Archiwum dla Listopad, 2012

strzały znikąd

Artykuł z portalu Gazeta.pl – przyznaję, nie najwyższych lotów pisanina:
Dzieciom dziękujemy
A oto co ciekawsze komentarze do rzeczonego artykułu. Pisownia oryginalna:

Osoby, które nie chcą mieć dzieci, otwarcie deklarują, że chcą być pasożytami i dobrze im z tym. Mam nadzieję, że za 30 lat uda się przeforsować ustawę, że nie będzie żadnych państwowych emerytur i świadczeń dla osób bezdzietnych.

Rozmnażanie, obok oddychania, odżywiania, wydalania i wzrostu, to podstawowe funkcje żywych organizmów. Kobietom , które twierdzą, że „rezygnują z macierzyństwa” potrzebna jest pomoc lekarska, za chwilę okaże się, że „zrezygnują” także z odżywiania i oddychania.

Wprowadzić bykowe i jałówkowe od trzydziestki, jeśli brak zaswiadczenia o bezpłodnosci.

Ci co dziecka nie mają będą o to doświadczenie ubożsi. I tego nie przeskoczą, choćby sto razy zlecieli paralotnią na Mauritiusie. A to właśnie, manie dziecka, to jest doświadczenie, które naprawdę konstytuuje człowieka – nie chodzenie na fitness. Fitness, sritness i jedzenie batoników w Mongolii to zabawa. Chcesz się bawić – baw się. Ale nie sądź, że się od tego zrobisz dorosły.

Uwielbiam takie artykuły.Widać mądrość wpisaną w ewolucje. Takie egotyczne truchła po 30 w ogóle nie powinny się rozmnażać .Drogie egoistki,inwestujcie w dobre środki antykoncepcyjne ,zakładajcie spiralki.Świat będzie dużo lepszy bez waszego potomstwa,byłby jeszcze lepszy gdybyście się sami zutylizowali przez 60 byście nie obciążali budżetu,opiekuneK.

To jakaś nowa logika, siedzących w robocie przed kompem 12 h,
pierdzących w stołek, uważających że się realizują:),
żyjących życiem najbliższych sklepów nazwanych galerią,
i gadających ‚trzy po trzy’.
Może to i dobrze, że takie geny się nie powielą…

Najlepsze jest to że ci którzy nie chcą mieć dzieci nie przekażą przyszłemu społeczeństwu podobnych sobie egoistów i chyba tylko żal, że ich matki nie myślały podobnie – szkoda. I dlatego nie żal mi ich za ileś tam lat gdy będą samotni. Jeszcze jedna rzecz co cieszy nie mając potomków ich kasa i majątek przejdzie na skarb państwa. To tyle w tym temacie!

Gdzie jest sprawiedliwosc? Rozumiem jak ktos nie moze miec dzieci, ale jak ktos nie chce dla wygody, to powinien byc finansowo karany!

No cóż nie wszyscy muszą być przecież normalni. Każda która tak powtarza prędzej czy później pożałuje swojego podejścia parę lat wcześniej. Ale wtedy czasu już się nie cofnie. Zostanie totalna pustka i świadomość, że twoja egzystencja nikogo właściwie nie interesuje. Twoje sukcesy nikogo naprawdę nie cieszą, twoje życie nie ma dla nikogo znaczenia. Nikt na ciebie nie liczy, nikt cię nie potrzebuje. Już nie chodzi o tą przysłowiową szklankę wody na starość. Chociaż to któregoś dnia też może moooocno zaboleć. Najśmieszniejsze jest dorabianie do tego ideologii. No cóż punkt widzenia może się któregoś dnia zmienić – ale wtedy już prawdopodobnie będzie za późno. Facet – no cóż – on jak zmieni zdanie zawsze może odejść do młodszej i jeszcze ma szansę na potomka. Dla kobiety koniec oznacza definitywny koniec.

(…)..”aż w pewnym momencie, jedna z nie-matek BARDZO R O Z S Ą D N I E pyta: – A jakieś korzyści i radości w posiadania dziecka macie?”
=============================================
AMEN!! – Natura sama eliminuje bezwartościowe geny.
Ta rasa – i ta cywilizacja, przeznaczona jest przez Nature do „odstrzału” i nie ma tu „co” ani „kogo” żałować..
Na ich miejsce JUŻ wkraczają cywilizacje stojące dotychczas niżej, ale oparte o konkretne zasady i WARTOŚCI – ich wartości, ale jednak WARTOŚCI..
Nawet „łątka jednodniówka” żyje po to, by przedłużyć gatunek – i tylko jemioła i huba JEST – ale czy „żyje”??
- Te dzisiejsze „jemioły” i „huby” też „SĄ” i dogadzają sobie – a jakże! – i też znikną bez śladu i pamięci..
Żałować nie ma czego, a tymbardziej „kogo”..
Miał racje Tadeusz Borowski pisząc proroczo:
(…)”Zostanie po nas złom żelazny
l głuchy, drwiący śmiech pokoleń.

