Archiwum dla Marzec, 2003

po prostu muzyka

Musi dodać mi sił…

„All the late night bargains have been struck
Between the satin beaus and their belles
And prehistoric garbage trucks
Have the city to themselves
Echoes roars dinosaurs
They’re all doing the monster mash
And most of the taxis and the whores
Are only talking calls for cash

I don’t know how it happened
It all took place so quick
But all I can do is hand it to you
And your latest trick

My door was standing open
Security was laid back and lax
But it was only my heart got broken
You must have had a pass key made out of wax
You played robbery with insolence
And I played the blues in twelve bars down Lover’s Lane
And you never do have the intelligence to use
The twelve keys hanging off my chain

I don’t know how it happened
It all took place so quick
But all I can do is hand it to you
And your latest trick

Now it’s past last call for alcohol
Past recall has been here and gone
The landlord finally paid us all
The satin jazzmen have put away their horns
And we’re standing outside of this wonderland
Looking so bereaved and so bereft
Like a Bowery bam when he finally understands
The bottle’s empty and there’s nothing left

I don’t know how it happened
It all took place so quick
But all I can do is hand it to you
And your latest trick”

(Dire Straits – Your latest trick)

no i dobranoc, ułudo…

Znów ktoś mi nasrał na grób… jakos tak sobie dziś nucę tego „pogrzebowego” Janerkę, może to dlatego, że całą wczorajszo-dzisiejszą noc przegadałam z W. na takie właśnie niewesołe tematy, a propos Piotra, oczywiście… W. ciągle jeszcze nie przyjmuje do wiadomości jego śmierci, wciąż łudzi się, że spotkają się w święta… Zastanawialiśmy się wczoraj nad sensem niektórych poczynań Boga… kto wie zresztą, czy Bóg istnieje??? No nie, tutaj to już przesadziłam – wierzę… ale co do Biblii, to mamy poważne wątpliwości, czy wszystko tam opisane zdarzyło się naprawdę. W. zakończył dyskusję stwierdzeniem, że już nawet w Adama i Ewę nie wierzy ;-) i poszliśmy spać (na godzinkę – trzeba było rano wstać i ewakuować się do Torunia…). Do Torunia? Kopac sobie grób chyba. Znaczy się nie zdałam poprawki. Znaczy się nie wiem, co dalej!!! Znaczy się dodatkowy termin jest 11 kwietnia. Podobno zdążyłabym jeszcze pozałatwiać formalności przed obroną. O właśnie – obrona; oddałyśmy dziś z Paulą prace do oceny :-) profesor powiedział Pauli, z czego mniej więcej spyta ja na obronie (straszne rzeczy!!!), a mi ma powiedzieć dopiero wtedy, gdy zdam ten nieszczęsny egzamin, czyli na 2 dni przed obrona :-) o nie, takie coś to mi nie pasuje, muszę wiedzieć wcześniej!!! Chociaż i tak coraz bardziej watpię w szczęśliwe (i przede wszystkim jak najszybsze) zakończenie studiów. Przez całe 5 lat radziłam sobie całkiem nieźle, nawet jeśli miałam poprawki to zdawałam je śpiewająco, a teraz? Co się stało??? Ostatni egzamin i takie problemy… poprawkę miałam znów z pieprzonym asystentem,który już na I terminie mi podpadł. Na poprawce byłam JEDYNĄ (tak, tak) osobą, która nie ściągała ;-) a i tak asystent przyczepiał się wciąż do mnie. Odłozyłam na chwilę pióro (bo mi się ręka od pisania zmęczyła) i wyprostowałam się – uwaga asystenta (cytuję): „Pani w kręconych włosach – dlaczego pani patrzy w lewo? to ostatnie ostrzeżenie!”. Później podszedł do mnie i gapił sie co ja piszę. Oczywiście na nikogo innego nie zwracał uwagi i ludziska mieli full wypas ze ściąganiem. Chyba wszyscy oprócz mnie zdali… W sumie nie wiem, dlaczego ja nie zdałam, mniej więcej wszystko co trzeba napisałam – i tutaj mozna znów podyskutować nad sensem niektórych poczynań Boga… Teraz nie wiem co robić – współlokatorkom nic nie powiem, bo mnie wyśmieją, rodzicom też nie powinam mówić, bo pewnie znów powiedza, że to dlatego, że spotykam sie z W. zamiast się uczyć… ale musze teraz na weekend być w domu, nie mogę już dłużej odkładac wizyty u ginekologa… coś się wymyśli. W. powiedziałam, ale specjalnie się nie przejął (znaczy się przejął się tym, że teraz pewnie moi rodzice go przeklną, jak to wyraził), jakoś nie mam w Nim za bardzo oparcia, niestety… O właśnie, wracając do W. – w sobotę uderzył mnie w twarz, wiem że to brzmi nieciekawie, to było nieumyślnie i w żartach, akurat tak się ustawiłam, że ręka wylądowała na policzku – ale fakt jest faktem, wybiegłam wściekła z mieszkania, On za mną i przez prawie godzine gadaliśmy na schodach. Jakoś dałam się udobruchać… tylko gdy już wracaliśmy, zatrzymałam Go na chwilę, spojrzałam w oczy i powiedziałam bardzo poważnie: „mówiłam Ci kiedyś, że jeśli mnie ktoś uderza, to oddaję dużo mocniej?” i chlast po mordzie. O mało się nie przewrócił, nie spodziewałam się, że mam taka siłę!!! Skończyło się wszystko dobrze, znaczy się nadal jesteśmy razem, kochamy się itepe, itede, mamy już upatrzone mieszkanko w Otwocku (tylko kasy nam brakuje, no i oczywiście błogosławieństwa moich rodziców, na co zbytnio liczyć nie można) – ale jakiś niesmak pozostał. Muszę się nad tym wszystkim zastanowić. Tyle że odsunęłam to na „po studiach” – metoda małych kroczków – a „po studiach” to kto wie, kiedy będzie!!! Chcę, żeby to było już 16 kwietnia… ale czy dam radę? Sił brakuje. „Psycha” i „fiza” siada. Ech…
nie nastąpi już żaden cud? cudów nie ma?

no i koniec, i astry na grob…

By to szlag. Nie dosc, ze ofkors nie zdalam, to na liscie przekrecono moje nazwisko, jak zwykle. Mam tego dosc!!! Od I roku konsekwentnie nazywaja mnie inaczej. Brzydziej zreszta;-) Trzeba zmienic nazwisko!!! Poprawka za 3 dni… nic nie umiem… ludzie, ratujcie mnie!!!