Cieszę się, a jakże. Nawet na wizytę u teściów, w końcu rok prawie tam nie byłam.
Nie wiem jakie ciuchy zabrać… normalka.
Samopoczucie wciąż kiepskie. Mówiąc obrazowo czuję się jak przepuszczona przez maszynkę do mielenia mięsa. O tak.
No za cholerę nie wiem co jest.
W pracy wszyscy zakichani, więc pewnie niedługo dopadnie i mnie.
Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie dziś płaszczyk. Bardzo ładny i drogi jak nie wiem co. Czyli ponad stówę.
Mąż działa na budowie. W miarę skromnych finansowych możliwości.
Jutro ma być decyzja. Nijak się nie nastawiam.
Brakuje mi bliskości, a jednak, Tej fizycznej, bo umysłem i sercem wiem że wciąż jest przy mnie. Milczę jednak, bo w obecnym stanie zdrowia (jakiego zdrowia???) nie mam jak zachęcić nawet.
W samograju znów lata ’80…

Bon Jovi – Bad medicine