Archiwum dla Luty, 2014

sick sad world

24.02.2014, Łódź, Atlas Arena:

01. Welcome To My World
02. Angel
03. Walking In My Shoes
04. Precious
05. Black Celebration
06. In Your Room
07. Policy Of Truth
08. Slow (Martin)
09. Blue Dress (Martin)
10. Heaven
11. Behind The Wheel
12. A Pain That I’m Used To
13. A Question Of Time
14. Enjoy The Silence
15. Personal Jesus

—-
16. But Not Tonight (Martin)
17. Halo
18. Just Can’t Get Enough
19. I Feel You
20. Never Let Me Down Again

W porównaniu z koncertem w tym samym miejscu przed czterema laty – organizacyjna porażka. W kolejce po piwo stałam ponad godzinę. Za to jak już się dopchałam do piwopoju, to wytrąbiłam trzy, z czego sama zapłaciłam tylko za jedno (i do jednego przyznałam się mężowi, hehehe). W rzeczonej kolejce jakoś straciłam swoją nieśmiałość i gadałam jak nakręcona. Szkoda że każda z poznanych osób miała bilet do innego sektora. A może i dobrze? Sama bawiłam się świetnie na płycie. Fakt – sauna. Omdleń dookoła kilka. I pomyśleć, że miałam pretensje że na koncercie na Narodowym puszczono nawiewy niczym huragan Katrina ;-) Tańczyłam rzecz jasna (efekt: stopy spuchnięte do dziś) i darłam się że hoho (efekt: straciłam głos, a dziś w pracy mam osiem godzin spotkań – będę się na piśmie porozumiewać).

Cudnie było.

Po prostu cudnie!

Mniejsza o gardło zdarte.

O ból głowy, uniemożliwiający funkcjonowanie, też mniejsza. Nałykałam się tyle tabletek, że wątroba powinna paść. Ale widocznie przywykła (20 lat brania hormonów, 15 lat picia alkoholu… hehe). Oczywiście nic nie pomogło, musiałam urwać się z roboty, w nocy nie spałam bo i głowa, i gardło… I ledwo dojechałam do roboty, najtrudniejsze 45 w mojej niebogatej karierze kierowcy. Teraz sobie siedzę i kwiczę. O.

Wczoraj pożegnałam się ze starym żelazkiem. Był to pierwszy zakup na wspólne mieszkanie z Moją Cholerą. Lipiec 2003r. :-) Już po kilku miesiącach sznur został pogryziony przez amstaffa właścicielki mieszkania, w którym pokoik wynajmowaliśmy. Jakoś się zaizolowało jednak i służyło dzielnie. Zwłaszcza że zbyt często go nie używałam – rzeczy po praniu nie prasuję, kładę do szafy ot tak, prasuję przed użyciem jeśli trzeba. Z pierwszego naszego mieszkanka nie zapomnę do końca życia pralki automatycznej. Rosyjskiej. A może jeszcze radzieckiej? Tak czy tak mimo 23 lat życia nigdy wcześniej nie robiłam prania w automacie (!!!) – w domu rodzinnym od prania był tata, a na studiach miałam tylko Franię. Jak mi się udało zrobić pranie w tym ruskim ustrojstwie, to ja nie wiem (przypominam uprzejmie, że po rosyjsku to ja ni w ząb). Pewnie ta pralka działa do tej pory, podobnie jak pralka moich rodziców, kupiona (a raczej zdobyta!) na kilka miesięcy przed moimi narodzinami :-)

A dziś co? jednorazówki, ech…

Mówiłam przecież, że nie jestem współczesna, no nie?

Ratunku, moja głowa! i gardło! i w ogóle…

Zamykam się na dobre. Tudzież na złe.

Wszystko dookoła sprawia, że serio mam dosyć i co jak co, nie mam siły ani ochoty skupiać się na kontaktach towarzyskich, których zresztą – o zgrozo – wcale mi nie brakuje. Jeśli za czas jakiś zacznę miauczeć nad swoją samotnością, macie prawo serdecznie dać mi po uchu. Albo i co insze.

CZUJ SIĘ DOCENIONA, PSIAKOŚĆ.

W piątek, tuż przed urlopem (który notabene wisiał na włosku), dowiedziałam się że zostałam na uczelni przypisana do projektu bardzo znaczącego. Bo ponieważ, cytuję, „jesteś najbardziej odpowiedzialna i dokładna, więc sobie najlepiej poradzisz”. Poza wierszami: „za mało masz do roboty, zapieprzaj więc aż się będzie kurzyło”. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wymagać będzie to wieku kontaktów z ludźmi. Nieśmiałości moja, wyp…aj!

FABRYKA MAŁP, FABRYKA PSÓW, REZERWAT DZIKICH STWORZEŃ.

W fabryce sytuacja wciąż jest taka, że nikt nie wie o co chodzi, od szefiszcza poczynając, na najbardziej szeregowych pracownikach kończąc. Gdzieś w tym wszystkim jestem ja, usiłująca zamknąć miesiąc, co robię pierwszy raz w życiu – no dobra, obsluga firemki męża się nie liczy – co mi z tego wyjdzie, tego nie wie nikt.

RED BULL DODA CI SKRZYYYDEEEŁ, CZYLI AKAPIT SPONSOROWANY.

