Archiwum dla Kwiecień, 2009

czwartkowo wyjazdowo

Cieszę się, a jakże. Nawet na wizytę u teściów, w końcu rok prawie tam nie byłam.
Nie wiem jakie ciuchy zabrać… normalka.
Samopoczucie wciąż kiepskie. Mówiąc obrazowo czuję się jak przepuszczona przez maszynkę do mielenia mięsa. O tak.
No za cholerę nie wiem co jest.
W pracy wszyscy zakichani, więc pewnie niedługo dopadnie i mnie.
Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie dziś płaszczyk. Bardzo ładny i drogi jak nie wiem co. Czyli ponad stówę.
Mąż działa na budowie. W miarę skromnych finansowych możliwości.
Jutro ma być decyzja. Nijak się nie nastawiam.
Brakuje mi bliskości, a jednak, Tej fizycznej, bo umysłem i sercem wiem że wciąż jest przy mnie. Milczę jednak, bo w obecnym stanie zdrowia (jakiego zdrowia???) nie mam jak zachęcić nawet.
W samograju znów lata ’80…

Bon Jovi – Bad medicine

zaliczę na mur-beton

Nie było aż tak źle. Za trzy tygodnie na zaliczeniu z kosztów będzie stukrotnie gorzej.

Samopoczucie nieco lepsze, chociaż nadal snuję się po życiu jak smród po gaciach. W sobotę nawet alkohol mi na imprezce nie wchodził. A skoro alkohol nie wchodzi, to nie jest dobrze Marcinie. Muszę powiedzieć lekarce przy najbliższej wizycie o tych niefajnych objawach…

Wyjazdów planowanie nadal. Ale rowery się oddalają z prędkością liderów Tour de France. Jasne że kasa, a raczej jej brak. Bo o tej porze miał już nie pracować, tylko dom wykanczać nasz. Więc zleceń odmawiał. Kredytu nie ma, roboty dopiero na koniec maja, na budowie do zrobienia że ho-ho, ale my nie mamy żadnych oszczędności żeby teraz je na chałupkę przeznaczyć. Co zatem? Chociaż jedzie na działkę i wykopuje chwasty, przygotowuje fundanenty pod ocieplenie i grunt pod posadzkę… Ech.
Powtórzę za poprzednią notką: a miało być tak pięknie…

Byle do czwartku.
Minie szybko… Oby.
Szybko i jogurtowo. Bo Mąż zakupy na zapas sam w niedzielę zrobił gdy w szkole byłam, ale na daty ważności produktów nie spojrzał. I tym oto sposobem w ciągu kilku dni musimy skonsumować trzynaście actimeli i osiem jogurtów 200gramowych :D

Smutno mi jest.
Chciałabym dziś na pocieszenie obejrzeć „Skrzypka na dachu”, ale pewnie nie dam rady, za późno ;-(
Czemu smutno? Jedna zasadnicza sprawa, jak mawia mój tata.
Wiem że kocha. Ale… jakby to powiedzieć… za mało? nie, to nie tak.
Nic już nie wiem.

Uśmiechnij się :-)))

zły wieczór

A miało być tak pięknie, wywiady, autografy… :-)
Planowanie dwóch wolnych majowych weekendów. Ma być wyjazdowo. Najpierw teściowie i Trójmiasto, później Toruń.
I rowery mam obiecane nareszcie.
Co z tego? kiwam się nad materiałami i szlag mnie trafia. Nie, nie przez naukę.
Nic konkretnego złego. Tylko nie to co być powinno.

O.N.A. – Niekochana

UPDATE, piątek wieczorem:
Panie doktorze, gdziekolwiek się dotknę to mnie boli!!!
Ergo: leżym i kwiczym.
Ergo: się nie uczym.
Ergo: jutro najpewniej nie zaliczym.
Ergo: mam to wszystko w dupczym.