Archiwum dla Czerwiec, 2012

Przy piątku.

Moi rodzice obchodzą dziś 49. rocznicę ślubu. Celowo nie użyłam słowa „świętują”, bo małżeństwem są takim sobie, mówiąc delikatnie, zatem za rok żadna impreza z okazji złotych godów się nie zapowiada :-) Jakby nie patrzeć jednak, staż imponujący. Mojej Cholerze i mnie raczej to nie „grozi” – po pierwsze wstępując w związek małżeński mieliśmy po 5 lat więcej niż wówczas rodzice, po drugie jego rodzina do długowiecznych nie należy (w przeciwieństwie do mojej), po trzecie wciąż mi się wydaje, że to sąd a nie śmierć nas rozłączy za lat parę, kiedy to chęć posiadania dzieci weźmie górę nad miłością i całą resztą.

Nie oglądałam wczorajszego meczu, bo wróciłam z pracy o dwudziestej trzeciej.
Przedwczoraj tylko dogrywkę i karne, bo wróciłam po dwudziestej drugiej.
Komentarze zbyteczne.
Co by szkodziło wcześniej mnie poprosić o zrobienie tego czy tamtego do rocznego sprawozdania? Przecież sroce spod ogona nie wypadłam, dałabym radę. A teraz na ostatnią chwilę się miotamy jak pijane zające. Przypominam uprzejmie, że to jest moja DODATKOWA praca, nie mogę wziąć wolnego w pracy GŁÓWNEJ bo zaczął się już sazon urlopowy, ktoś musi być na posterunku.
Ależ jestem zła. No.
Zła i zmęczona jak nie wiem co.
Dziś wieczór też oczywiście w robocie i jutro 4-5 godzin do wczesnego popołudnia też praca. Po południu kierunek Lublin. 200 km w autku w upał, z moim zmęczeniem… Dam radę, zwłaszcza w kuszącej perspektywie kulturalnego wieczoru :-)

Autko wreszcie naprawione.
Z rozwalonym przegubem jeździłam od wiosny 2011, łożyska zepsute od jesieni tamtegoż roku.
Uffff.
Komfort jazdy – marzenie :-) Radio gra na volume 10 a nie 30 (zresztą i na full ustawione nie zagłuszało huku). Nie znam się na samochodach, ponoć sam z siebie stary fordowski silnik głośno pracuje, ale dla mnie teraz jest prawie cisza :-) Ech, żeby jeszcze spadła z nieba kasa na blacharza (nadkola przerdzewiałe i obtarcie na parkingu przez jakiegoś debila) i pokrowce na siedzenia, bo w fotelu kierowcy mi się dziura wytarła :P Pokrowce w sumie tania sprawa, żeby tylko mieć czas na giełdę do Słomczyna skoczyć. Czas, no właśnie.

Skąd pytanie o wybór między urodą, bogactwem a mądrością?
Ze starej bajki :-)
Wśród moich książek z dzieciństwa znajduje się zbiór opowiadań skandynawskich autorstwa Zachariasa Topeliusa. Bohaterką jednego z nich jest królewna Adalmina. Na chrzciny zostały zaproszone dwie wróżki: czerwona i bodajże niebieska. Czerwona wróżka dała królewnie piękną perłę, która zapewniała właśnie urodę, bogactwo i mądrość. Niebieska natomiast podarowała dobroć… ale ujawniającą się po „odstawieniu” perły. Oczywiście królewna z perłą (umieszczoną w koronie, a korona miała tę właściwość że pasowała tylko na nią) się nie rozstawała, była więc piękna bogata i mądra, a że wredna, no cóż ;-) Pewnego dnia chciała się przejrzeć w jeziorze, nachyliła się i trach, korona wpadła do wody. Królewna zmieniła się w prostą dziewczynę nie pamiętającą w ogóle kim jest, przez kilka lat mieszkała w lesie z jakąś staruszką i była bardzo dla wszystkich dobra :-) Pewnego dnia przez las przejeżdżał książę Zygmunt, zamienił kilka słów z nią i jakoś mu się spodobała, ale oczywiście olał to, no bo wiadomo że książę chce księżniczkę :-) Po jakimś czasie znalazła się korona, całe towarzystwo zatem się zorientowało że opłakana już przez nich królewna może żyje, zaproszono więc dziewczyny z całego królestwa na casting, ale na żadną korona nie pasowała ;-) W końcu książę sobie przypomniał o dziewczynie z lasu, korona okazała się idealna, królewna znów była piękna, bogata i mądra, ale nie utraciła dobroci, książę się z nią ożenił i żyli długo i szczęśliwie.
Ot i cała bajka, dość brutalnie przeze mnie streszczona :-)
Że ja ją pamiętam po tylu latach, łącznie z imieniem królewny i księcia!!!
Jako mała dziewczynka bardzo przeżywałam fakt, że mając niby wszystko Adalmina nie miała nic… i zaczęłam się zastanawiać, co z tego jest najważniejsze. Z gruntu odrzuciłam morał bajki, czyli bycie dobrym :P
Przez te dwadzieścia kilka lat priorytety się zmieniały, a jakże.
Do mniej więcej osiemnastki uważałam, że najważniejsza jest uroda. Nic dziwnego, skoro byłam wyśmiewana z racji takowej urody braku i do dziś mam przeogromne kompleksy na punkcie wyglądu.
Na początku studiów trafiłam do wielce rozintelektualizowanego towarzystwa i zaczęłam odczuwać braki wiedzy. To był czas, kiedy stawiałam mądrość ponad wszystko. W końcu odsunęłam się od paczki – sama, nikt mnie nie wyrzucił – ech, ta moja niska samoocena, sądziłam że do pięt im nie dorastam. Przeniosłam się do towarzystwa bardzo zabawowego :-)))
Od samego początku związek z Moją Cholerą naznaczony jest piętnem finansowych problemów – zatem już od ponad dziesięciu lat jako priorytet mam pieniądze i to się nie zmieni pewnie jeszcze długo. No wiem że dobrze to o mnie nie świadczy :-)

