Archiwum dla Marzec, 2011

Specjalnie dla eM-Ze – o wiośnie i duszeniu :D

Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
Potwornego wujaszka

Występują:
Potworny wujaszek, Nieszczęśliwa ciocia, Generał Mścisław

Potworny wujaszek:
(ocieka krwią)

Nieszczęśliwa ciocia:
Cóż to za nowy kawał, Alojzy?

Potworny wujaszek:
Zamordowałem baronową.

Nieszczęśliwa ciocia:
(głucho)
To już szósta zbrodnia w tym tygodniu. Alojzy, co się z tobą stało?

Potworny wujaszek:
Nuda. Nudzę się.

Nieszczęśliwa ciocia:
Nudzisz się? Och, jaka szkoda, że jestem sparaliżowana, bo uplotłabym
sobie wianek z narcyzów i w tym wianku zatańczyłabym ci taniec Mórz
Południowych. Pamiętasz, jak w Mszanie Dolnej…

Potworny wujaszek:
Gdzie jest nasz kotek?

Nieszczęśliwa ciocia:
Wyszedł na dach.

Potworny wujaszek:
Szkoda, bo chciałem go udusić. Dusić. Dusić. Nuda.

Nieszczęśliwa ciocia:
Och, uduś mnie, nieszczęsny. Przecież i tak nie dla mnie radość życia,
skoro lewe oko mam wybite przez ciebie i tylko pół wiosny widzę w tym
roku.

Potworny wujaszek:
Wiosna? Wiosna będzie, jak wróci generał.

Nieszczęśliwa ciocia:
Czy wróci?

Potworny wujaszek:
Wróci z bronią w ręku. Na białym koniu. I wszystkie dzwony uderzą. I
nie będzie nudy, tylko konstrukcja i wielki, natchniony płacz
odrodzenia. Jajka stanieją. Ja zostanę wojewodą smoleńskim. „God save
general”.

Generał:
(nie wraca)

Potworny wujaszek:
(dusi kotka)

K U R T Y N A

„Wiosna będzie jak wróci generał” to jedno z moich klasycznych powiedzonek.
A w tym roku – podobnie zresztą jak w ubiegłym – coś się generałowi nie spieszy.

Roboty oczywiście nie dostałam, jedyne pocieszenie że wybrano kogoś STARSZEGO!!! ode mnie ;-)
Pierwszy raz zdarzyło się, że w agencji rozmawiałam o większych konkretach niż u hipotetycznego pracodawcy. Zaraz po wyjściu wiedziałam że nic z tego nie będzie. Dziwna gadka i to w tak znanej i poważanej firmie.
Ech.
A jutro mogę wylecieć z aktualnej roboty i wcale płakać nie będę.
Po redukcji etatu i tak zarabiam jak nie przymierzając pracownik dyskontu.
Zła jestem tylko, że z planów towarzyskich nici, bo nie mam ani grosza to raz, a dwa – w obecnym stanie ducha to wszystkich i tak od siebie odstraszam.

Gałczyński i tyle w temacie.

Teatrzyk Zielona Gęś
ma zaszczyt przedstawić
„Śmierć w kawiarni”

Gość
Jaką macie kawę?

Kelnerka
Jest zwyczajna, następnie szatan,
czyli podwójnie wzmocniona, oraz lucyfer, czyli poczwórnie wzmocniona. Jaką kawą
można panu służyć, panie dyrektorze?

Gość
(z determinacją)
Lucyfer.
(wypija lucyfera
i natychmiast umiera)

(Komentarz psychologiczny. Serce, które ukochało tyle,
serce wcielone, można powiedzieć: serce serc, cor cordium itp. nie wytrzymało,
jak widać, porcji kawy poczwórnie wzmocnionej, czyli lucyfera, i nawaliło w
kawiarni)

Kelnerka
(patrząc w
osłupieniu na zwłoki; do Portiera)
Pan będzie łaskaw dorobić jak zwykle
ucho.

Portier
(dorabia ucho i
energicznym ruchem uchwytując za ucho, przenosi Gościa do
wieczności)

K U R T Y N A

„Uwielbienia” dla hedhanterów ciąg dalszy.

Babeczka: – Oj, pani jest taka młoda i takie już pani ma doświadczenie zawodowe.
Ja (krygowanie numer pięć, uśmiech numer sto osiem): – Ależ ja tylko tak młodo wyglądam.
Babeczka: – Przecież znam pani CV, pani jest naprawdę bardzo młoda, między nami jest tylko trzy lata różnicy.

W którą stronę te trzy lata, to już nie powiedziała :D Fakt faktem pochlebiła mi.

Babeczka: – Proszę powiedzieć, jakie są pani oczekiwania finansowe.
Ja: (wymieniam kwotę, która zapewne co niektórych mych oponentów ścięła-by z nóg, jednak przy moim konkretnym fachu, doświadczeniu zawodowym, nielichych umiejętnościach i last but not least WYDATKACH!!! jest kwotą absolutnie tylko „na przeżycie”, a i tak na 99% interviewów rozmówcy dostawali czkawki i ledwie wyksztuszali „ojejjjjj dużo”)
Babeczka: – Czy to pani ostateczna kwota?
Ja (zrezygnowana ale nie zaskoczona, że znów jest nie tak): – Ewentualnie niewiele mniej na początek.
Babeczka (patrzy na mnie jak na zielonego kota): – Aha, a ja zamierzałam panią rekomendować z wynagrodzeniem takim a takim (tu wymienia kwotę 15% wyższą od zaproponowanej przeze mnie), wiem że to nie jest dużo, ale to nie są stawki warszawskie, a najważniejsze że pani  będzie miała blisko domu.
Ja (zebrałam szybciutko szczękę z podłogi): – A jakie są stawki warszawskie, bo na wszystkich rozmowach dotychczas ta podana przeze mnie była zbyt wysoka.
Babeczka wymienia kwotę 75% wyższą od mojej bazowej.

Ściema taka że świat nie widział, ale się dowartościowałam tą ściemą.

Poza tym stara bida.
A na VH1 właśnie skończyła się audycja o Bon Jovi i tak sobie odmłodniałam o dwadzieścia parę lat :-))))))))
Mój ulubiony kawałek tej kapeli był, a jakże.