Archiwum dla Kwiecień, 2013

pod wpływem

Zła jestem na samą siebie. Po weekendzie zła.

Albowiem kolejny weekend szalałam konsumpcyjnie. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo odzyskam wszystkie kilogramy i centymetry, które udało mi się na początku roku zgubić.

I znów będzie powód do dołowania się (jakbym nie miała dość dołowania się z powodów finansowych – a w teście w najnowszej „Polityce” wyszło że należę do społecznej klasy średniej wyższej – uech! uech! zapunktowałam za studia na państwowej uczelni, ilość przeczytanich książek i znajomość towarzyską z profesorami, ale za pytanie o zarobki zainkasowałam zero). A w ogóle powinnam rzucić w pierony to ciągłe bycie na diecie. Wydaje mi się, że jedząc w miarę normalnie i dużo ćwicząc (bo co jak co, ale krzewienie kultury fizycznej uwielbiam) spokojnie trzymałabym wagę nie więcej niż 75 kg, co przy moim wzroście i dość proporcjonalnej budowie ciała nie jest jakąś tragedyją trojańską. Zresztą co tu dużo ukrywać, nigdy wielkim grubasem nie byłam, obiektywnie rzecz ujmując. Tyle że sama dla siebie nigdy obiektywna nie będę. Zawsze widzieć się będę oczami tych, którzy kiedyś tak okrutnie się ze mnie wyśmiewali… I tak szczęście w nieszczęściu, że nie popadłam w anoreksje czy inne bulimie.

Co gorsze, również w kwestii bezdzietności z wyboru zaczynam skłaniać się ku przyklaśnięcia tym bliźnim, którzy uważają mnie za wariatkę (delikatnie powiedziane).

Finansowo dół totalny. Biletów na DM niet. Okularów nowych niet. Koncertu w Poznaniu w maju niet. Natomiast pod koniec czerwca mam zamiar wybrać się na festiwal pewien… wielbiciel namawia…

Zagłosowałam w końcu na Polski Top Wszechczasów, przyjmując zasadę „jeden utwór jednego wykonawcy” i 33 głosy moje wyglądają tak (ależ się cieszę, że w zestawie do głosowania umieszczono „Biały rower” i „Emanuelę”):

Aya RL – KSIĘŻYCOWY KROK
Collage – LIVING IN THE MOONLIGHT
Czesław Niemen – BEMA PAMIĘCI ŻAŁOBNY RAPSOD
Dżem – SEN O VIKTORII 
Edmund Fetting – NIM WSTANIE DZIEŃ (z filmu „Prawo i pięść”)
Edyta Geppert – JAKA RÓŻA TAKI CIERŃ
Ewa Demarczyk – GRAND VALSE BRILLANTE
Halina Frąckowiak – DANCING QUEEN
Kapitan Nemo – TWOJA LORELEI
Klaus Mitffoch – KLUS MITROH
Korba – BIAŁY ROWER

Kult – CZARNE SŁOŃCA
Lady Pank – SZTUKA LATANIA
Lombard – GOŁĘBI PUCH
Maanam – TO TYLKO TANGO
Marek Biliński – UCIECZKA Z TROPIKU
Marek Grechuta – KOROWÓD
Nasz Wspólny Świat – STANIE SIĘ CUD
Papa Dance – OCEAN WSPOMNIEŃ
Perfect – WYSPA, DRZEWO, ZAMEK
Piwnica pod Baranami – TA NASZA MŁODOŚĆ
Renata Przemyk – PROTEST DANCE
Republika – ŚMIERĆ NA PIĘĆ
Roxa – A ONA TAŃCZY
Róże Europy – LIST DO GERTRUDY BURGUND
Siekiera – NOWA ALEKSANDRIA
Skaldowie i Łucja Prus – W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI
Stan Borys – JASKÓŁKA UWIĘZIONA
Stanisław Wenglorz – EMANUELI CZĘŚĆ TRZECIA I OSTATNIA

Stare Dobre Małżeństwo – Z NIM BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWSZA
TSA – TRZY ZAPAŁKI
Woźniak, Tadeusz – ZEGARMISTRZ ŚWIATŁA
Ziyo – WYSPY

 

Statystyczna Polka ma 165 cm wzrostu, 67,5 kg wagi i 4,4 partnera seksualnego w życiu.

(z artykułu z „Nie”, przedrukowanego w najnowszej „Angorze”).

Hm, najbliżej mi do statystycznej wagi, ale wolałabym jej nie osiągnąć, nie mówiąc już o powrocie do niemal osiemdziesięciu pięciu kg z 2001 roku :-)

Na pisanie nie ma czasu.
W sobotę maraton zumby, później sprzątanie i wieczór z muzyką elektroniczną; w niedzielę szaleństwo rowerowe (20 km w południe i kolejne prawie 20 km pod wieczór) i konsumpcyjne (gofry domowe tradycyjnie plus kebab, którego nie jadłam chyba od czasów pracy w okolicach słynnego baru na Marszałkowskiej, czyli wieki całe –> M&M zachwalali bar w Mszczonowie, więc się udaliśmy, ale szału nie było, odzwyczaiłam się od takiego jedzenia generalnie; no i wino domowej roboty).
I po weekendzie, i do pracy poczłapałam, i od nowa polska ludowa… tfu, przenajświętsza rzeczypospolita…

Fordzika duperelka do blacharza w końcu oddałam, przydługa zima dokonała masakry w nadkolach. Zakład zawalony zleceniami, więc pewnie dopiero po majowym weekendzie odbiorę. Tymczasowo tata mi fabii użyczył, którą to fabię bym dziś pięknie rozbiła na ósemce – jadę sobie lewym pasem, a tu z prawego nagle mi tir na lewy wjechał, ja po hamulcach i klaksonie, za mną octawia po hamulcach i klaksonie, jadący octawią jeszcze mi bezczelnie fucka pokazał, a co ja winna? Niestety auto taty ma znienawidzone przez warszawiaków lubelskie numery rejestracyjne, jestem zatem obecnie typowym „słoikiem” ;-)

Mąż przygotował taras i garaż pod położenie płytek, może nareszcie coś przy domu się zrobi. Miał akurat dzień wolny… z ostatnią klientką rozstał się przed czasem w wielkiej niezgodzie, nie wiem dokładnie o co poszło, dawno przestaliśmy ze sobą rozmawiać, czasami tylko gadamy. Gadamy, nie mylić z rozmawianiem.

Marazm i dekadencja.

„…chciałeś poznać tej miłości smak byłeś głupi a więc teraz płać…”

Wielbiciel grał wczoraj tak pięknie, że słuchałam do późna w noc; mimo potwornego zmęczenia całym tygodniem roboczym; mimo że zazwyczaj po saunie bardzo szybko zasypiam…

Brać radiowa umawia się na koncert Ray’a Wilsona w Poznaniu 25 maja, a ja cóż? a ja nawet jeszcze biletów na lutowe DM nie mam. Jak masz w portfelu licho, siedź na doopie cicho…

A dziś od rana jedna piosenka – grupa znana i lubiana od lat, ale ostatnio częściej do niej wracam…

Tak, jestem frajerką.