Być może twierdzenie, że moje życie byłoby cudowne gdybym była bogata jest tak samo irracjonalne, jak twierdzenie sprzed lat dwudziestu że moje życie byłoby bajeczne gdybym była szczupła (czyli piękna) lub sprzed lat piętnastu że moje życie byłoby boskie, gdybym była mędrcem.
Być może.
W każdym razie chętnie poznaję opinie innych na temat tego, co dla nich najważniejsze :-)

A w niedzielnym finale kibicuję Italii :-) Z myślą o Kimś z Dawnych Czasów…

po kolei do ogonka, tak na żer wychodzi stonka ;-)

Dawno nie pisałam nic konkretnego, a pora jest barbarzyńsko późna,więc z konieczności skrótowo.






PRACA NUMERO UNO:

Mamy nową koleżankę, znaczy się. Jeszcze zanim przyszła, nastawiłam się negatywnie gdy zobaczyłam jej półśmieszną stawkę (no sorry, mogła kierowniczka nie zostawiać jej CV z notatkami przy kserokopiarce, prawda?) – z drugiej strony co się dziwić, babka nie pracuje od siedmiu lat, więc nie może szczelać z grubej ruły. Ale pierwsze osobiste wrażenie zrobiła niezłe, więc mam za swoje żeby pochopnie nie oceniać. Będzie co ma być. Najważniejsze że przejęła praktycznie wszystko to co robiła jej poprzedniczka, zatem widmo śmierci z przepracowania nieco się ode mnie oddaliło ;-)
PRACA NUMERO DUE:
Bilans do końca miesiąca, no nie?
Niby że było wszystko oki. Wszystkie bieżące rzeczy obrabiam (zwyczajowo mam tylko przychody, banki i magazyn), żeby tylko koleżanka mogła się rzeczonym bilansem zająć. I co? Parę dni przed terminem zero wychodzą kwasy. Kiedy ja mam zaplanowany każdy roboczy dzień od godziny 5:20 do północy!!! Trudno, urywam się po godzince z pierwszej roboty, przychodzę tu i prostuję jakieś tam rzeczy. Masakra! Jutro nie obejrzę meczu, na przykład. 
SAMOPOCZUCIE:
Denne, bo przytyłam. Co się dziwić, skoro się piwkuję namiętnie przy oglądaniu Euro ;-) Jako że dietę naprawdę trudno mi jakąkolwiek stosować, muszę jeszcze więcej ćwiczyć – wczoraj i dziś dałam sobie wycisk, zdecydowanie wolę takie zmęczenie niż to po szesnastu godzinach pracy (w tym trzy-cztery godziny dojazdu).
Denne, bo w sobotę byłam u fryzjera i nie jestem zadowolona. Wizja była niezła, cóż kiedy przedziałek z boku nie pasuje moim włosom i już. Ignorują i już. Układają się po swojemu i już.
Denne, bo oba najbliższe weekendy wyjazdowe i nie wiem jak poradzę sobie z pracą numero due.
MIĘDZY NAMI MAŁŻONKAMI:
Mijamy się jak chyba nigdy w życiu. Dosłownie mijamy. Dziesięć minut rano, co najwyżej godzina wieczorem, no chyba że mecz to dwie godziny ;-) Oboje pracujemy jak w kolonii karnej – o tak, dobre określenie, bo i wynagrodzenie jak w kolonii karnej. Ale mam nadzieję na koniec czerwca wyjść na czysto z rachunkami – perspektywy są, więc da radę, tak mi się wydaje. Przebłyski czegoś więcej – w piątek ubiegły rowerowy survival, ledwie 20 km, ale przez las po kilku dniach deszczowych, więc zmęczyliśmy się porządnie; w sobotę szlajanie się po lesie i uczta sushi; niedziela leniwa z sąsiadami (tymi od zastępczej Mariolki – o tak, pewnie że się uaktywnił, olałam, a mówiłam już że zastępcza Mariolka ma takie nazwisko jak były Daniel mój? ot zbieg okoliczności); wczoraj szampan – z szampanem jaja niezłe były, bo po jednym łyku mi się oczy zamknęły, no nie tak miał ten wieczór wyglądać :P
MUNDIALEJRO:
Jutrzejszego półfinału prawdopodobnie nie obejrzę,szlag by to. 
Kibicuję Italii, wspominając jak to razem z Kimś z Dawnych Czasów analizowaliśmy występy włoskiej kadry.
Lusterka w duperelku nadal biało-czerwone.
JEDENAŚCIE PYTAŃ:
Nominacje od UśmiechniętejLekkomyślnej i Maminkowatej, a jeśli jeszcze od kogoś, to proszę się upomnieć w komentarzu :P
Zasady: 
1) Odpowiadamy na 11 pytań zadanych przez pytającego
2) Wymyślamy 11 kolejnych pytań
3) Nominujemy kolejne 11 osób do zabawy.
Pytania Uśmiechniętych-Myśli:
