Archiwum dla Czerwiec, 2011

Przerwa, ale nie Tetmajer, tylko zmęczenie.

Rzeczywistością realną zmęczenie, która sprawia że i na wirtualność nie mam ochoty.

Wyjazdu! Wyjazdu!! WYJAZDU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Co do mnie, żyję.

Jeszcze a propos poprzedniej notki – w sumie jestem przyzwyczajona do odbierania mnie za smarkatą, no ale może nie aż tak smarkatą :D 

A jakby kto chciał się przekonać naocznie, to co nieco fotek jest u Small :-)))
No.
O czym to ja miałam.
Aha, że długiego weekendu nie miałam. A od piątku do niedzieli gości miałam. Zatem na szukanie roboty czasu nie miałam. „A więc” natenczas (Wojski chwycił na taśmie przypięty swój róg bawoli) roboty nowej nie mam. Znaczy się bym ją miała na sto osiemdziesiąt procent, gdybym zeszła tak chociaż z pięć stów z wymagań finansowych. Które i tak są żałosne. Więc nie zejdę. Dość już pracowałam za bezcen. Dodatkowo koleżanki z pracy jeszcze obecnej uważają, że i tak nic sobie nie znajdę. Urocze. 
Pozostając w montypajtonowskim klimacie, właśnie odebrałam telefon z pewnej firmy, która to firma zaprasza mnie na drugi etap rekrutacji. Szczegół: na pierwszy etap mnie nie zaproszono, więc na nim nie byłam, co jak widać nie przeszkadza w niczym ;-) Byle do piątku zatem. 
Jutro za to jakieś pieprzone testy w agencji, nie chce mi się uczyć, no ale się przymuszam…
Weekend, mimo gości, przygnębiający. Właściwie to Mąż czynił honory domu, ja szłam wcześnie spać, myśląc o wszystkich rachunkach do zapłacenia i wspominając, jak jeszcze nie tak dawno pomagaliśmy finansowo rodzinie i znajomym.
Wrrrr.
Tak oto tracę do reszty młodość. Cóż, do młodości drugiej coraz bliżej, więc…

Ca, c’est un comble!

Wracam (ci ja) przed półgodziną rowerem z pracy, na przystanku autobusowym zaczepia mnie babeczka w wieku postbalzakowskim.

- Dziecko, widzę że ze szkoły jedziesz, wiesz może czy dziś jeździ autobus szkolny?