Archiwum dla Luty, 2009

strach się bać

Piątek trzynastego dwa tygodnie później miałam.
Ja pierniczę, czegoś takiego to dawno nie przeżyłam.
Od rana fatalnie się czułam. Rozważałam urlop na żądanie. Poczucie obowiązku (hłe hłe) zwyciężyło. Zresztą myślałam że rozejdzie się po kościach.
Ostatni dzień roboczy miesiąca – wiadomo ciężko. Etatowcy mają wypłaty, wielu umownych też. Do tego trzeba przygotować setki rocznych rozliczeń. Nie moja działka, ale wiadomo że pomagałam. Bo chciałam. Zresztą szło mi sprawniej niż innym z racji dobrej znajomości topografii naszego kraju – dopasowanie ulicy do miasta, miasta do województwa i odpowiedniej skarbówki nie stanowiło problemu. Mogłam to robić nawet w tak kiepskim stanie. Głowa bolała tak, że nie widziałam na oczy prawie. Zero kontaktu ze światem zewnętrznym. Chciałam wyjść punkt 17, poprosiłam Męża żeby po mnie przyjechał, marzyłam tylko o położeniu się do łóżka. I co? DOSŁOWNIE za pięć piąta przychodzi kolega. Wystawić mu paragon teraz-zaraz-już! Szczegół: kasa fiskalna podłączona jest do innego komputera. Nic to, podłączaliśmy do mojego. Ponad godzinę. Wciąż coś nie tak! w końcu wróciła tam gdzie była, w poniedziałek bawimy się od nowa. Wyszłam po osiemnastej, wściekła jak stado brytyjskich krów, Mąż czekał pod firmą, szybkie zakupy, piękny bukiet róż na pocieszenie (kochana bestia…) i do domu. Wyłam z bólu, naprawdę. Kiedy to ja ostatnio wyłam z bólu? Ohoho… chyba jak się zaczęły moje problemy kobiece 15 lat temu. Bo ja jestem twarda baba i byle co mnie nie powali. Wczoraj powaliło… W samym środku tej prostracji dzwoni telefon. Koleżanka kadrowa. Z wieścią która nie zwaliła mnie znóg tylko dlatego, że i tak już leżałam.
Dziewczyna od nas z działu zwolniona. Z dnia na dzień.
Miała umowę na czas nieokreślony, tak jak ja. Zarabiała o włos więcej niż ja (obie miałyśmy zdecydowanie mniej niż reszta działu). Nigdy nie słyszałam żeby ktoś miał wobec niej zastrzeżenia. I co? „Redukcja kosztów”, koń by się uśmiał, bo mi nie do śmiechu. Zdaję sobie sprawę że równie dobrze ja mogłam wylecieć. Albo mogę w poniedziałek. Albo kiedyś tam. Przecież do mnie wciąż ma się „wąty”. Co mnie ratuje? Zajmuję się dziedziną której nikt tykać nie chce, bo to jajeczko wielce nieświeże. Wolą już mnie popełniającą błędy niż szukać kogoś nowego (bo na pewno nikt z obecnych pracowników tego nie pociągnie). A „kogoś nowego” choćby był z materiałówką wielce obyty, też wdrożyć trzeba. No i nikt „wielce obyty” nie zgodzi się na taką stawkę jaką ja mam. Kryzys kryzysem a żyć z czegoś trzeba.
W każdym razie blady strach na mnie padł.
Bo wizja kredytu znów się zbliżyła. Mamy szansę wielką na ten złotówkowy z dopłatą. Ale jak nie będę miec roboty to dupa blada. Przez ten urojony w chorej wyobraźni kryzys, którym teraz wszyscy tyłki sobie podcierają, znalezienie nowej roboty to nie będzie kwestia kilkunastu dni jak w roku ubiegłym…
Oj, nie jest dobrze Marcinie.
Padłam wczoraj jak kawka. Cudem dziś do szkoły wstałam.
Wieczorem wybywam na piwo ze starą gwardią. Dawno w GP nie byłam. W co się ubrać???

Kurcze no! Boję się! Niby zmiana roboty to dla mnie nie pierwszyzna, tu pracuję już prawie rok więc długo jak na mnie… ale żeby chociaż ten kredyt mieć…

spytaj policjanta, on ci… nic nie powie

Mama poszła na komendę, policjant dał jej nr komórki i miałam się z nim skontaktować. Od czwartku dzwonię i dodzwonić się nie mogę. Nie to nie, łaski bez. W poniedziałek pofatyguję się osobiście.
Znów goście dziś. Ostatnio każdy weekend atrakcyjny towarzysko. A ja jak na złość jestem tak zmęczona, że najchętniej położyłabym się do wyra z książką, kotem i butelką wina. Hm… to że na liście łóżkowych niezbędników nie umieściłam Męża chyba nie za dobrze rokuje?

A to ostatnio nucę sobie. Co rok mam jakąś nietypową piosenkę podobającą się ;-)
Mrozu – Miliony monet

żesz jestem od wczoraj rozruszana, a jakże

Brnięciem w śniegu. We wtorek Pruszków odcięty od świata, dziś niewiele lepiej. Jedno z tego dobre – Mąż przesiadł się z auta do komunikacji zbiorowej (którą ma za darmo). Zaoszczędzimy na paliwie. Albo wydamy na buty dla mnie, bo nogi przemoczone.

Jutro: urodziny Mojej Cholery, tłusty czwartek, lekarz, fotograf, mecz Lecha Poznań. Miała być też wizyta w komendzie powiatowej policji – rodzice odebrali wezwanie dopiero dziś, po powrocie z sanatorium. Pójdę w poniedziałek. Sprawa sprzed ponad pięciu lat. Boję się jak jasna cholera. Chociaż sumienie mam czyste.