1) Chipsy czy czekolada?
O zgrozo i to i to, dlatego ma się tę nadwagę :D
2) Książka czy film?
Zdecydowanie książka, na filmach się nudzę.
3) Lato czy jesień?
Wrzesień – czyli trochę tego, trochę tego.
4) Piwo, wino czy wódka?
Gin z tonikiem ;-) A z tych trzech czerwone wino. No, ostatnio piwo na meczach :-)
5) Zielony czy niebieski?
Czerwony i czarny ;-) A jak muszę z tych dwóch to niebieski, bo wg Mojej Cholery ładnie mi w tym kolorze.
6) Napoje gazowane czy niegazowane?
Gazowane, czyli patrz pkt 1.
7) Spokój czy szaleństwo?
Szaleństwo, ale takie pozytywne. Z marzeń.
8) Polska czy zagranica?
Zagranicy praktycznie nie znam. Polska zatem. Jest piękna :-)
9) Brunet czy blondyn?
Trudno powiedzieć – kręcą mnie i typy południowe, i typy skandynawskie. Mąż mój był ciemnym blondynem, teraz wiadomo siwizna górą.
10) Seks w miejscu publicznym czy nie?
A co to jest seks????????
11) Optymizm czy pesymizm?
Surrealizm :-)
Pytania Reckless:
1) Kasa i samotność czy bez grosza ale z najbliższymi?
Jako że z bliskością to mam problem od zawsze, wybieram kasę.
2) Lewa ręka czy prawa?
Lewą to ja się co najwyżej podetrzeć mogę ;-) słaba jest. Ale palce mam szczuplejsze niż w prawej.
3) Mieszkanie w bloku czy w domu?
Mieszkałam w bloku 30 lat, w domku ledwie dwa i pół, a już sobie nie wyobrażam powrotu do miasta i bloku :-)
4) Wiśnie czy czereśnie?
Wiśnie, zdecydowanie. Że o wiśniówce nie wspomnę.
5) Okulary z oprawkami czy bez?
Nigdy nie miałam bez oprawek, wśród przechodniów raczej nikt mnie bez oprawek nie powalił, więc… fajne oprawki :-)
6) Biedronka czy Tesco?
Biedronka, bo bliżej – 14 km, do Tesco mam ponad dwadzieścia :D Najczęściej Lidl, bo po drodze z pracy, tygodniowe zakupy w Realu w Jankach.
7) Jeden niesamowity dzień i krótkie życie, czy długie życie bez fascynującego dnia?
Szykuje mi się ta druga opcja, niestety. Gdybym mogła, wybrałabym oczywiście pierwszą.
8) Muzyka polska czy zagraniczna?
Zdecydowanie polska!!!
9) Biały czy czarny?
Czarny jak moja kota :-)
10) Warzywa czy mięsko?
Warzywa zdecydowanie. Mogłabym żywić się niemal samymi sałatkami.
11) Góry czy morze?
Trudny wybór :-) Morze latem i zimą, góry o każdej porze roku.
Pytania Maybeee-e:
1) Torebka czerwona czy czarna?
Czarna, bo uniwersalna. Nie stać mnie bidusię na więcej torebek :P
2) Włosy kręcone czy proste?
Co natura dała ;-) Nie podobała mi się ani dawna moda na kręcenie, ani obecna na prostowanie. Sama mam kręcone i niech sobie będą.
3) Czekoladowa truskawkowa z miętą czy malinowa z adwokatem?
Zdecydowanie ta druga brzmi pysznie – jaka firma ją robi? chętnie spróbuję :-)
4) Tulipany czy róże?
Tulipany. Są… urocze, o. 10 lat temu miałam fazę na granatowe róże :-)
5) Oczy piwne czy zielone?
eeee… niebieskie? :P
6) Sernik czy jabłecznik?
Sernik, zwłaszcza na zimno.
7) Czekolada na zimno czy na gorąco?
Na zimno. Gorące to wolę swojskie kakao :D
8) Obrączki srebrne czy złote?
Moje wymarzone były z białego złota, więc w sumie wyglądałyby na srebrne na pierwszy rzut oka :P Kompromisowo mamy dwukolorowe. 
9) Sukienka długa czy krótka?
Plus minus do kolan :-)
10) Czereśnie czy trukawki?
Truskawki!
11) Dziecko dziewczynka czy chłopczyk?
Zanim się zdecyduję to pewnie będzie już można płeć planować :P Wolałabym syna, jeśli już – bałabym się że córka powtórzy mój marny los. Tak czy tak raczej macierzyństwo nie grozi. Jakby co, na pewno nie chciałabym znać płci przed porodem.
Jak zwykle nikogo nie nominuję, no bo głupio mi tak po nazwisku to po pysku :-)
A pytanie mam jedno – co niektórzy domyślają się pewnie jakie – tak tak, BYĆ PIĘKNYM, BOGATYM CZY MĄDRYM? Kto chce niech się wypowie, kto się Uśmiechnięciemyślowo wypowiedział to dziękuję, a skąd starej babie takie durnoty we łbie to wyjaśnię następnym razem, bo łóżko wzywa :-)))

