Archiwum dla Sierpień, 2003

na mym prześcieradle lodowata noc

W. pojechał w środę na pogrzeb babci, a ja zostałam sama…
Nigdy w swoim jeszcze niedługim życiu nie zmarzłam tak, jak ostatniej nocy. Trzęsłam się pod kocem i kołdrą, ubrana w sweter, legginsy i dwie pasy skarpetek. Spać z zimna nie mogłam. Przesłuchałam trzy płyty Moonlightu i trzy Depeche Mode… kombinacja nieziemska, ale nie rozgrzała mnie ;-)

Byłam tak zdesperowana, że całkiem na serio rozważałam ewentualność powrotu do rodziców. Przynajmniej bym nie marzła! pracę pewnie miałabym lepszą, jadłabym normalne posiłki… A że byłabym sama? i tak się nam ostatnio z W. nie układało…

Ale zaraz przyszła refleksja: co ty dziewczyno wygadujesz, cholera jasna, psiakrew, słowo honoru!!! Chcę być z W. dopóki da czas (jak w mojej ulubionej piosence Lady Pank). Do końca życia nie zapomnę tego, co W. powiedział mi po śmierci Piotra (JEGO naj… przyjaciela, pisałam o tym tutaj): że teraz tylko ja mu zostałam i nie może mnie stracić… Jest w tym wiele przesady oczywiście, ale – faktem jest, że nikt nie dał mi tyle MIŁOŚCI, co ON własnie… a łaknę tego uczucia jak kania dżdżu!

Ale miłość nie jest wszystkim… problemy finansowe zatruwają mi życie coraz bardziej. Z trudem pożegnałam się z wizją naszego super mieszkanka, do którego mieliśmy się jutro przeprowadzić. Zwyczajnie nie stać mnie na opłaty!!! A zatem zostajemy w żulerni, tyle że chyba przeniesiemy się z parteru na poddasze, do samodzielnego pokoju – jak już pisałam, bez łazienki itp., ale TANIEGO!!! Trochę się boję współmieszkańców tego budynku. Trzęsą całą okolicą… Mnie mieli dotąd w dużym poważaniu, jako kogoś z lepszego świata (tak to ujęli – faktycznie chcąc nie chcąc wyróżniam się na tle kobiet mieszkających tutaj). Tyle że chcą ode mnie kasę pożyczać… Na razie ich spławiam, ale co będzie dalej??? Niejednemu już manto spuścili…

Bieda z nędzą dopadły mnie niespodziewanie i nie umiem sobie z tym poradzić. Wprawdzie nigdy groszem nie śmierdziałam; pochodzę z niezamożnej rodziny, byłam bardzo biedną studentką – ale teraz jestem „kobietą pracującą” niemal bez środków do życia!!! I nikt mnie nie przekona, że pieniądze nie są ważne – SĄ WAŻNE!!! Naprawdę wiele nie żądam – tylko uczciwej i regularnej pensji dla siebie i W. Przecież „zatrzymywanie zapłaty za wykonaną pracę” (czy jak to brzmi) jest w katechizmie potraktowane jako grzech wołający o pomstę do nieba, na równi z umyślnym zabójstwem!!!

W. już do mnie wraca, przed chwilą dzwonił z pociągu… a przede mną jeszcze tyle godzin w pracy!!! Hm… czy to będzie bardzo niestosowne, jeśli rzucę się na NIEGO od progu???

kruki, wrony i inne ptactwo

No i faktycznie cieszyłam się za wcześnie. Do kurwy-nędzy-wędrowniczki, czy ja nigdy nie mogę być szczęśliwa dłużej niż trzy godziny???

Szewski poniedziałek…

Zaczęło się od okresu – nie powiem, że nie cieszę się, w końcu od czterech miesięcy nic… Tyle że cierpię za te cztery miesiące. Czuję się jak za dawnych czasów… przecież właśnie od strasznie bolesnych miesiączek się wszystko zaczęło! Ledwo na oczy z bólu widziałam, a musiałam zostać dwie godziny dłużej w pracy. Nie bardzo już kontaktowałam.

