Archiwum dla Kwiecień, 2003

para goni parę…

…tej miłości ponad miarę!

Po weekendzie jestem skołowana na maksa, po prostu. Dziś próbuję myśleć logicznie. Aha, nic dziś nie piłam i pić nie zamierzam (po raz pierwszy od kilkunastu dni, i żeby to było symbolicznie – jedno piwko czy kieliszek wina, a wiadomo, że u mnie tak się nie kończy).
Uwaga, myślę!
I uzewnętrzniam się.

Chodzi mi o to, o co mi idzie ;-) znaczy się o miłość – admirowaną na prawo i lewo, poszukiwaną, wytęsknioną, platoniczną czy odwzajemnioną… Wiosna już przyszła, nie ma rady na to, i obserwuję coraz więcej „par mieszanych”. Nawet najpaskudniejsze brzydactwa (do których i ja się zresztą zaliczam) i najdebilniejsze głuptactwa (jak wyżej) mają „kogoś”. Ja też mam… W moim przypadku jest to miłość niewłaściwa w czasie i przestrzeni. Inaczej nie potrafię określić. Jechałam w piątek do W. z mocnym postanowieniem szczerej rozmowy „co dalej”. Jakby nie było, studia skończyłam, jeszcze tylko do końca maja zajęcia z angielskiego i można, a nawet trzeba zacząć kolejny etap w życiu.
Co wynikło z nocnych naszych rozmów?
Otóż W. planuje ślub ze mną, i to już za rok.
Wyśmiałam Go.
Obraził się.

A co mogłam zrobić innego? Zacznijmy od tego, że nawet mi się nie oświadczył. Po co ma wydawać kasę na pierścionek, prawda? Woli sobie nową komórkę kupić ;-) Zresztą nie wiem, jak zareagowałabym na oświadczyny… Po drugie: moi rodzice. Jak wiadomo są przeciw, a W. nie robi absolutnie nic, żeby ich przekonać do swojej osoby. Ostatnio powiedział mi wprost, że olewa moją mamę, na co dla odmiany ja się obraziłam – rodzice są jacy są, nieraz tu pisałam o nich niezbyt dobrze, ale to nie znaczy, że można tak ich traktować! Bardzo ich kocham i wierzę, że chcą dla mnie jak najlepiej, chociaż to ich „najlepiej” absolutnie nie pokrywa się z moim myśleniem o szczęściu. I jak w takiej sytuacji mam ich prosić, żeby pozwolili nam zamieszkać razem??? Skoro W. nie ma ochoty się do nich pofatygować… no cóż…
Kolejna sprawa: Jego długi – powiedziałam otwarcie, że z długami Go nie wezmę, na co się obraził ;-) taka jest prawda, był głupi i niech teraz płaci za tę głupotę, i niech mnie w to nie miesza! A do przyszłego czerwca (planowana data ślubu) na pewno wszystkiego nie spłaci. Więc…
Jakby nie patrząc, mama i tak nie pozwoli mi mieszkać z Nim bez ślubu. A przecież nie opłaca się wynajmować dwóch pokoi… może więc szybki ślub cywilny? (mój pomysł z dzisiejszej bezsennej nocy, na kacu)
Ale czy ja chcę wychodzić za mąż teraz, zaraz?
I czy to na pewno Ten, z którym chcę spędzić życie?
Na pewno nie byłoby mi źle, to dobry chłopak i krzywdy umyślnie by mi nie zrobił. Jest naprawdę bardzo wartościowym człowiekiem, pomimo swoich licznych wad (a któż ich nie ma?).
No i na pewno mieszkając z Nim drastycznie ograniczyłabym picie…

Wczoraj pożaliłam się Pauli. Też już się nie może w tych moich sprawach połapać…

A może powinnam zerwać? W końcu facet nie jest mi do niczego szczególnego potrzebny. Tylko jak tu być samym, gdy para goni parę…

… czy to szczęście jest za karę???

osiemnaste marzenie…

(bo dokładnie za osiemnaście godzin spotkam się z W.)

