Archiwum dla Marzec, 2008

fajnie znów pracować

Po pierwszym tygodniu w pracy. Przeżyłam :-)
Najgorszy był poniedziałek, kiedy to na przemian bladłam, czerwieniałam i zieleniałam zapoznając się z różnorakimi regulaminami, raportami, ewidencjami itede, itepe. Najlepsza była umowa o zachowaniu poufności – zrozumiałam z niej tyle, że mam najlepiej nic nikomu nie mówić ;-) Przerażają mnie też nieco codzienne e-raporty z czynności jakie się wykonywało. Przyzwyczaję się, mam nadzieję. Umowa do końca kwietnia, zarobki jak na razie o 1/3 wyższe niż w poprzedniej firmie, nareszcie zarabiam więcej niż moja mama ma emerytury (tata po ostatniej podwyżce emerytury ma więcej), ale do średniej krajowej jeszcze brakuje. Dojazd nieco męczący, rano godzina, po południu półtorej. Jeśli przedłużą mi umowę spytam czy nie mogłabym zaczynać pracy godzinę wcześniej, no chociaż pół, bo (wliczając siłownię) ląduję w domu po dwudziestej.. Ale do tego jeszcze daleka droga, na razie trzeba się wdrożyć i robić dobre wrażenie (co na razie mi się udaje). Towarzystwo sympatyczne, fak że odzwyczaiłam się od pracy w dużej firmie i mnogość imion mnie przeraża, wiadomo też że nieśmiałek ze mnie i sama do nikogo się nie odezwę – zresztą nie przyszłam tu nawiązywać jakieś megaprzyjaźnie.

W piątek miniony impreza urodzinowa kuzynki – zdziwiłam się że Mąż chciał iść, nawet tańczył. Zabawa niezła do czasu, później padalam na twarz (prawie 10 godzin w pracy tego dnia byłam). W sobotę wizyta na działce, materiałów część przywieziona, stoi już garaż blaszany na graty, do wody też się spece dokopali, po świętach zrobimy w końcu ogrodzenie (miało być teraz, ale nici z wolnego Mojej Cholery). Koszty coraz większe, a przecież budowa praktycznie jeszcze się nie zaczęła. Dobrze że tylko trzy tygodnie byłam bez pracy, że dostałam z poprzedniej firmy sporo więcej kasy za luty niż się spodziewałam (podejrzewam że dostałam przez pomyłkę czyjś dodatek, ale wiadomo że w życiu się nie przyznam!). Żeby nie  było żem nieuczciwa – znalazłam kilka dni temu w szatni na siłowni telefon komórkowy i grzecznie oddałam go na recepcję ;-)

Odchudzanie, hm… wszystko fajnie by było gdyby nie weekendy ;-) Ostatnio w każdy gdzieś wybywamy, a że żarełko dają dobre to… wiadomo. Po świętach się biorę zatem. Obiecuję, no! Lato coraz bliżej, a na dziś to w życiu się w ciuchy nie zmieszczę. Inne postanowienie noworoczne – zapuszczanie włosów – też nie bardzo. Kurcze, jak chciałam mieć takie króciutkie to rosły jak szalone i co miesiąc nawiedzałam fryzjera, a teraz dupa blada, trzeci miesiąc już wyglądam jak stara baba. Może wytrzymam, może nie.

W małżeństwie stara bieda.

światełko tak jakby

Pieruńsko dumna z siebie jestem, wiecie?
Bo pierwszy raz w życiu SAMA znalazłam sobie pracę – i to niezłą, tak mi się wydaje. Po niespełna trzech tygodniach szukania.
I nawet jeśli będzie to klasyczny niewypał, to i tak dumna być nie przestanę – i będę szukać dalej. Już wiem że potrafię.
Trzymajcie kciuki od poniedziałku :-)

tak się rodzi bezsilność

Klęska kosmiczna, absolutna i bez wyjścia.
Pierwszy raz w życiu wyjścia z matni nie widzę.
„Sama”
Non stop w głośnikach.
O nie nie, żadnych samobójczych skłonności. To by było za proste. Postanowienia sprzed lat trzynastu i pół trzymam się i trzymać się będę. Jeszcze umocnione zostało ostatnimi wydarzeniami.
Zwyczajnie nie mam bladego pojęcia, co dalej.
Marzę o tym, aby po raz kolejny zacząć życie od nowa, ale nie mam siły.
Jutro wstanę z uśmiechem, odpicuję na galowo i ściemę walnę tu i tam, jaka to genialna jestem. No w końcu trzeba znaleźć robotę.
A jeszcze dziś usłyszę „o co ci znowu chodzi kobieto”…