Ot i jesień nadeszła.
Oczywiście nie ta „złota polska”, której oczekuję i dziewiątego, i szesnastego września. Na wszelki wypadek kupię biały sweter :-)

Zimno i pada, ergo: nie biegam. Fakt że w zamian zapodaję podwójną czy potrójną dawkę ćwiczeń na brzuch, ale… Niech już będzie ten przyszły tydzień i spektakularny powrót na siłownię!

Odchudzanie poszło w odstawkę właściwie. Ileż można się katować bez widocznych efektów, hę? Mam dość. Oczywiście nie oznacza to, że zaczynam obżerać się chipsami przed telewizorem ;-) Ćwiczyć będę nadal, jeść umiarkowanie też – ale nie dam się zwariować, nie warto.

Absolutnie nie mam pomysłu na spodziankowy prezent. Cóż można ofiarować parze, która zaraz po ślubie wyjeżdża daleko i na długo? Nie wiem. A czasu coraz mniej…

Krakowa jeszcze nie odespałam!!! Sama siebie nie poznaję. Za nie aż tak przecież dawnych czasów mogłam balować do białego rana, szybki prysznic, kawa, coś słodkiego – i na siódmą do radia bądź na ósmą na zajęcia ;-) W poniedziałek padłam przed dziesiątą wieczorem, wczoraj zasypiałam nad Empire Falls (fajna książka, mam chętkę na film), ale przeczytałam do końca, później zostałam zresztą skutecznie rozbudzona ;-) Pogoda śpiąca do tego…

Sprawa chyba najważniejsza, czyli moje weekendowe „rozmyślania”, przedstawione w poprzedniej notce. Faktycznie „na papierze” (na ekranie znaczy się) wygląda to nieciekawie, nie dziwią mnie Wasze komentarze. Właściwie „na żywo” jest niewiele lepiej.
Nie jest tak, że się nie kochamy. Że nie na zabój i do szaleństwa? Ten etap już za nami i przyznam, że nie chciałabym do niego wracać. Źle czułam się kochając tak bardzo mocno. Wolę tak jak teraz. Wydaje mi się, że oboje nareszcie dojrzeliśmy (no… tak trochę).
Jestem (dziwnie?) spokojna o nasz przyszły status. Wiem w co się pakuję ;-) wiem że nasze życie usłane różami nie będzie, prawdopodobnie nigdy nie pozbędziemy się problemów finansowych, może być nas nie stać nigdy na własny domek, a co za tym idzie nie będziemy mieć dzieci (i tak mogę mieć kłopoty z zajściem w ciążę), różnimy się od siebie tak bardzo, że wiele decyzji okupionych będzie łzami…

…ale jestem pewna. Pewna jak niczego innego nigdy w życiu.

Plany najbliższe? Dziś solarium ;-) jutro następna zaliczka na knajpę, w piątek kierunek Puławy – trzeba nareszcie dograć licencję…
I długie spokojne wieczory. Dobre wieczory. Bo wspólne.