Archiwum dla Styczeń, 2008

z lekka zdołowana

Bać się trochę zaczynam. Że roboty nie znajdę. Fakt, nie umiem szukać. Czas najwyższy się nauczyć… Do tego dobijające komentarze z lewa i prawa „a myślisz że w innej pracy będzie lepiej?”. No… myślę że będzie, chociażby finansowo.
Szwagier też ma problemy z pracą, więc niedługo Moja Cholera będzie mieć na utrzymaniu dwójkę darmozjadów (szwagierka poszła w siną dal… oby nie wróciła).
Jedno dobre: PIT wysłany. Drugie dobre: oszczędności z funduszu już na rachunku bankowym, teraz tylko brać i kupować. Te materiały budowlane.
O właśnie, co do kupowania to w końcu odważyłam się na zakup na Allegro, a nawet dwa zakupy. Czekam na przesyłki :-)
Wracam do starego dobrego Depeche Mode. W samograju cztery pierwsze płyty – więcej się nie mieści ;-) i pomyśleć że za odtwarzacz MP3 256 mega zapłaciłam dwa lata temu 350 złotych… teraz można mieć dwa giga za stówę i myślałam o kupnie nowego, ale stwierdziłam że niedługo ajpody srajpody będą o wiele tańsze niż teraz, więc spokojnie poczekam i zapodam sobie już takie cacko. Poprzestałam zatem na nowych słuchawkach za 10 złotych. I tak sobie słucham.
Tłusty czwartek. Tłusta ja na razie po jednym pączku.

UPDATE, piątek przed południem:
2222… Fajna liczba na liczniku „razem”, no nie?  Po ludzku licząc sześć lat i miesiąc. Skomentować mogę krótko: o kurczę :-)
Kto wybierze się ze mną na koncert Lady Pank 14 lutego???

wieje piaskiem od strony wojny

Tudzież wiatr wieje tam gdzie chce.
Przewiało mi lewą skroń i prawe ucho. Na wiadukcie PKP Toruńska, gdy w sobotnią noc wracaliśmy z piwka. Boli jak diabli.
Skończyłam terapię na czas jakiś. Efekty są. I dobrze.
Rozglądamy się za materiałami budowlanymi. Szok, ceny skaczą jak szalone krowy i magazyny puste. Kierownicy budowy też sobie słono życzą. Optymizm wciąż jednak jest.
Zbliża się termin złożenia PIT-28. Zielona jestem!!! Ratunku!!! W tym roku tak popiermandolone są przepisy, że ciężko mi się połapać.
Wczoraj wieczorem spacer południowym Śródmieściem. Odnalazłam pewną cukiernię, bohaterkę naszej rodzinnej anegdoty sprzed ponad dwudziestu lat. Zdziwiłam się wielce że funkcjonuje jeszcze i że właściciel ten sam… I napotkałam czarnego kotka, który był mi bardzo łaskawy – już miałam go na rękach i szłam w stronę metra, ale stwierdziłam że jest zbyt ufny i zadbany na bezpańskiego. Może ktoś go właśnie szuka… Zostawiłam go zatem :-(
Pracuję do piętnastego, w tym muszę odebrać kilka dni zaległego urlopu. Trochę żal opuszczać to miejsce. A jednak :-)
Muszę się POWAŻNIE wziąć za odchudzanie. Przestaję się w ciuchy mieścić, szlag by to!
Sny niefajne się skończyły, na szczęście. Ale nadal boję się zasypiać. Ostatnio myślałam pół nocy o Mojej Cholerze, że to cud prawdziwy że mimo wszystko razem jesteśmy…

Plan wypalił. Owszem tak.

Kolejny tydzień minął, a mnie coraz mniej. Nie na wadze niestety.
Koszmarne sny od kilku nocy. Przerażająco realne. Śni mi się wszystko to, o czym na co dzień staram się nie myśleć. Budzę się z płaczem i przez resztę dnia chodzę jak błędna. Całe szczęście że pracę traktuję już „lajtowo” i nic tam nie może mnie już wyprowadzić z równowagi.
Uciekam do książek i muzyki. I przeszłości, odnajdując kolejnych toruńskich znajomych na naszej-klasie.
Jakaż ja głupia piramidalnie byłam, sądząc że jeśli będę cicho siedzieć, to wszystko się ułoży…