UPDATE, pytania od Ann:
1) Spodnie czy sukienka?
Dżinsy przez większą część roku, latem zdecydowanie kiecki.
2) Szpilki czy adidasy?
Czółenka ;-) Tak 4-6 cm obcas niezbyt cienki. Albo koturny.
3) Komedia czy horror?
Błeeee, nie lubię komedii z jednym czy dwoma wyjątkami typu Bridget Jones. Horrory jak najbardziej tak.
4) Niebieskie czy piwne oczy?
Ojojoj, niebieskie zdecydowanie :-)))
5) Brak dzieci czy jedno/dwójka dzieci?
A gdzie opcja więcej dzieci? ;-) No bo jak mi coś odwali jednak na potomstwo, to po tylu latach na prochach jak nic będą trojaczki :-) Tak serio – brak dzieci. Wiem wiem, macie mnie za wariatkę :P
6) Gazeta czy internet?
Jestem jeszcze z pokolenia admiratorów pracy szeleszczącej. Codzienne gazety rzadko już kupuję, ale mam trzy żelazne tygodniki: Polityka, Angora i Tygodnik Powszechny.
7) Skype czy gg?
Nie lubię komunikatorów. Jeśli już to Skype, ale bardzo rzadko.
8) Humanistka czy ścisłowiec?
Zdecydowana humanistka pracująca od dziewięciu lat w cyferkach – tak wyszło :D
9) Pies czy kot?
Kot, kociamber, kociszcze :-)))
10) Ogród czy mała działka?
Ogród, tylko żeby mi go ktoś urządził (tak jak teraz mama), bo sama nie mam do tego drygu :-)

Dni takie, że lepiej nie mówić.