Archiwum dla Październik, 2008

smuteczkowy tydzień

Przekonuję się coraz boleśniej, że nie powinnam mieć kota.
Bo ledwo żyję z obawy o niego.
Na razie – ODPUKAĆ! – Iśka cieszy się dobrym zdrowiem (nie licząc choroby lokomocyjnej – z tym problem, na weekend może sama zostać, ale co ze świętami? wakacjami?). Ale przy każdym kichnięciu (parę razy dziennie) mam stan przedzawałowy – tłumaczę kichanie tym że zaczęliśmy ostatnio ostro ogrzewać mieszkanie (suche powietrze jest zatem), mimo niezłej pogody za oknem zimno w chałupie okropnie. Na każde miauknięcie podrywam się z miejsca. W nocy prawie nie śpię (mała uwielbia traktorzyć prosto do ucha). W pracy skupić się nie mogę, zastanawiając się co tam kociamber sam w domu wyczynia.
Jedno jest pewne: skoro ja przy kocim dziecku jestem kłębkiem nerwów, przy dziecku ludzkim – własnym – będę kłębkiem tym bardziej.
A w ogóle kociątko jest miziaste, kolankowe, ramionkowe, szyjkowe itp. (czyli siedzieć wszędzie byle na nas), jak na razie demolki w mieszkaniu nie czyni i Moja Cholera mawia „jakoś źle by już bez kota było” (mimo że wścieka się na nocne traktorzenie).

W pracy z jednej strony fajnie „na wygnaniu” – chłopaki mnie lubią z wzajemnością ;-) Z drugiej strony lampka pika: to nie to, to nie to. No i jeszcze ciągły niepokój o kota.

Weekend poprzedni w rozjazdach. Odwiedziłam rodzinne groby, sporo godzin za kółkiem. Tata coraz mniej pewnie czuje się w roli kierowcy :-( Dziś przeczytałam w „Polityce” artykuł o nieudolnym napadzie na staruszkę – okazało się że mianem „staruszki” określono 71-latkę! A tata w styczniu kończy lat 70, mama jest trzy lata młodsza… absolutnie nie uważam ich za starych i wkurzam się, gdy moja siostra (sama nie taka młoda) mówi o nich „dziadki”, co Moja Cholera podchwyciła niestety. Prawdą jest że przez ostatnie dwa-trzy lata podupadli oboje na zdrowiu – ale tata wciąż pracuje zawodowo a mama zajmuje się 19-arową działką z werwą godną młodej ogrodniczki. Odwiedziliśmy najstarszą siostrę taty, starszą od niego o dziesięć lat – ależ świetnie się ciotka trzyma!

Weekend nadchodzący domowy. Mąż pojechał do rodziców, ja zostałam na kocie – całe szczęście że mam wymówkę, nie dałabym rady psychicznie wytrzymac wizyty. Jutro Powązki, w niedzielę tradycyjnie akademicka msza. Czeka mnie wielkie sprzątanie, czas szybko zleci.

Między nami dobrze. Teoretycznie… W praktyce usycham.

Pieprzyć że boli.

Oddelegowana do pracy z czterema młodymi chłopakami.
Jutro piątek. Idę na piwo.
A prawdziwy kot musi być czarny!
Krystyna Prońko – W jakim obcym domu

Boli. Jak diabli!!!

Ile razy sobie przez te wszystkie lata obiecywałam że się przyzwyczaję? Nie mogę. Białe małżeństwo nie dla mnie.
Do tego problemy z kociambrem, bankiem, budową, życiem, wszechświatem i całą resztą.
Co tu więcej powiedzieć?
Cisza. Cisza co wszystko wie…
Budka Suflera – Tyle z tego masz