Archiwum dla Sierpień, 2011

idzie nowe :/

Rodzice podpisali wczoraj wieczorem umowę przedwstępną dotyczącą sprzedaży chałupy na wsi. Za cenę zupełnie przyzwoitą.
Ergo: godzina „zero” tudzież „W” tudzież mej zagłady blisko, coraz bliżej.
Nie mieszkam z rodzicami od końca września 1998 roku i mimo posiadania aż nad-bujnej wyobraźni nie ogarniam ponownego z nimi zamieszkania.
Ale cóż, od zawsze wiedziałam że prędzej czy później w jakiś tam sposób będę musiała się nimi zaopiekować. Owszem, na razie cieszą się jako-takim zdrowiem, ale w pewnym wieku nigdy nie wiadomo czego i kiedy można się spodziewać.
Zresztą mieszkanie w mieście zostaje. Jak będziemy masakrycznie drzeć koty (na razie wiadomo że koty będą drzeć koty – ich stara-duża-czarna nie znosi naszej młodej-małej-czarnej), to wrócą do siebie i tyle ;-)
Z mamą jakoś się dogadamy, ale tata ma tę uroczą cechę rządzenia się wszędzie (zwłaszcza nie u siebie) i wszystkim (zwłaszcza nie swoim), którą to cechę siostra odziedziczyła, ja nie ;-)
Jakoś tam będzie. Może. Musi. No.

Dziś w pracy, ostatkiem sił, słaba jestem okrutnie, ale na szczęście antybiotyk zaczyna działać. Wieczorem w rodzinne strony, odbieramy z dworca siostrę z siostrzenicą, no i rano na wieś. Pewnie po raz ostatni, ech… Mi w sumie też tej chałupy szkoda. Wszystko co się da zeżrę, ani malinki nowym właścicielom nie dam!!!

„…miałem dziesięć lat, gdy usłyszał o nim świat…”

Ten.Blog. Ma. Dziesięć. Lat.
O jeden dzień młodszy od TVN24, hehe :-)
Gdyby nie nieoceniona Kołysanka, przeszłaby rocznica koło nosa. No nie pamiętałam, serio.
I tak właściwie to nie wiem co napisać. Wzruszenie odbiera mi głos (nie wzruszenie tylko megaangina – czyżby bzyczki przenosiły jej zarazki? ale o tym kiedy indziej).Może przewrotnie tylko to powiem, że cieszę się niewielką mego bloga popularnością, bo wszelkie trolle nie mają tu raczej czego szukać i nie jestem zmuszona do haseł bądź przenosin. Ot co.
A że fajnych ludzi w blogowym świecie poznałam – co niektórych również w realnym – to się rozumie samo przez się :-)

A dla udowodnienia, że dziesięć lat to wcale nie taki szmat czasu…
Wrzesień 2001, najbardziej szalone dni mojego życia (jak na ironię nie opisane tutaj), ze specjalnymi pozdrowieniami dla Kręconej :P

2001
Czerwiec 2011, w przypływie optymizmu:
2011

wagary :-)

Sobie zrobiłam wczoraj. Wagary w drugiej pracy znaczy się. A raczej samozwańcze eLcztery.
Podziabały mnie bzyczki strasznie w niedzielę na rowerze. Wszystko wyglądało w miarę niegroźnie, ale w poniedziałek rano obudził mnie ból lewej ręki – no tak, coś co dnia poprzedniego było niewinnym bąbelkiem na nadgarstku, przepoczwarzyło się w twardy czerwony i bolesny jak diabli obrzęk, obejmujący rękę od koniuszków palców do łokcia. Coś podobnego na plecach, niczym mały garb. Przeklęte uczulenie! No nic, mam w pogotowiu wapno i maści, zaaplikowałam sobie zatem i grzecznie do pracy, bo cóż miałam zrobić? ogólnie czułam się cholernie rozbita, a tu godzinę dłużej jeszcze siedzieć musiałam, zastępując urlopującą się koleżankę – swoją drogą znaczy się chyba uważają że jestem niezła, skoro raptem po miesiącu pracy mogę odwalać część roboty za innych. O właśnie a propos, problem rocznicowego wyjazdu rozwiązał się z pomocą innej koleżanki, wybierającą się na urlop akurat w połowie września – kierowniczka od razu wskazała że to ja ją zastąpię, hehe ;-)
W każdym razie wieczór zafundowałam sobie wolny, zrobiłam dobry obiad (bo akurat i Mąż zjechał na noc) i nawet przed telepudłem siadłam, co mi się od paru dni nie zdarzyło ;-) Owoc zasiądnięcia przed telepudłem jest wielce okazały, bo skacząc po kanałach odnalazłam świeżo dorzucony do pakietu Cyfry kanał „Kino Polska Muzyka” i cosik mi się wydaje, że stanie się mym ulubionym ;-) Wieczór z Maanamem, najpierw teledyski z „Mental Cut” (tu śmiesznotka: angielskiego uczyłam się najpierw słuchając tej płyty właśnie oraz „Drop everything” Lady Pank; cóż się dziwić zatem że do tej pory tego języka nie znam za dobrze :P), później koncert „Nocny Patrol”; łzy mi same z oczu leciały, cóż poradzę że jestem totalnie świrnięta na punkcie muzyki z tamtych lat?
Dziś już wagarów nie ma…