Po weekendzie panieńskim.
Do nas obu dotarło, że faktycznie TO JUŻ NIEDŁUGO.
Kraków magiczny. Niestety jakoś nie miałam „dnia na picie”, opuszczałam co drugą kolejkę. Naprawdę! Ci z moich wiernych Czytelników, którzy sa ze mną od studenckich czasów wiedzą, że była ze mnie pierwsza szklana we wsi ;-) BYŁA.
Poza tym w zeszły poniedziałek but obtarł mi prawą stopę, ale wielki pęcherz pojawił się dopiero w sobotni poranek. Nie przeszkodziło mi to przetańczyć całej nocy – jak baletnica, na paluszkach. Wczoraj już mocno utykałam, niestety.
Nawet pieniędzy aż tak dużo strasznie nie wydałam. Każda z nas miała stawiać kolejkę, do mnie kolejka jednak nie dotarła ;-) nic to, odrobię na kolejnym wieczorze, o ile zostanę zaproszaona oczywiście.
Bawiłam się dobrze, chociaż niestety alkohol działa na mnie smętnie. W ciągu sobotnioniedzielnej nocy miałam kilka kryzysów takich, że trudno było powstrzymac się od łez czy krzyku, ale dałam radę, chwała i cześć mi za to.

Roznowy na mniej lub bardziej poważne tematy i moje bardzo poważne rozmyślania.
Wnioski wyciągnięte z rzeczonych rozmyślań nie są zbyt budujące, to fakt.
Po pierwsze: wiem co nas przy sobie trzyma – piękne wspomnienia, jacy to kiedyś byliśmy dla siebie dobrzy. Teraz bywamy. Bardzo rzadko.
Po drugie: wiem dlaczego wychodzę za niego za mąż. Z wdzięczności, że „mnie wziął”, z tych pięknych wspomnień i z obawy że nikt inny ze mną nie wytrzyma (obawy uzasadnionej, co potwierdzają wszyscy nasi krewni i znajomi).
Po trzecie: wielkiej miłości z obu stron nie ma. ON i owszem, kochał do szaleństwa – jeszcze do niedawna. U mnie natomiast okres „zakochania
na maksa” datuje się na letnie miesiące roku 2002. Musiałam się po prostu w NIM zakochać, z czystej wdzięczności nawet i z zachwytu, że tak za mną szaleje, jak nikt dotąd. Zakochałam się więc – i to był koniec naszego szczęścia…
Po czwarte: mimo trzech powyższych punktów pewna jestem, że możemy być szczęśliwym małżeństwem. Nie ma mowy o różowych okularach. Przeszliśmy razem bardzo wiele, wiemy że może się źle dziać, nic nie będzie dla nasniespodzianką. Wiem również, że dziać się może i dobrze, sami mamy na to największy wpływ przecież, więc jeśli oboje starać się będziemy…

Sprawy bieżące?
Sprzeczki o podróż poślubną, zastanawianie się nas mieszkaniem (zaraz po ślubie wycieczka objazdowa po bankach… może udałoby się dostać kredyt już w przyszłym roku, wtedy wariant optymistyczny zakładałby zamieszkanie we własnym domu przed końcem 2008 roku!), płacenie rachunków, nagranie salonu piękności (DZIŚ IDĘ, koniecznie!) –

– i Martini wieczorem…

Udało mi się wczoraj dorwać w koszu z przecenami „Wesele Muriel” na DVD. Jakże ja się cieszę!!! Chciałabym, żeby ON obejrzał ze mną kiedyś ten film…