Archiwum dla Marzec, 2005

faithless in faith

Dorzeczne byłoby na chwilę obecną zawiesić zarówno wirtualną jak i realną egzystencję, zaszyć się gdzieś w kątku pajęczyn pełnym, siedzieć tam cicho jak truś pod miotłą i czekać na zbawienie czy inny cud mniemany, czyli krakowiacy i górale.

Się tak nie da, wiem.

A zatem pozostaje mi zacisnąć zęby (w liczbie 28 i pół) i zachować maksymalny spokój.
Toczy się mój światek, chociaż większa jego część w gruzach legła, a pozostałości chwieją się w posadach.

W przyszłość wybiegam myślami li i jedynie do najbliższego weekendu, kiedy to mam nadzieję okazać się MĄDRZEJSZĄ i odkręcić ogonem kotka za pomocą młotka. Nie za wszelką cenę. Mój zdrowy rozum nie pozwoli mi się poniżyć, nie mam zamiaru skamleć o litość i błagać o cokolwiek.

Słońce świeci z lekka bezczelnie.
Pięć promyków w pięciu oczkach zaręczynowego pierścionka.
Uśmiecham się.
Bo tak.

…o śmierci!… gdzie jesteś, o śmierci?…

Życzyłam Wam wczoraj zmartwychwstania.
Nie spodziewałam się, że sama będę czekać na powstanie z martwych.
Bezsenna noc i powracające fale bluźnierczych myśli, od których uwolnić się nie mogę.
Czucie i wiara.
To najważniejsze święta w moim życiu.
Wiem, co czuł Chrystus wydany na śmierć przez najbliższych.
Nie mam już najbliższych.
Prywatny Wielki Piątek trwający od wczorajszego popołudnia.
W niedzielę On zmartwychwstanie.
Ja jeszcze nie.
Czekam.
Uśpiona. Gdzieś tam. Między ziemią a snem.

Najważniejsze jest to, że jesteś…

„Ciebie, Boga, wysławiamy,
Tobie, Panu, wieczna chwała.
Ciebie, Ojca, niebios bramy,
Ciebie wielbi ziemia cała.
Tobie wszyscy Aniołowie,
Tobie Moce i niebiosy,
Cheruby, Serafinowie
ślą wieczystej pieśni głosy:
Święty, Święty nad Świętymi
Bóg Zastępów, Król łaskawy,
Pełne niebo z kręgiem ziemi
majestatu Twojej sławy.
Apostołów Tobie rzesza,
chór Proroków pełen chwały,
Tobie hołdy nieść pośpiesza
Męczenników orszak biały.
Ciebie poprzez okrąg ziemi
z głębi serca, ile zdoła,
Głosy ludów zgodzonymi
wielbi święta pieśń Kościoła.
Niezmierzonej Ojca chwały,
Syna, Słowo wiekuiste,
Z Duchem, wszechświat wielbi cały:
Królem chwały Tyś, o Chryste!
Tyś Rodzica Syn z wiek wieka.
By świat zbawić swoim zgonem,
Przyoblókłszy się w człowieka,
nie wzgardziłeś Panny łonem.
Tyś pokruszył śmierci wrota,
starł jej oścień w męki dobie
I rajskiego kraj żywota
otworzyłeś wiernym sobie.
Po prawicy siedzisz Boga,
w chwale Ojca, Syn Jedyny,
Lecz gdy zabrzmi trąba sroga,
przyjdziesz sądzić ludzkie czyny.
Prosim, słudzy łask niegodni,
wspomóż, obmyj grzech, co plami,
Gdyś odkupił nas od zbrodni
drogiej swojej Krwi strugami.
Ze świętymi w blaskach mocy
wiecznej chwały zlej nam zdroje,
Zbaw, o Panie, lud sierocy,
błogosław dziedzictwo swoje!
Rządź je, broń po wszystkie lata,
prowadź w niebios błogie bramy.
My w dzień każdy, Władco świata,
Imię Twoje wysławiamy.
Po wiek wieków nie ustanie
pieśń, co sławi Twoje czyny.
O, w dniu onym racz nas, Panie,
od wszelakiej ustrzec winy.
Zjaw swą litość w życiu całym
tym, co żebrzą Twej opieki;
W Tobie, Panie, zaufałem,
nie zawstydzę się na wieki.”

