Archiwum dla Październik, 2010

Sauna już się nagrzewa, a oczekiwanie umila mi oczywiście książka.

Tym razem Carlos Fuentes – „Wszystkie szczęśliwe rodziny”. Dawno tego autora nie czytałam…
A tym cytatem po prostu muszę się z Szanownymi Czytelnikami podzielić:
„Miłość może nas zadławić (…) To tak, jakby ciągle jeść cukierki. Trzeba oddać sprawiedliwość nudzie. Trzeba być wdzięcznym za bezbarwne momenty w związku. Trzeba… Trzeba przestać się spodziewać tego co wyjątkowe. I nauczyć się przewidywać to, co przewidywalne. To jest najlepsze w miłości (…) Tyle że nikt nie jest w stanie przewidzieć , że nadejdzie chwila, kiedy nie będzie już chciał być tak szczęśliwy jak wcześniej i zapragnie trochę tej niedoli, którą nazywamy codziennością”.
Hmmm, jako osoba mająca codziennej niedoli w związku aż nadto, zadumałam się wielce…

Spotkanie z kumpelą bardzo udane. Się umówiłyśmy nawet na koncert Closterkellera w przyszłą niedzielę plus afterparty :-)
Oj, coraz bardziej mi towarzystwa brakuje. Do pogadania, pójścia na piwo, koncert, do teatru, na dyskotekę nawet (a co!) – że o wspólnym milczeniu nie wspomnę. Człowiek jest jednak zwierzęciem stadnym, a ja zbyt długo byłam samotna. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie się dobrze czuć w moim towarzystwie, ale… Muszę się wyrwać z zaklętego kręgu własnych paranoi.

Moją Cholerą się dziś martwię.
Uśmiecha się, ale tak przez mgłę. A tak do twarzy mu z rogalikiem na buzi… :-)
Czy to „tylko” zdołowanie brakiem pieniędzy? mówi że tak, niby wierzę, zresztą dla większości mężczyzn sytuacja braku porządnej pracy jest nie do zniesienia (nie licząc wspomnianych już przykładów w najbliższej rodzinie…). Ale znam go na tyle, że cosik jeszcze być musi. I teraz nie wiem: brać na spytki usilnie (na co nie mam za bardzo ochoty po tym jak od lat zadaję pytania bez odpowiedzi „w temacie Mariola”), czy po prostu być obok, a jak będzie chciał to sam coś powie. Ech.

Szef mnie dziś wkurzył. Generalnie wszystkich wkurzył. I to na odległość rzecz jasna.
Roboty trza szukać, ale kryzys jak diabli. Ależ się z Mężem dobraliśmy: szlag trafił ciekawe oferty jednocześnie i w jego branży, i w mojej :/

Prawie 70 stopni. Wchodzę :-)
A później ogień trzaskający w kominku, kot na kolanach i to że jest

„tak dziwnie miły mi jeszcze nie byłeś”*

*tutaj cytowana piosenka… swoją drogą gdybym tak była z dziesięć lat starsza, wahałabym się w nastoletnich czasach między zostaniem punkiem, popersem a depeszem :D A tak to miałam wybór między Nirvaną z jednej, a disco polo z drugiej strony… Beznadziejnie muzycznie lata dziewięćdziesiąte! Spędziłam je z muzyką z poprzedniej dekady, później co nieco lepiej było, ale i tak osiemdziesiątka rulez!
Tak mnie wzięło na wspominki muzyczne przy okazji wspominek trójkowej listy przebojów (1500. notowanie już w piątek!). Całe trzy przedpołudniowe godziny markowałam pracę, bo co piosenka to zamyślenie… Pewnie także dlatego mam sentyment do muzyki z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, że to był bardzo szczęśliwy dla mnie okres w życiu ;-) Żeby nie rzec… jedyny szczęśliwy. I nie mówcie że nie mam prawa pamiętać, co czułam jako trzy-cztero-pięciolatka, bo… pamiętam :-)

Ale nie o muzyce miało być.

