Wczoraj ćwiczyłam na siłowni z reprezentantami Polski w siatkówce. Wesoło było. Zajęli wszystkie przyrządy, mnie pozostała bieżnia, stojąca tyłem do sali. Kilka razy mało się z niej nie wykopyrtnęłam, tak intensywnie oglądałam się za siebie ;-) Panowie przystojni, a jakże. Wysocy (ach, moje marzenia o ponaddwumetrowym partnerze… ale gdy takiego udało mi się dorwać – koszykarza AZSu zresztą – coś innego mi nie pasowało). Niestety leniuszki. Biedny trener pokrzykiwał, ale oni konsekwentnie się obijali na treningu. Tylko jak kamerzyści się pojawiali, to panowie sportowcy pakowali aż miło ;-)

Dobrze że na siłownię dotarłam nareszcie. Ale później jedzonko z KFC. Bez komentarza!!! Na wadze oczywiście już kilo więcej. Gdzie jest moja silna wola???

W nocy z poniedziałku na wtorek włamano się do naszego samochodu – zbita boczna szybka, skradzione radio. No fakt, trzeba być Moją Cholerą żeby radio w samochodzie zostawiać… Ostatnio sporo włamań w naszym rejonie jest, podobno to zbiry z sąsiedniego Okęcia. Jakbyśmy nie dość zmartwień mieli…

Rodzice milczą. Podpytałam wczoraj siostrę, czy przypadkiem jej się nie żalą – okazuje się że mama przerażona i z pretensjami, a tata konsekwentnie odmawia składania zeznań. Nic to, w weekend się spotykamy i ktoś będzie musiał coś powiedzieć, no ;-)

A ja… jestem coraz bardziej zmęczona…