Ale jedno do mnie trafiło: że w tym tygodniu na pewno nie otrzymam wypłaty. Wkurzyłam się, po prostu. Jakby nie było, pracuję już szósty tydzień. Należy mi się, prawda??? I tak to jest z pracą w prywatnej firmie!!! Pan Prezes (niech go szlag trafi i małe szlaczki też!) jest bogiem i koniec! I pieniędzy nie da, bo nie ma. No comment. Tyle że potrzebuję forsy jak powietrza. W weekend przeprowadzka, trzeba zapłacić z góry kilka stów – a skąd ja je mam wziąć, do cholery??? Nie mamy lodówki, żelazka, butlę z gazem też kupić trzeba – za co, pytam się, za co??? Jak już pisałam, na rodziców liczyć nie mogę. Musiałabym im powiedzieć, że mieszkam z W. – a to byłby gwóźdź do trumny…

Trumna… Wczoraj wieczorem zmarła babcia Mojego Ukochanego. Miała udar kilka dni temu, nie odzyskała przytomności. A jeszcze kilka tygodni temu piłam z nią wódkę… W. może nie mieć nawet za co na pogrzeb pojechać.

Co za pieprzony kapitalizm!!! Dlaczego dwojga dość ciężko pracujących (zwłaszcza ON ma sajgon w pracy – codziennie minimum 12 godzin…), dość wykształconych (i na co mi te studia były???) młodych ludzi nie stać na godne życie? Godne – znaczy się, żeby chociaż na opłaty starczało…
To się w mojej blond główce nie mieści ;-)

ja-blondynka, czyli bardzo głupia notka

„Ech, co za dzień
Dzień w którym grzeszą nawet anioły…”

Ta Pidżama jakoś średnio pasuje, ale właśnie jej słucham i tak sama mi sie pod klawisze nawinęła…
„A więc” poszłam dzis na całość i zrobiłam sobie blond pasemka. Znaczy się zrobił mi je fryzjer. Siedziałam u niego trzy godziny… Ofkors wyszło całkiem inaczej niż chciałam. Miały być tylko refleksy – a tego, co mam teraz na głowie, nie da się słowami opisać.
Wracałam od fryzjera bocznymi uliczkami, żeby broń Boże nikogo znajomego nie spotkać.
Rodzinka stwierdziła, że wyglądam koszmarnie.
Nie przejęłam się tym zbytnio, bo jak wiadomo, rodzinką od dawna się nie przejmuję. W każdym razie staram się nie przejmować.

Po południu pojechałam z kumpelą do Kazimierza. Humor chwilowo mi się poprawił, bo spodobał jej się mój nowy image. Ale zawaz potem stwierdziła, że wyglądam teraz jakbym była z Warszawy. W jej intencji miał to być komplement… no cóż. Ciszej nad tą trumną.

Kazimierski wniosek:
MĘŻCZYŹNI NAPRAWDĘ WOLĄ BLONDYNKI.
Tyle że Mój Osobisty Mężczyzna chyba podziękuje mi za współpracę. Lubi długowłose brunetki – a ja nie dość, że znów dziś podcięłam włosy, to jeszcze ten nieszczęsny blond…

Ale po kilku drinkach spojrzałam na siebie inaczej. I jak tu nie wierzyć w zbawienną moc alkoholu???

Alkohol alkoholem, ale pomimo wszystko czuje sie dziwnie. Niby mała rzecz, ale… jeszcze do niedawna miałam włosy w kolorze bardzo czarnej czerni, trudno mi się przyzwyczaić…

Oj, sama już nie wiem, co piszę. Za dużo tych drinków było. Opiłam już nasze nowe mieszkanko – jak dobrze pójdzie, to od soboty zamieszkamy sami, sami, sami!!! zero flejtuchowatych współlokatorów i żuli na podwórku…
Mam nadzieję, że nie cieszę się za wcześnie! A może W. nie będzie chciał zadawać się z (prawie) blondynką???