Archiwum dla Grudzień, 2009

U siebie. Święty Zarkwonie, U SIEBIE!!!

I to by było na tyle właściwie ;-)
W totalnej prowizorce te Święta, meble do sypialni i salonu pozostały w paczkach (dopiero dziś je składamy), okna nie umyte więc firanki nie powieszone, w górnej łazience tylko dwie ściany w płytkach a wanna itepe w garażu, okap kuchenny dotarł w kawałkach więc czekamy na nowy, materaca kupić nie zdążyliśmy, korytarz nie pomalowany (jedyne białe a raczej brudne ściany w domu)…
I całe szczęście goście już pojechali dzisiaj. Nie powiem, miło było, sześć osób a pustki w domu bo dom duuuuży ;-) ale już dość miałam wtrącania się rodziców we wszystko, tata to w ogóle obrażony był całe święta bo usłyszał od Mojej Cholery że rządzić to on się w swoim domu może a nie u nas ;-)
Jutro przedstawienie zaczyna się od nowa. Muszę w końcu zmienić opony w autku ;-) później do Grodziska zorganizować sobie zimowe dojazdy do pracy, podzwonić za materacem, poszukać ciuchów które przywiozłam na budowę miesiąc temu i za cholerę znaleźć teraz nie mogę (zresztą niczego znaleźć nie mogę).
U siebie. To brzmi dumnie. Lecz…

Świętować będziemy.

Chociaż jeszcze dziś w południe nie było to takie pewne.
Na to konto poszłam wieczorem do fryzjera i zostawilam piątaka napiwku, co bardzo rzadko mi się zdarza ;-)
Wcześniej pracowa wigilia w matrixie (całkiem sympatyczna ta ichniejsza stołówka), jeszcze wcześniej pożegnałam kompa i fiskalną drukarkę na prawie dwa tygodnie, chociaż urlop wciąż formalnie nie zaakceptowany. A gdzieś to mam! Już w lecie mówiłam że chcę dużo wolnego przed Bożym Narodzeniem i co, hę? Ubiegły tydzień po dwanaście godzin, nawet w sobotę byłam w robocie i dużo nadrobiłam bo spokój był ;-) Prawie wszystko co zaplanowane udało mi się zrobić, jednego banku tylko nie ruszyłam – no nie dało rady, jednego dnia zabrakło. Ale już muszę zająć się domem, święta tuż-tuż a my wciąż w lesie – i pomyśleć że mogło nie być ani płyty gazowej, ani kabiny prysznicowej, ani materaca do łóżka, ani baterii do wanny i tak dalej i tak dalej, ani prezentów oczywiście też – dziś Mąż pół dnia tę kasę załatwiał no ale jest.
Sił mi brakuje, a co Moja Cholera ma powiedzieć???
Wciąż mi się nie wydaje że to nasz dom. Czuję się jakbym zwyczajowo odwiedzała Męża w pracy, chodzę ostrożnie, wszystkiego dotknąć się boję, a to przecież NASZE! Niebawem okaże się czy nie za wielkim kosztem, ale po jedenastu z górą latach tułaczki po wynajętych kątach człowiek gotów jest do naprawdę wielkich poświęceń w imię swojego. Tak jak Mąż mi w niedzielę powiedział: dziewczyno, nie masz jeszcze trzydziestu lat, a już dom własny, nikt ci go nie podarował, sami go zbudowaliśmy za zarobione i pożyczone na gazylion lat pieniądze, ale sami! i mamy! Przy tacie przypomniał jak to na początku naszej znajomości jeszcze w Toruniu łaziliśmy sobie po lesie i marzyliśmy o chałupce – ON z pensją 570 zł, ja studentka bez zarobków, oboje bez dóbr rodowych. Po niespełna ośmiu latach jest chałupka. Znaczy nie aż tak źle sobie radzimy, prawda?
Rodzina się zapowiedziała. Wigilia w szóstkę plus kot, jedna z mniej „ludnych” w moim życiu. Cóż, nie będę teściów namawiać – znaczy jakby po nich pojechał na drugi koniec Polski, przywiózł, nakarmił, dał parę stów w kieszeń i odwiózł z powrotem (a najlepiej nie odwiózł, hłe hłe) to z miłą chęcią by się zadeklarowali. ALE. Nie mogę im wybaczyć zaniedbania synów, zwłaszcza tego najzdolniejszego, przez co tak trudno MU jest do tej pory w życiu… ech :-(

Od jutra na wsi już. Zasięg tam parszywy, więc jakbym już przed świętami wirtualnego świata nie odwiedziła… Wszystkigo świątecznego! Spokoju, spokoju, spokoju i zabliźnień z bliźnimi.

Lady Pank – Gwiazdkowe dzieci

maraton trwa – już się mylą nazwy i kto gra

Wczoraj w pracy 9 godzin, dziś 12, jutro i pojutrze też pewnie po 12, a i tak pewnie nie skończę.
Na dobicie załatwiamy kolejny kredyt. Jeśli wypali, łączne raty przekroczą moją pensję. Liczbo grzmij!!!
I to akurat nie dodatkowy metraż chałupki tak zwiększył koszta – otóż planowo dom miał być parterowy, ale że dach bardzo wysoki wyszedł, więc grzech nie zaadaptować chociaż części powierzchni na górze ;-) na razie zostaje nieurządzona, w przyszłości ma być moją biblioteką-gabinetem.
Wróciłam właśnie z kina, „Wrota do piekieł” rozczarowały, ni to horror ni komedia, czyli dzika świnia.
Lampka wina, przytulenie kota i spać. Pobudka tuż po szóstej…