W piątek po pracy rowery, taka świecka tradycja. Między jedną a drugą godziną zajęć rozdawano red bulle, więc wzięłam (skoro dają za darmo, to niech będzie – na co dzień nie piję tego). Efekt: dostałam takiego pałera, że jechałam w tempie olimpijskim, dawkując obciążenia jak nigdy i chętnie zostałabym na trzecią godzinę, ale bałam się że zejście po tym pałerze będę mieć spektakularne i może być kłopot z powrotem do domu (a to jednak 40 km za kółkiem). „Trzymało” mnie tak, że wieczorem prawie 45 minut w saunie wytrzymałam!

PRAWDA CZY WYZWANIE?

Jak pałer to pałer – w sobotę rano biegaczki narciarskie startowały w biegu na 30 km, postanowiłam zatem biec z nimi. Tyle że przed telewizorem na orbitreku ;-) Stawiałam że to może być nawet półtorej godziny, jednak dziewczyny uwinęły się szybciej. Zwyciężczyni osiągnęła czas 1:11:05:2, ja w tym czasie zrobiłam 17,1 km i spaliłam ponad 900 kalorii. Mąż dzielnie dopingował, kot dzielnie demotywował zwinięty w kłębek na fotelu.

YOU KNOW THE DAY DESTROYS THE NIGHT, NIGHT DIVIDES THE DAY

Wizyta znajomych z racji mężowskich urodzin. Noc sobotnioniedzielną zakończyliśmy o szóstej rano. Podkreślam: o tej porze to ja od poniedziałku do piątku wychodzę z domu do roboty :D Całą niedzielę miałam przez to rozwaloną. Ale pół godzinki na orbitreku wieczorem pobiegałam ;-) A propos samotności mej – ok, no fajnie się gadało, nawet co nieco właśnie gadałam, a nie tylko słuchałam, ale równie dobrze mogłabym spędzić sama ten wieczor.

BEKSIŃSCY.

„Portret podwójny” skończyłam dziś rano. Malarstwa Beksińskiego Z. nie lubię (w ogóle zresztą sztuką się nie interesuję), ale fascynował mnie jako ekscentryczny człowiek. Natomiast Beksińskiego T. audycje w Trójce uwielbiałam, noce zarywałam, a Monty Python w jego tłumaczeniu to absolutna klasyka (mimo że sama wyłapuję jego błędy translatorskie). A książka Grzebałkowskiej bardzo dobra, zresztą jej wcześniejszy „Ksiądz Paradoks” też mi się podobał.

KONCERT PRAWIE WIOSENNY

Depeche Mode w Łodzi. Już dziś. Obecność moja obowiązkowa, a jakże. Miło zaskoczył mnie mąż, proponując zawiezienie na rzeczony koncert. Chce poczekać w samochodzie, no to poczeka :-)

W skrócie.

1. Gdzie jest Twój telefon? – W SZUFLADZIE
2. Twój partner? – OPIEKUŃCZY (i ma dziś urodziny, hehe)
3. Twoje włosy? – NIEMODNE
4. Twoja mama? – ROZCZAROWANA
5. Twój tata? – DESPOTA
6. Twój ulubiony przedmiot materialny? – RADIOODBIORNIK
7. Twój sen zeszłej nocy? – PIĘCIOIPÓŁGODZINNY
8. Twój ulubiony napój? – PIWO (bez wyzwań proszę!)
9. Twój wymarzony samochód? – MAŁY-ALE-WARIAT
10. Pokój w którym jesteś? – PRZECHODNI
11. Twój eks? - CIAMAJDA
12. Twój strach? -  CHOROBA (nie moja)
13. Kim chciałabyś być za 10 lat? – DJką/PISARKĄ
14. Z kim spędziłaś ostatnią noc? – MĄŻ
15. Jaka nie jesteś? – WSPÓŁCZESNA
16. Jaka jest ostatnia rzecz, którą robiłaś przed tą, którą robisz teraz? – KOREKTA
17. Co masz na sobie? – DŻINS
18. Ulubiona książka? – SERIA Z ADRIANEM MOLE
19. Ostatnia rzecz, którą jadłaś? – ZIELONA HERBATA
20. Twoje życie? – DŁUGIE
21. Twój nastrój? – ZMĘCZONA
22. Twój przyjaciel? – KOT
23. O czym teraz myślisz? – PRACA
24. Co teraz robisz? – DENERWUJĘ SIĘ
25. Twoje lato? – CIEPŁE
26. Co jest w Twoim telewizorze? - IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
27. Kiedy ostatni raz się śmiałaś? - RANO
28. Kiedy ostatni raz płakałaś? – NIE PAMIĘTAM
29. Szkoła? – DAWNO
30. Czego teraz słuchasz? - TRÓJKA
31. Twoje ulubione zajęcie w weekendy? – CZYTANIE
32. Wymarzona praca? – RADIO
33. Twój komputer? – STARY
34. Za oknem? – KAMIENICA
35. Piwo? – UWIELBIAM
36. Meksykańskie jedzenie? – MNIAM
37. Zima? – PREZENTY
38. Religia? – WIARA
39. Wakacje? – DŁUGIE
40. W Twoim łóżku? – BEZPIECZEŃSTWO
41. Miłość? – PRZEREKLAMOWANA :-)