Archiwum dla Wrzesień, 2007

corrono incontro all’infinito

Wyjazd na drugi koniec Europy to ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę.
Nic jeszcze nie załatwione – oprócz ubezpieczenia, na którym najbardziej mi zależało, albowiem mam wrażenie że padnę trupem w tej całej Italii, a już na pewno rozchoruję się ciężko.
Zmęczona jestem tak, że bardziej nie można.

Wczorajszy tekst do Mojej Cholery (ciągiem): „no bo wiesz, taka jestem padnięta, mam mdłości, kręci mi się w głowie, ginekolog mówiła mi ostatnio że szyjkę macicy mam jak kobieta w ciąży, a macica mi się powiększyła, więc może jestem w ciąży, cieszyłbyś się?”
Reakcja: wypił cały kieliszek wina jednym haustem. A potem się uśmiechnął.

Nie jestem w ciąży. Po usłyszeniu tych lekarskich rewelacji zażądałam wyjaśnień ;-) ponoć to te nowe hormony które biorę sprawiły że w końcu organizm zaczął jakoś pracować, już nie jest wszystko „zasuszone”, wyniki badań też niezłe, więc… tylko się cieszyć.
I cieszyłabym się, gdyby nie fatalne samopoczucie.

Kryzys miałam w środowy wieczór, aż się popłakałam z bezsilności, na szczęście tym razem Mąż mnie nie dobił ;-) W ramach odstresowania udaliśmy się na zakupy – udane, Mąż nabył dwie pary spodni, wiadomo że mając ok. 100 cm w pasie nie jest łatwo coś kupić, hehe. No i fajnie.
Wczoraj po południu byłam taka padnięta że musiałam z siłowni zrezygnować, ale podładowałam akumulatory zabawą z wyjątkowo energetyczną dwulatką ;-) a wieczorem wino i jakaś taka błogość…

Mam nadzieję, że mimo wszystko urlop się nam uda – na szczęście mam za sobą okres permanentnego dołowania się ;-)

UPDATE, z cyklu „cudownych rodziców mam”:
Rozmowa telefoniczna.
Mąż: – Mamo, jedziemy na tydzień do Włoch.
Teściowa: – Eee, na tydzień? To co wy tam zarobicie?!

smutnawo :-(

Rocznica taka jak i cały rok miniony, czyli słodko-gorzka ze znaczną przewagą goryczy.
Mam dziś zamiar utopić smutki we własnym pocie ;-) Siłownia, później sauna.
Odliczam dni do wyjazdu. To już w sobotę…

wspominkowo – wybaczcie ;-)

Relacja jest tu.
Zdjęcia są tu.
Ogromnie przenikliwie i oryginalnie powiem „Boże, jak ten czas leci”.
Życzę nam kolejnych rocznic.