Jeśli z Nim umieramy, z Nim też żyć będziemy…

nie bez złości o miłości

(luźne przemyślenia zainspirowane tą notką)

Znajoma jedna moja.
Brzydka jak… no – BRZYDKA w najbrzydszym znaczeniu tego słowa.
Twarz zupełnie bez wyrazu, ciało niepociągające – bladość, obłość, tłuszcz wylewa się każdą szczeliną.
Nie robi nic, aby zatuszować braki urody – ubiera się koszmarnie, zero makijażu.
Do tego jakaś taka mało interesujący charakter.
Ot, taki człowieczek przez małe „c”
Mężatka.
Odkąd ją znam, zastanawiam się, kto ją mógł chcieć. Chciałabym poznać jej męża.
Kumpela, której zreferowałam ten przypadek, stwierdziła krótko „pewnie dobrze laskę robi”.
Podolce z nas, no nie?

W każdym razie dla kogoś jest „tą jedną na milion, na całe życie” (hihi, lubię tę pioseneczkę – hicior z siłowni).
Nigdy nie przestanie zastanawiać mnie fenomen łączenia się w pary – TO RAZ.
Pojęcie „atrakcyjności” – TO DWA.
Ot, mój skromny przykład: kiedyś pies z kulawą nogą na mnie nie spojrzał, a od drugiego roku studiów nie narzekam na brak powodzenia u płci przeciwnej i tej samej czasami też. Wracając do siłowni – jednym ze współćwiczących panów jest tak zwany „kotek-mamrotek”. Kotkowi-mamrotkowi wyraźnie się podobam i mówi mi o tym, a jakże. Wczoraj nawet mnie w tramwaju zaczepił i MÓWIŁ. W tym sęk, że za bardzo nie wiem, co on do mnie mówi – jako że mamrocze właśnie. Coś o oczach, ustach, budowie anatomicznej i działaniu na niego. Uśmiecham się więc tylko i mówię „słucham? naprawdę?” i tym podobnie. Śmiech na sali.

Kiedyś marzyłam o księciu z bajki, a jakże. Uważałam się za królewnę w żabę zaklętą ;-)
Cóż – życie zweryfikowało me mrzonki.
Książę się zjawił dnia pewnego. Urodny może aż tak bardzo nie był. Ale jakże do mnie podobny. Intelektualnie, charakternie. Rozumieliśmy się bez słów. Przyciąganie nie-ziemskie. Pasowaliśmy do siebie jak dwie połówki jabłka. Jak marchewka z groszkiem, jeśli już o kulinaria zahaczyłam. Pan moich snów, na którego czekałam prawie 21 lat żywota mego. Oddałam mu ciało i duszę.
Ale nie serce.
Dlaczego – tego racjonalnie wytłumaczyć nie potrafię.
To jest właśnie chyba to „COŚ”.
A zatem płomienny romans trwał krócej niż krótko.
Próby reaktywacji były. Nieudane.

Kilka miesięcy później poznałam Moją Cholerę.
Szumne dzieje naszego związku przedstawiam na blogu obszernie bardzo.
Nie chcę się powtarzać.
Powiem jedno tylko: gdy GO zobaczyłam po raz pierwszy, chciałam wiać gdzie pieprz rośnie i wanilia też. Wszyscy się pukali w czoło – jak mogę być z kimś takim, jak ON może z taką jak ja. Dwa światy. Traktowałam jak psa i od początku nie owijałam w bawełnę swych uczuć.
Ale dałam nam szansę.
Dlaczego – tego racjonalnie wytłumaczyć nie potrafię.
To jest właśnie chyba to „COŚ”.
I jesteśmy razem, i „na dzień dzisiejszy” mamy być razem już do końca, i złoty pierścionek na szczęście, i złote obrączki coraz bliżej, i pięknie jest, i och i ach, i wiem że jestem upierdliwa ostatnio zwłaszcza i czepiam się wszystkiego i macie mnie dość wszyscy, ale mnie kochacie, bo jestem śliczna higieniczna sprytna i wybitna, i nie ma takiej drugiej.
I właśnie powiedział, że kocha nad życie i jutro będzie czekać na dworcu, i zacałuje mnie na śmierć, a ja się wtulę tak po prostu, i będzie wspaniale.

Nic nie rozumiem.
I źle mi z tym – bo ja rozumem się kieruję w życiu i cierpię katusze nie wiedząc, nie pojmując, nie radząc sobie.
Nieprzytomna ostatnio jestem, mało sypiam, coraz więcej jem za to, ale ćwiczę też coraz więcej.

Święta się zbliżają.
Czegóz mogę życzyć Moim Kochanym Czytelnikom?
ZMARTWYCHWSTANIA…