Archiwum dla Kwiecień, 2007

cyrk na kółkach

A mówiłam Wam, że mam wspaniałego Męża? Pewnie nie, bo ja tu dyżurny narzekacz jestem. Więc mówię. Że mam. Wspaniałego. Męża. Siedział ze mną z soboty na niedzielę do trzeciej w nocy i jeszcze kawałek niedzielnego wieczoru nad wnioskami stypendialnymi, wykonując „robotę głupiego” – układał papiery w odpowiedniej kolejności, a ja dokonywałam ich wnikliwej analyzy ;-) Gdyby nie JEGO pomoc, cały weekend musiałabym ślęczeć nad tym, a tak starczyło czasu i na sprzątnie gruntowne z rozmrażaniem lodówki (błe), i na odwiedziny u znajomych, i na niedzielny wypad na naszą działkę, i na spacer… No. Weekend uważam za udany.

A dwa następne weekendy tym bardziej udane mają być!!! Że w najbliższy wesele, to już wiadomo wcześniej. Że wesele drugie tydzień później, to wiadomo od kilku dni. Idziemy, rzecz jasna! Z kasy spłukamy sie kompletnie, ale nic to. Zastanawiam się, czy „obskoczyć” oba w jednej kiecce, czy zaprezentować się w czarnym gorsecie i brązowej spódnicy. Ale to nieco za ciemny zestaw, prawda? W każdym razie objazdówka nam się szykuje. W piątek kurs na Wrocław, w poniedziałek kurs na Puławy, do czwartku kursy po okolicach, w piątkowy poranek kurs na Warszawę (ech, trza być w robocie), w sobotę kurs na Łódź. I pięknie. I bawić się zamierzam bardzo dobrze. I oby nie objeść się. I oby pić z umiarem.

Jutro kurs na Łódź – dwudniowe szkolenie, w terminie jak najbardziej nieodpowiednim, roboty mam full tu na miejscu… Cóż, dam radę, muszę.

Dużo czytam, za mało śpię, nie myślę, za dużo jem, za mało ćwiczę, za bardzo obojętnieję.
Plum.
Biegałam dziś po Parku Szczęśliwickim. Bez okularów, bez soczewek. Byle nie widzieć.

jeśli jesteś aniołem…

Dziękuję za wszelkie uwagi dotyczące mojej fizjo(g)nomii. Przyznam że miałam miły wieczór przeglądając zdjęcia z dziesięciu lat. I do śmiechu było, i do zadumy… Zwłaszcza nad zdjęciami z lata roku 2002, na których to wyglądam bardzo korzystnie. Nic dziwnego – ledwie zakochana, świeżo zaręczona, po wcześniejszych niewesołych przygodach z facetami wydawało mi się że Pana Boga za nogi złapałam i że będę mieć świetną zabawę przez dłuższy czas (nie łudziłam się, że na zawsze i na wieczność). O święta naiwności! W każdym razie mam piękne wspomnienia.

W poniedziałek rozpoczęcie sezonu biegowego. Bardzo przyjemnie było na oślej łączce ;-) Niestety kontynuacja na razie wykluczona. Znów jest potwornie zimno wieczorami, nie zamierzam ryzykować przeziębienia, bo u mnie prawie zawsze przeziębienie przechodzi w coś gorszego, a za tydzień z ogonkiem wesele,na którym zamierzam bawić się na całego, a nie kichać i prychać. A propos wesela – sukienka za duża jednak w biuście, będę coś kombinować, spódnica na poprawiny też spadywuje z lekka… e tam, niważne, to nie ja mam najładniej wyglądać ;-)

Wczoraj ciężki dzień. Ślubnej kiecki nie przyjęli mi w kolejnym komisie – tym razem przyczepili się do ciężko chodzącego suwaka oraz małejplamki na samym dole, której w praniu nie dało rady usunąć. Zaproponowali cenę tak śmieszną, że zabrałam zabawki i poszłam sobie w cholerę. Nie to nie, łaski mi nikt nie robi, wolę oddać ją komuś za darmo (poważnie!). Poza tym wizyta Męża w banku i potwierdzenie tego, co wiedziałam od dawna, ale starałam się odsuwać od siebie niewesołe myśli na temat smutnej prawdy. Cóż, wybuchłam, przyznaję się bez bicia. Wybuchniekontrolowany, ale naprawdę kulturalny, bez słów powszechnie uznawanych za obraźliwe… no przykro mi było i tyle. Przykro jak jasna cholera. Znów pół nocy nie spałam, czuję się dziś tak jak się czuję, a dzień długi jeszcze przede mną. Nawet na siłowni się nie wyżyję, karnet mi się właśnie skończył, stwierdziłam że nie opłaca się teraz nowego kupować – w przyszłym tygodniu dwa dni wypadają przez szkolenie, w piątek wyjazd, później majowe święta…

Mamy mistrzostwa! Cieszę się wielce i postaram jakoś wkręcić w organizację, a co mi tam. I nawet przewidywany wzrost cen materiałów budowlanych w związku z organizacją mistrzostw mi już nie przeszkadza. Już nie.
Skrzydła podcięte, ale…

„…i myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął,
Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął!”

co wynika z zabawy sobą

Ał!torka na dziejoskłonie ;-)