No cóż :-)

A poza tym od wczoraj czuję się jakoś paskudnie – chyba zmęczenie sięga zenitu.

Mam dość!!!

NIE POZWOLĘ wmówić sobie że jestem zła/inna/gorsza/nienormalna/poyeebaana z racji bezdzietności z wyboru.
Nie-nie-nie.
Po wczorajszej kolejnej serii nawracania na siłę mam tylko jeden komentarz. Muzyczny zresztą.
Nie kocham najmocniej na świecie, to fakt. Ale reszta jak najbardziej się zgadza.

http://youtu.be/t00a7-4xXxo

tobie nic tobie nic do tego
jestem tu jeśli chcesz się bić…

trochę wolnego i człowiek głupieje

Ano wolne. Sama w to jeszcze nie wierzę :-) W czwartkowe popołudnie załamałam się przecież nad stertą dokumentów kasowych. Zacisnęłam zęby jednak i wpadłam jakiś trans – ocknęłam się po wprowadzeniu ostatniego (jak się okazało sześćdziesiątego czwartego z kolei) o godzinie 19:35. Zdążyłam zatem jeszcze na zumbę :-) I zyskałam wolną sobotę – tir z towarem dotrze do Anglii dopiero w poniedziałek, więc w tygodniu będzie zapiernicz, a weekend wolny. W całości. Jak dawno nie był :-)

Z wyjazdu grudniowego oczywiście nici, wycofał się szybciej niż zapowiedział. Tak jak pisałam – zdziwiona nie jestem, jest specjalistą od niedotrzymanych obietnic.

Cieszyć się powinnam zatem obecnym wolnym weekendem.

Pojechałam w sobotę rano z Moją Cholerą do pracy – zmarzłam jak nie wiem co, chałupa jeszcze nie ogrzewana, długo nie wytrzymałam, łaziłam zatem po okolicy (Malichy/Reguły), później zakupy i biblioteka, a po powrocie wiadomo, jak to w sobotę: a to dobre jedzonko, a to sprzątnąć co nieco, a to poczytać, a to kawalek filmu jakiegoś w telewizorni której na co dzień nie oglądam („80 milionów” – dobry film) – i już wieczór, godzina 22 i audycja radiowa, na którą czeka się cały tydzień . Cudnie się słuchało, a sny miałam zacnie pogodne :-)

Cóż, przebudzenie jednakże mało fajne i niedziela jakaś taka zatracona wielce.

Żeby się nie załamać totalnie, próbowałam znaleźć w mym nędznym żywocie jakieś pozytywy i w sumie długo szukać nie musiałam.

Tak tak, panie i panowie: na zdrowie narzekać nie mogę tak ogólnie.

Bo co mi dolega jedynie?

- kobiece sprawy – wiadomo, choroba przewlekła na całe życie

- częste zapalenia jajników – już wyeliminowane, przestałam się kąpać w morzu i basenie ;-)

- bóle głowy – ale bez przesady, w 95% przypadków ustępują po dwóch tabletkach popularnych przeciwbólowych środków

- anginy – minimum jedna w sezonie zimowym, staram się dbać o siebie, ale cóż…

- ból prawego ramienia, od lat dwudziestu paru – przebadano je dogłębnie, nie wiadomo o co chodzi, staram się je oszczędzać

- żylaki – pojawily się na prawej nodze, rodzinna przypadłość. tylko dzięki temu że w ciąży nie byłam są w tak wczesnym stadium (ale to nie jest tak że nie chcę mieć dzieci bo się boję żylaków, hehe)

- wada wzroku – raptem minus półtora, do zniesienia

- ostatnio permanentne zmęczenie.

I to by było na tyle.

Tylko tyle.

A przecież nie jestem już pierwszej młodości.

Nigdy w życiu nie bolał mnie kręgosłup, nerki, wątroba, serce, stawy, zęby nawet!

Żadnych niepokojących zmian na skórze czy guzów.

W porównaniu z rówieśnikami spośród rodziny czy znajomych zdecydowanie najlepiej się trzymam.

Weźmy Moją Cholerę na przykład: przyjaciółka łuszczyca na cale życie, kręgosłup do wymiany, stawy wszelkie takoż, a ostatnio łapie infekcje drog oddechowych częściej ode mnie.

Tak, moje zdrowie – fizyczne w każdym razie – całkiem dobre jest, ODPUKAĆ.

A cała reszta?

Niech będzie milczącym podaniem o miłość i inne demony…