Archiwum dla Marzec, 2010

Z naciskiem na to pierwsze, niestety!

Zbliża się przetarg, od którego wiele zależy. Jeśli Mąż dostanie tę robotę, to odkujemy się za wszystkie czasy. Jeśli nie – no cóż, ciułać się będzie grosz do grosza :-(
Sielanka, hm… między nami jak najbardziej. Ale jako że zmiana pracy zbliża się wieeeelkimi krokami, wielki strach ogarnął mnie. No bo odchodzę z ogólnei znanej i poważanej firmy, w której terminowo wypłacane wynagrodzenie (fakt że w moim przypadku wynagrodzenie w kwocie śmiesznej) było priorytetem. A nowa praca… nie wiem o niej nic, poza tym że na miejscu i oferuję niezłe warunki. Jeśli to jakowaś ściema, to łojoj, lepiej żeby to nie była jakowaś ściema!!! Tak czy tak odwrotu nie ma. A trzymanie kciuków mile widziane.
Święta za tydzień? nie czuję. Obie rodzicielskie pary obrażone, więc bardzo możliwe że Wielkanoc sami spędzimy (nie mam nic przeciwko). Okna nie umyte (miałam wczoraj myć ale pogoda nie teges, za to dziś od rana słoneczko ostro daje czadu, no ale dziś to nie okna myć tylko palmy święcić, co rzecz jasna uczynię), sprzątnęłam w grubsza, Moja Chol,era pojechała uzgadniać robotę, nie mamy jak przywieźć rowerów z Pruszkowa bo mocowania bagażnika gdzieś wcięło przy przeprowadzce (może kolega poratuje).
Komorowski wygrał prawybory co było do przewidzenia, ani mnie to grzeje ani ziębi, w drugiej turze z konieczności na niego zagłosuję, w pierwszej oczywiście pójdę za głosem wyznania, jako że od zawsze lewicująca jestem.
Znów obcięłam włosy. Po świętach odchudzanie. Oby nie przymusowe ;-)

UPDATE, sobotni wieczór:
A jednak Moja Racjonalizatorska Cholera sama rowerosy przywiozła. Bagażnik dachowy zdekompletowany, no to sru bicykle do normalnego bagażnika ;-) Od razu mi się przypomniało, jak przy przeprowadzce z Ochoty na Bródno razem ze śp. szwagrem upychali w tymże kombiaczu szafę… Szafa nie przeżyła upychania, rowery i owszem tak. Godzinna przejażdżka po naszej wsi z zahaczeniem o las. Nie no, poezja :-)
Aha, no i w dzisiejszych Milionerach też bym milion wygrała, Serio-serio. Zestaw mówiąc obiektywnie nietrudny. Ech, a swego czasu w innym tefałenowskim teleturnieju nie wygrałam… No ale niedawny widok mojego Męża krzyczącego w stronę telewizora przy ostatnim pytaniu „AKORDEON!!!” – bezcenne :-)))

biednie, pracowicie i sielankowo

Tak toczy się światek.

A pieprzyć!!!

Po raz kolejny przejechałam się na byciu uczciwym człowiekiem.
Zrezygnowałam z pracy pod koniec lutego, prosiłam o skrócenie wypowiedzenia, okazało się to niemożliwe, więc po prostu przychodzę codziennie do roboty i tak do końca marca. Zresztą przy każdej zmianie pracy sumiennie do ostatniego dnia stawiałam się u dotychczasowego pracodawcy, szkoliłam następców, zostawiałam porządeczek na tip-top. I jak dotychczas wszyscy mi za to dziękowali. A teraz? wyciągają mi sprawy sprzed dwóch lat, nie mogę się skupić ani na bieżących sprawach, ani na nauce Młodego, latam jak kot z pęcherzem, robię milion rzeczy naraz, do domu wracam maksymalnie zmęczona. Miałam powtarzać angielski, jako że w nowej robocie będzie to mój język podstawowy i co? i gucio, nie mam czasu, nie mam siły.
Za to alkoholizować się miałam siłę w minionym tygodniu ;-)
Uroczyście więc oświadczam, że zniżam się do poziomu 95% społeczeństwa i przy następnej zmianie pracy biorę zwolnienie lekarskie na cały okres wypowiedzenia. O właśnie tak.
Pieniędzy nie ma, ale to już standard. Klientce nie spieszy się nic a nic, a ja mam ochotę zamordować K. za niepodpisanie umowy.
A w piątkowo-sobotnią noc coś usłyszałam, coś co mnie z trampek wycięło. Że tak kolokwialnie powiem.
No i tak to.