Tak, jest mi dziwnie miły. I wypada to tak naturalnie, że nie pytam „dlaczego”, bo zapewne sam nie umiałby odpowiedzieć na to pytanie.
Może to jest tak, że w obliczu tego strasznego kryzysu finansowego trzyma się mnie jako… nie jako ostatniej deski ratunku, bo co ja poradzić mogę? nie mam siły podjąć dodatkowej pracy, musi wystarczyć to co mam (na kredyty starcza i to najważniejsze). Jako kogoś kto po prostu jest pewny, kto nie zostawił go w najtrudniejszych chwilach w życiu zarówno osobistym jak i zawodowym, zatem może mieć nadzieję że i teraz nie zostawię, ale woli postarać się być dla mnie dobrym, żeby mi jednak coś do łba nie strzeliło.
Rany koguta, ależ zamotałam ;-)
Po prostu nie wierzę po tym wszystkim, co się działo przez ostatnie lata między nami, że ot tak po prostu mu się odmieniło.
Nie, nie w „temacie Mariola”.
Ale na co dzień jest inaczej. To czego mi najbardziej brakowało: zwracania na mnie uwagi, Tak jak na początku znajomości nie mógł przejść obok nie dotykając mnie, nie spojrzeć na mnie bez uśmiechu, nie odezwać się bez komplementu, tak teraz… też nie może. Że tak powiem.
Jeszcze się nie cieszę.
Bałam się przeogromnie, że ten brak pieniędzy spowoduje, że całkowicie się od siebie oddalimy. A tutaj… wręcz przeciwnie. I nawet jeśli to gesty z rozpaczy – doceniam.
Bo po prostu nie pozwala mi się załamać i chwała mu za to.
Bo szuka zleceń tak wytrwale, że niech się wszyscy leniuchujący pseudobezrobotni (na czele z członkami mej najbliższej rodziny) wstydzą. I pracy żadnej cywilizowanej się nie wstydzi.
Bo wiem, że jest to mężczyzna odpowiedzialny i zrobi prawie wszystko, by zapewnić rodzinie byt.

I mam nadzieję, że w przyszłym roku będę mogła sprawić mu nagrodę w postaci włoskich wojaży :-)

trzask, prask i po wszystkim

Skąd się wziął ten mój wierny pech???
Straż miejska zaopiekowała się dziś duperelkiem.
Cztery stówy za odholowanie (zapłacone, autko odebrane – swoją drogą mają niezłą strategię: sugerując się numerami rejestracyjnymi wzywają lawetki z jak najbardziej oddalonych miejsc - sam mi się gościu ze straży przyznał, chyba ta moja spódniczka podziałała, gdybym była bardziej cwana to może udałoby się bez kary obyć, no ale nie umiem…) i stówa mandatu (ten sobie poczeka).
Spodziewałam się porządnego opiermandolu od Mojej Cholery, a tu cisza. Dlaczego? Albowiem GO w piątek na trasie policja zatrzymała. Tyle że nie mówił o tym żeby mi weekendu nie psuć :/ Kwoty mandatu nie chce podać, więc to pewnie nie jest symboliczna stówka (też sobie poczeka)
Ergo: leżym i kwiczym.
Jasny gwint, tyle lat mam prawo jazdy i żadnej stłuczki (no nie licząc tego otarcia pod domem sprzed tygodnia hehe), żadnego mandatu, żadnej kontroli policji. A po półgodzinnej jeździe dookoła Wojtek wcisnęłam się w końcu dziś w jedyne wolne miejsce w centrum stolicy i od razu kapa. Ciekawe czy odholowali wszystkich którzy stali obok mnie, czy po prostu mój duperelek wpadł komuś w oko ;-)
Pytanie za sto punktów: z czego my teraz rachunki popłacimy… Bo na życie i tak już nie starczało.

Z kotem przy kominku. Z jedną myślą upartą, aby „tak nagle ustać w niedzielę wieczór”…