Archiwum dla Lipiec, 2003

zapominatoza

Stan denerwująco niebezpieczny. Otóż wczoraj rano wracałam się z połowy drogi po zapomniane okulary. Ledwo na autobus do pracy zdążyłam. Natomiast dziś dopiero w sklepie przy przystanku autobusowym zorientowałam się, że nie mam w torebce komórki. Było już za późno żeby się wracać po nią do domu. Jak tak dalej pójdzie, to jutro zapomnę włożyć majtki, na przykład! Poza tym od tygodnia kupuję puder, antenę radiową i notes- ofkors nie pamiętam o tym. No ładnie! Starość nie radość…

Kwestia pracy – no cóż… Jest lekko nudnawo. Praktycznie jestem sama. Ma to swoje zalety! Ale nie wiem, czy długo tu zostanę… Są problemy z regularnymi wypłatami. No cóż. Pożyjemy, zobaczymy.

Weekend spędziliśmy u moich rodziców. Było podejrzanie fajnie. Żadnej rozmowy na wiadomy temat. Pewnie rodzinka czeka, aż przyjadę sama i wtedy będzie awantura. Jakoś mało mnie to obchodzi.

Jak już pisałam, dzielę pokój z Ukochanym. Uczę się kompromisów. Łatwo nam nie jest – ale SIĘ KOCHAMY i ten niezaprzeczalny fakt pomaga nam przezwyciężyć wszelkie trudności. Wczoraj na zgodę wypiliśmy Martini (które ukradłam z barku rodzicom). Pierwszy raz piłam taki trunek. Nie przepadam za wermutami, ale ten był całkiem, całkiem…

Aha! Uwaga, reklamuję się. Otóż zapraszam wszystkie duszyczki do uczestnictwa w teście pod tytułem „Co Ty wiesz o Arietce”. Link znajduje się po lewej stronie, w kategorii „To Ja”. Ciekawa jestem wyników… :-) Już mam pomysł na następny test, w którym będą pytania o moje ulubione gatunki alkoholi. Hi, hi, hi!!!

Dziś w drodze do pracy śpiewałam sobie „Ostatni raz zatańczysz ze mną” Krawczyka. Tak ni z gruszki, ni z pietruszki, ni z kalarepy przyplątała się do mnie ta piosenka. Co to znaczy???

PS.(dnia następnego): Notka była zbyt optymistyczna… Wieczorem kłótnia gigant. Doszło do rękoczynów. Znaczy się biłam ja. Mocno. Aż mnie pięści bolą. W. ma siniaki na całym ciele. Przeprosiliśmy się. Ale nie wybaczyłam. Nie zapomniałam. Jak TO się skończy? Chyba niedługo, w każdym razie…

…mogę palce wyłamywać u rąk,

po sto razy pytać – czyj był błąd…

Kochany pamiętniczku!

Dziś po raz pierwszy piłam w pracy.
Z poważaniem,
Arietta.

P.S. Pracuję od pięciu dni.

zmiana tematu

Nio bo miało być o czymś całkiem innym, ale niestety znów doświadczam jakiegoś podszywania się pod siebie. Znaczy się Ktoś Bardzo Podły zawładnął tym razem moim GG. Uroczyście zatem oświadczam, że zmieniłam numerek, a szkoda, bo byłam do starego przywiązana :-( i nie mam nic wspólnego z nr 5932142 (mój stary – bo padł) i 6167747, czy jakoś tak… (bo ktoś tam jest do mnie podobny i doszły mnie słuchy, że coś nawet gada z blogującymi jako Arietta – to nie ja!!!). Zaczyna mnie to wkurzać na poważnie. Może się skończyć likwidacją bloga, a tego bym bardzo nie chciała… w końcu piszę tu już dość długo…

A co u jedynej prawdziwej niepowtarzalnej Arietty? Otóż uciekła z domu (tak to należy nazwać), mieszka teraz z Ukochanym i pisze sobie tę notkę z pracy. Na razie okres próbny, ale mam nadzieję zatrzymać się tu na czas jakiś… mam nadzieję… Nic więcej o pracy nie piszę, żeby nie zapeszyć. Aha – i oczywiście już opijam tę pracę. Chociaż nie wiadomo, czy pracować będę. Cała ja… Ale zrobię WSZYSTKO (no… prawie wszystko!), żeby nie wracać do rodziców. Amen.