Za oknem plus dwa, w chałupie plus szesnaście. Piec zmuszona byłam włączyć, bo znów się czuję jakoś niewyraźnie, a na więcej chorowania naprawdę sobie już pozwolić nie mogę.

Humor do bani, zwłaszcza w perspektywie jutrzejszego powrotu do pracy i braku ofert nowej.

Finanse w stanie takim, że nie wiem za co się chwycić. Najlepiej za gardło. Tak dużo, tak mocno.

A my wciąż bardziej obcy.

UPDATE, wieczorem:
Już przymrozek. No i fajnie.
Moja Cholera u kolegi.
A za oknem jak z baśni braci Grimm…