Archiwum dla Październik, 2003

from Tczew with love ;-)

Rzeczony Tczew to kolejny przystanek w mojej dzisiejszej podróży przez Polskę. Pobudka o 4:30 (brrrr…), najpierw osobówka do Warszawy, zimno jak diabli w tym pociągu było, ale miałam się do kogo przytulać… hm… W Warszawie niestety się rozdzieliśmy; W. pojechał do Gdańska z papierami na egzamin (dzwonił niedawno, nic nie załatwił… szkoda!), a ja do Bydgoszczy po dyplom (jak to dumnie brzmi – dyplom…), chodzi o egzamin FCE oczywiście. Później pociąg do Tczewa, gdzie obecnie sobie przebywam w kafejce, następnie pociąg do Malborka – tam spotkam się z W. i już razem jedziemy do JEGO rodziców na weekend. Uffffff… skomplikowane te moje podróże. Ale trzeba wykorzystać ostatnie dni ważności legitymacji studenskiej, hehehe ;-)

Co u mnie? stara bieda!!! i znów przepraszam za niezaglądanie na Wasze blogi – nie zdziwię się, jeśli obrazicie się śmiertelnie i kopniecie mnie w dupkę! (ostrzegam – dostałoby się Wam za to od W., jest wielkim fanem mojej dupki, hihihihi).
Jedno dobre to właśnie układy z NIM – jest bajecznie po prostu, tak jak za starych, dobrych czasów… coraz bardziej wierzę, że ON może być TYM NA ZAWSZE – przynajmniej tu optymistką jestem!
Cała reszta… szkoda gadać. Ale JEGO miłość pozwala mi przetrwać trudne chwile. I niech tak zostanie! Kurcze-blade-niedopieczone… jestem z NIM niewymownie wprost (polityka i newsweek) szczęśliwa!!!

odwiedziłam rodziców…

Zacznę od ogromniastych przeprosin… Wybaczcie, że nie zaglądam swoim sokolim wzrokiem (minus jeden) na Wasze blogi i nie zostawiam swoich jakże głębokich i trafnych komentarzy ;-) jak również nie daję Wam szansy obcowania z literaturą najwyższych lotów, jaką są niewątpliwie notki na moim własnym blogu ;-) ale NADAL NIE MAM PRĄDU W PRACY, a na kafejki internetowe mnie zwyczajnie nie stać, bo to nie byłoby wejście na 5 minut! Mówiąc krótko – jaja jak berety. Od ponad dwóch tygodni obijam się w pracy jak dzika świnka, bo co można robić, gdy nie ma prądu??? Już prawie czytać ani pisać nie mogę, bo ostatnio ciągle niebo zachmurzone… Śmiech na sali, a nie firma. Wszyscy mi się dziwią, że nie rzucam tego wszystkiego w pizdu (za przeproszeniem),sama się też dziwię, ale rzucić pracę łatwo, i co dalej? znów na zasiłek??? a mama dzwoni do mnie co dwa dni i każe mi wracać do domu na stałe! nie mam zamiaru! choćbym miała głodem przymierać! tyle że ofkors kłamać muszę, że w pracy wszystko okej… A jak wiadomo, kłamać to ja na dłuższą metę nie umiem. Pewnie już osiwiałam… gdy się zmyje ten dziwny kolor, jaki mam teraz na włosach, to siwizna się ujawni. Staram sie podchodzic do wszystkiego z maksymalnym dystansem – tu mi się przydaje wrodzone poczucie humoru, nieco przygłuszone ostatnio, ale JEST!!!

Co sie u mnie działo przez te kilkanaście dni sine linea? Oj…
Tylko najciekawsze obrazki:
– koniec września – impreza urodzinowa kumpeli, zaczęlo się ekskluzywnie (nie stać mnie na takie bajery!!!), a skończyło na tym, że zdejmowałam stanik na środku parkietu w dyskotece Park (bo mnie uwierał!); jak dobrze, ze W. tego nie widział! pił drinka na zewnątrz… na tej imprezie spotkałam moją poprzednią wielką miłość, nawet razem zatańczyliśmy (pod czujnym okiem jego żony)… on revient toujours…
– koncert Lady Pank w Stodole (2 października) – niech żałują wszyscy, którzy tam nie byli!!! „zaliczyłam” wiele wystepów LP, ale ten był jednym z najlepszych… Ech… jak to dobrze, że mam swój wzrost, swoją wagę i swoje pseudoglany… a i tak miałam nogi w siniakach – taka jest cena stania blisko sceny ;-) znaczy się skakania, a nie stania – i tylko szkoda, że W. ze mną tam nie było…
– 1 października – megakłótnia z W., akurat w naszą rocznicę (zaczęliśmy 22 miesiąc), żeby było zabawniej… padło wiele niepotrzebnych, jakże gorzkich słów… chociaż nie, były one potrzebne! później płakaliśmy oboje przez całą noc… i wniosek jest oczywisty – nadal razem… ciesze się jak norka…
– wiele rozmów z Paulą – wysłuchuje z uwagą moich żalów dotyczących W. i z uśmiechem stwierdza, że i tak jesteśmy na siebie skazani (!!!)
– upojne noce i poranki… i godziny w pracy spędzane na marzeniach erotycznych… jeśli wiesz, o czym ja mówię ;-)))

A teraz jestem u rodziców. Z NIM. Gadaja sobie w pokoju obok. Tematy neutralne. Cóż – dobre i to. Dorwałam sie do netu po prawie trzech tygodniach…
Szef obiecał że NA PEWNO zapłaci rachunki i w najbliższym tygodniu prąd będzie! Tak – a ja jestem Janem Marią Rokitą!!!
Poczekam jeszcze dwa, trzy tygodnie i wypływam z firmy, jeśli tak ma być. Aha – W. namawia mnie na przeprowadzke do Warszawy i jestem skłonna sie zgodzić. Zwłaszcza, że obiecał zwracać mi połowę kosztów dojazdów… Zobaczymy. Jak na razie idę spać. Oczka mi się kleją. Dobranoc!!!

Aha, kolejna notka będzie, jak prąd będzie w pracy. To może potrwać :-)))

notka SMS-unplugged

Od srody nie mam w pracy pradu.Zimno,ciemno i cicho.Cytujac Adriana Mole a – „tylko milosc trzyma mnie przy zdrowych zmyslach”…