Przedłużyłam sobie świąteczny wypoczynek, zamiast jechać w środę do Torunia zostałam na łonie rodziny… W sumie nie żałuję. Wypiłam prawie legalnie morze alkoholu (niestety zakąszając, przez co na liczniku wagi znów ósemka z przodu… ojojoj…), pomogłam tacie wybrać samochód (kupujemy nową Fabię, przez co kompletnie się spłukamy), a dziś uczyłam się wypełniać zeznanie podatkowe :-) i stwierdziłam, że to dośc proste. Tyle że pochwaliłam się W. i mam już robotę na weekend, znaczy się rozliczenie Mojego Ukochanego ;-) oj, nie wypłaci mi się, swoją drogą jak znam Jego niefrasobliwość, to pewnie nawet potrzebnych formularzy nie pobrał, a zaświadczenia z pracy schował nie wiadomo gdzie… Ech, czy On kiedyś dorośnie? Ostatnio narzeka na pecha… to nie pech, tylko tragiczne skutki wielu nieprzemyślanych decyzji. Kochanie… i Ty chcesz rodzinę zakładać? Chyba nie ze mną… Oj, porozmawiamy sobie szczerze i od serca. Mam serdecznie dość związku na odległość (bodajże dziś mija rok od dnia wyjazdu W. do Warszawy). Nie nadaję się do takiego czegoś. Albo będziemy w bardziej przyzwoitej odległości od siebie, albo… albo lepiej żeby „nas” nie było w ogóle. Coś mi się wydaje, że wariant drugi jest bliższy spełnienia się – niestety…
Co poza tym? Aha, po raz kolejny zaczęłam uczyć się rosyjskiego. Znów mi nie idzie. Mam wrodzony antytalent do tego języka. Ale postanowiłam opanować chociaż podstawy i tak zrobię!!!
Praca… no comment. Nawet nie wiem jak zabrać się do jej szukania…

wątpliwemu ideałowi coraz bliżej do niewątpliwego bruku

Ech… chyba powinnam założyć nowego bloga, pod nazwą „z pamiętnika młodej bezrobotnej” albo coś takiego…

Wczoraj stworzyłam swoje CV w portalu pracuj.pl. Wyszło dość zabawnie. No bo na przykład trzeba było opisać szkołę średnią, którą się ukończyło. A co ja mogłam napisać??? Normalny ogólniak. Szczyci się tym, że należy do Towarzystwa Szkół Twórczych czy jak tam zwą – osobiście jakoś nic twórczego do mego życia szkółka nie wniosła…

Aha, studia. Miałam nie wspominać, ale ostatni raz. Resume: kończę studia ze średnią 3,54, praca magisterska na 5 (i wyróżnienie), egzamin magisterski na 4, ogólnie na dyplomie 4. Nie ma się czym chwalić, no nie? ale odnotujmy dla potomnych…

Poza tym rubryka „doświadczenie zawodowe” w CV oczywiście została pusta, nio bo co miałam wpisać – wakacyjne roboty na czarno? A może powinnam? sama nie wiem. Nie podoba mi się też, że można określić tylko jedną branżę, w jakiej chciałoby się pracować. No ale nic to, CV stworzyłam. Zaczynamy poszukiwania. Rzygać mi się chce na samą myśl. Resztki nerwów tracę. No cóż… trouver du travail… c’est difficile…

O właśnie. Uroczyście oświadczam, że maj 2003 jest Moim Miesiącem Języków Obcych. Trzeba w końcu zabrać się za angola… zapłaciłam ponad 500 zet za egzamin FCE, głupio by było oblać, no nie? I francuski wart by podciągnąć, że o niemieckim nie wspomnę. Już nie mówię o rosyjskim, który wyjątkowo nie wchodzi mi do głowy, nawet alfabetu dobrze nie opanowałam :-) Pilnujcie mnie, żebym się uczyła!

Maj… prawdopodobnie ostatni miesiąc, który spędzę w Toruniu. Oj, przykro będzie odjeżdżać. Ale z drugiej strony pora zmienić klimat. W święta non stop kłóciłam się z rodzicami. Oni chcieliby, żebym wróciła do domu i szukała pracy tutaj. Mieli by mnie na oku ;-) i wcześniej czy później doprowadzili do zerwania z W. – a tego to ja nie chcę i nie pozwolę!!! MUSZĘ udowodnić wszystkim, że dam sobie radę sama. Muszę…

Tęsknię jak diabli… byle do czwartku…