Archiwum dla Luty, 2008

bo tutaj jest jak jest ;-)

Wniosek po dwóch tygodniach szukania pracy?
Nooo… ciężko jest :-)
Rozmów miałam już coś około dziesięciu. Chyba nieźle. Na razie nic z nich nie wynika, no ale OFICJALNIE się nie zrażam. Nieoficjalnie, hm… boję się, ale nie bardziej niż na początku. Nie jestem w sytuacji podbramkowej, nie muszę brać pierwszej lepszej roboty ani nawet piątej.
Psychicznie nie bardzo. Każda rozmowa jest straznym obciążeniem. Ale i tak jest dobrze, 10 lat temu pewnie słowem bym się nie odezwała. Walka z nieśmiałością potrwa pewnie całe moje życie. Wygrywam bitwy i to najważniejsze.
Między nami… jakimi „nami”???

od końca do końca

Po dwóch rozmowach.
Przed czterema kolejnymi.
Z czego dwie jutro – totalny odlot, bo po południu muszę być u lekarza w Lublinie, a we wtorek na spotkaniu na którym mi B A R D Z O zależy, więc jutro na trasie Warszawa-Lublin-Warszawa widziana będzie szara (kolor mojego płaszcza) błyskawica ;-) Chyba że pogoda w swojej łaskawości pozwoli mi założyć skórzaną kurtkę.
Szołbiznes się kręci. Jestem w szoku, bo nie spodziewałam się takiego aż halo na moje oferty, a to przecież dopiero początek szukania pracy.
Obym zatem nie była darmozjadem zbyt długo.
Wcale mi to ego nie podbudowało.
Smutno mi jest i źle. I już.

„trzeba z żywymi naprzód iść”…

Do mojego Męża powyższa maksyma jak na razie nie dociera, ale ja to co innego.
„A więc” rozpoczęłam poszukiwanie pracy.
Przejrzałam milion pięćset sto dziewięć ofert pracy i wysłałam około trzydziestu aplikacji. Dlaczego tak mało? Bo jestem tak głupia, że nie dopowiadam na ogłoszenia, w których nie spełniam wszystkich wymagań ;-)
Mam już nawet pierwsze zaproszenie na rozmowę – piątek, godzina 9. Trzymajcie kciuki, żebym dobrze wypadła. Chociaż tak właściwie to nie wiem czy przyjęłabym tę pracę, jako że to jedynie na zastępstwo na 9 miesięcy (pewnie urlop macierzyński czy coś takiego). Muszę się zapytać czy nie ma szansy zostania w tej firmie na dłużej… W ogłoszeniu podane było bardzo atrakcyjne wynagrodzenie (stawka brutto o ponad 100% wyższa niż tam gdzie do tej pory pracowałam), wymagania właściwie spełniam, tyle że ten krótki okres zatrudnienia… W sytuacji gdy planujemy najdalej na wiosnę przyszłego roku wziąć kredyt na wykończenie domu, przydałoby mi się bardzo stałe zatrudnienie. No nic, zobaczymy.
Wczoraj byliśmy w kinie na „Lejdis” – nie jestem zachwycona, „Testosteron” dużo lepszy. Mąż na pytanie, która z czterech grających główne role aktorek podobała MU się najbardziej, odpowiedział że Różczka (czy jak się pisze to nazwisko…). No nie spodziewałam się, że gustuje w tak szczupłych kobietach. Co robić? ;-)
Prezent urodzinowy nie wywołał w Mężu szczególnego zainteresowania. Szkoda. Ale się nie przejmuję aż tak bardzo.
Wieczorem kolejna poważna wymiana zdań. Mówiąc krótko: nie mam już siły!

UPDATE, czwartkowy wieczór:
Odpukać w niemalowane – wczoraj jakby nić porozumienia między na mi. Dziś jest w gorszej formie, dobrze że kilka dni wcześniej umówił się na dzisiejszy wieczór z kumplem na piwo, może odreaguje chociaż trochę.
A ja mam jutro o 14:30 drugą rozmowę w sprawie pracy ;-)))