Archiwum dla Lipiec, 2009

tydzień przelecial jak z bicza trzasnął, o tak

W totalnym skrócie:
1) Trójmiejski weekend pod znakiem wypadków tuż przed nami. Najpierw czołówka i 7 osób rannych, później walnięcie pieszego na pasach – po tym drugim mam serdeczny palec wybity bo przy ostrym hamowaniu pieprznęłam ręką w pulpit. Cóż, obrączkę ślubną zastąpiła ta większa zaręczynowa… No ale opuchlizna mogłaby już zejść. I boli wciąż jak diabli.
Poza wypadkami szlajanie po Starówce i jarmarku, no i plaża w niedzielę, wiadomo. I miłe towarzystwo…
2) W pracy masakra i tyle. Nawet nie ma kiedy poszukać nowej.
3) Maraton rowerowy, trzy dni z rzędu. To mi się podoba.
4) Chałupka ma już okna, drzwi wejściowe i elektrykę.
5) Bardzo mało czasu razem. Tęsknimy oboje. Ale… tak trzeba.
6) Zapowiada się fajoski weekend :-)))

Przeszło mi, jak zwykle.

Załatwiałam wczoraj milion spraw w milionie miejsc. W ten upał! Ubrałam się odpowiednio lekko i w drogę. Jak już nie jestem w pracy, to pojadę tu czy tam, po cholerę Mąż ma się z roboty urywać, a aż tak obłożnie chora nie jestem (chociaż gardło dokucza okrutnie). Jak to się mówi „na kaca najlepsza praca”, moralnego też. Ale do pracy sensu stricto nie chce mi się wracać, oj nie ;-)
Wczesnym popołudniem wyjazd do Gdańska. Pogoda „przepiękna” się zapowiada, rzecz jasna. Ech, najważniejsze będzie odpocząć – dla Mojej Cholery zwłaszcza, bo ja przecież się od wtorku obijam ;-)
Na budowie byłam we środę, są już ścianki działowe więc nareszcie można jakoś ogarnąć pomieszczenia. Kuchnia dziwnym trafem pomniejszyła się o 1,5 mkw w stosunku do projektu :D Dach już przykryty, śmiać mi się chce bo kolor w końcu taki jak ja chciałam, Mąż optował za ciemniejszym a w końcu sam wybrał taki „soczysty” brąz. Czekamy na okna i elektryka. Na początku sierpnia rozliczenie pierwszej transzy kredytu… haaaa, wydamy wszystko co do grosza ;-)
Czytam „Lektora” – w kinie nie byłam, książka dobra. W przyszłym tygodniu wybieram się na Harry’ego Pottera, pewnie sama bo Moja Cholera za małym czarodziejem nie przepada.
Niby przeszło, ale jakoś nie bardzo się czuję… zobaczymy co będzie jak Męża zobaczę, wczoraj przyszedł późno w nocy esemes że pije piwko z moim Kimś z Dawnych Czasów… jak to się życie przewrotnie układa ;-)
Starocie na tapecie… Na przykład takie Annowe.

są i takie tygodnie

Gdy po prostu żyć się jakoś nie ma siły.
Angina mnie dopadła, dziś lekarz, wywalczyłam zwolnienie do końca tygodnia. Zwyczajnie nie mogę się zmusić do zrobienia czegokolwiek. Zaszyłam się w łóżku z książką, kotem i herbatą. Moja Cholera zabiegana, dwie roboty plus budowa, widzę jak bardzo się stara, rozumiem – naprawdę rozumiem! że na wizyty u mnie nie ma czasu, przecież to robi dla nas… ech niewdzięczna jestem chyba. Plany na weekend wyjazdowe, Gdańsk czeka, oby tylko znaleźc opiekuna do koty – a mi się nigdzie jechać nie chce, do lustra nie zaglądam, po egzaminie miała być nauka francuskiego, szukanie nowej pracy i co?
Przejdzie mi, jak zwykle. Oby szybko, bo wcale mi się taka żałosna egzystencja nie podoba.