdziwniejsze – chyba jestem zazdrosna!!! To straszne!  zazdrosna!!! I to o kogo? o co? Fakt, że ostatnio mam wrażenie, że wszystkim parom dookoła układa się lepiej niż nam. A Daniel… przychodzi do Aski prawie codziennie. I… chyba jest im dobrze. I ja to widzę. I czasami mam ochotę zagrzmieć!!! Jak już ma inną, to czy musi to być moja współlokatorka??
Co się ze mną dzieje, do kurwy-nędzy-wędrowniczki??? Stara miłość (czy cokolwiek to było – miłością bym tego jednak nie nazwała) nie rdzewieje, czy co? Boję się, naprawdę! A jeszcze Moje Kochanie jakby mnie olewa… nawet mi nie pogratulował zdania egzaminu, ładnie to tak, proszę pana? fakt, przeprosił, powtarzając to słowo na „k” (nie chodzi o przekleństwo), ale…
Spotkałam się ostatnio z Gosią – dla niezorientowanych: to moja była współlokatorka i na szczęście wciąż przyjaciółka! zdziwiła się wielce nową sympatią Daniela… Ona sama wróciła po trzech latach do swojego byłego faceta, ale nie zrezygnowała z innego… no właśnie. Ja bym tak nie potrafiła!
Aha, widziała się ostatnio z aktorem. TYM. Podobno jest do wzięcia! Ciekawe, czy mnie pamięta!!!  hm… przerażasz samą siebie!!!

uffffff

I znów króciutko, czas goni, trzeba lecieć na angielski… wstałam o nieprzyzwoicie wczesnej porze, żeby iść do dziekanatu i opłaciło się! Podatki do przodu! I am the one and only! No, może nie tak do końca, bo zdali prawie wszyscy :-) i dobrze! Zaczynam wierzyć w to, że jeszcze przed Wielkanocą uzyskam „zaszczytny” tytuł magistra nauk prawnych. Jest super! Kochanie Moje przyjeżdża w sobotę… oj, popijemy! No, nie tylko popijemy ;-)