Archiwum dla Wrzesień, 2014

Dziesiątka, piątka i mniej niż zero.

Podpatrzyłam u Kfiatushka, u Uśmiechniętych Myśli takoż – niech będzie i u mnie. W zamyśle „Dziesięć rzeczy, które sprawiają że jestem szczęśliwa”, w mojej wersji po prostu dziesięć czegoś tam, co sprawia mi przyjemność – „szczęście” to słowo, którego nie używam w odniesieniu do siebie ;-) Kolejność niech będzie alfabetyczna.

1) Bycie potrzebną - w sumie nie wiem jak to nazwać. Lubię, gdy mnie się o coś prosi (za to ja prosić nie umiem nawet najbliższych, a zwłaszcza najbliższych), gdy mogę coś dla kogoś zrobić, jakoś pomóc i tak dalej.

2) Celebrowanie czasu wolnego - mało go mam, to raz i nigdy się nie nudzę, to dwa. Kocham wieczory – minispa, świece, kadzidełko, lampka wina, chilloutowa muzyka w tle i książka. Kocham wolne soboty, bo pracując na dwa etaty ich nie miałam przecież. Kocham niedzielne przedpołudnia z książką w łóżku i mężowskimi goframi obowiązkowo na śniadanie…

3) Chwile tuż przed zaśnięciem - są tylko dla mnie i pozwalają nabrać oddech, by znów iść…

4) Ćwiczenia fizyczne - haha, ciekawe co na to moi nauczyciele wf, z lubością stawiający mi pały ;-) Zawsze byłam aktywna fizycznie, dużo spacerowałam i jeździłam na rowerze – nijak się to niestety miało do szkolnych wymogów. Od około dziesięciu lat ćwiczę coraz więcej. Latem rower, zimą orbitrek, przez cały rok różnego rodzaju fitnessy, no i spinning ulubiony :-) A zaczęło się od przebieżek z Karolą na nieistniejącym już stadionie Sarmaty – chwalę się zatem, że biegałam na długo przed zaistnieniem mody na tę aktywność :D Ale tak ogólnie to biegam rzadko, bo mnie to nudzi – za to uwielbiam biegi masowe. Chociaż niestety wczorajszy bieg na 5 km przy okazji maratonu warszawskiego nie poszedł mi za dobrze – zaledwie 30:18, to nie był mój dzień, w przyszłym roku będzie lepiej :-) W każdym razie ćwiczę codziennie i diablo dobrze mi z tym. Uwielbiam takie zmęczenie :-) Powinnam mieć przy tym świetną figurę, ale niestety – patrz niżej.

5. Dobre jedzenie - na co dzień nie gotuję, żywię się jogurtami, owocami i sałatkami „na-winie”, za to w weekendy lubimy przyrządzić coś fajnego, niekoniecznie zdrowego :-) Że nie wspomnę o włoskich restauracjach, ech… I upodobaniu do słodyczy ;-)

6. Książki - można rzec, że je pochłaniam – 125 już w tym roku na koncie (drugi rok z rzędu postanowiłam liczyć). Literatura piękna z wyłączeniem tak zwanej „kobiecej”, ostatnio bardziej reportaże, biografie lubię, literaturę faktu… W wersji papierowej. Ebooki be, audiobooki niestety też mi nie pasują (a mogłabym słuchać w drodze do pracy, cóż…). Czytanie zastępuje mi większość rozrywek.

7. Lato – właściwie dopiero od kilku lat jest to moja ulubiona pora roku. Bo uda schudły mi co-nieco i już nie cierpię z powodu otarć ;-) Nie przeszkadzają mi upały, słońce mnie motywuje, owoce dojrzewają i w ogóle cudnie-świetnie. I na wsi mieszkam, więc tym bardziej się delektuję. Jedyne zalety zimy to prezenty za cały rok (mikołaj, gwiazdka, rocznica związku, urodziny i imieniny).

8. Podróże palcem po mapie - od najmłodszych lat, kiedy to w sumie inaczej nie dało rady podróżować :-) Jako dzieciak uwielbiałam książki przygodowe z różnych stron świata, zawsze musiałam sprawdzić w atlasie czy na globusie gdzie dokładnie Tomek Wilmowski czy inny bohater przebywa ;-) Ciekawostką jest fakt, że teraz, mimo otwartych granic i możliwości podróżowania za niewielkie pieniądze, jakoś nie kusi mnie realne podróżowanie. Wciąż wolę atlasy i mapy. I wyobraźnię ;-)

9. Radio – właśnie radio, nie muzyka sama w sobie. Od dawna nie kupiłam żadnej płyty, nie słucham muzyki ot tak – za to radiostacje coraz to nowe wyszukuję. Nie przepadam niestety za tymi internetowymi (chociaż pełno znajomych radiowców właśnie tak działa). Radio to jest z „czarodziejskiej skrzyneczki” a nie z komputera ;-)

10. Uczestnictwo w ciekawej rozmowie – jestem zdecydowanie samotnikiem i odludkiem, więc okazji do rzeczonych rozmów zbyt wiele nie mam, ale tym bardziej je celebruję. Pochlebiam sobie, że jestem dość zorientowana w najróżniejszych tematach i jestem w stanie prowadzić rozmowę na wielu płaszczyznach (byle jej nie zaczynać!!!).

Poza tym co?

Masakra w pracy. Pierwsze czego się dowiedziałam po urlopie, to informacja o zwolnieniu koleżanki z działu. Oczywiście nie zatrudniono nikogo na jej miejsce, rozparcelowując jej obowiązki po innych (zgadnijcie kto dostał najgorszy shit? no właśnie…). Do tego właśnie jutro kończy się rok obrotowy i zaczynają się inwentaryzacje, a kto jest zaszczytnym przewodniczącym inwentaryzacji? no właśnie… Dwie koleżanki na urlopach, kto je zastępuje? no właśnie… Do tego biegli przychodzą już na początku grudnia… Ech, jeśli jakoś dożyję do końca roku, to świętować będę z megaprzytupem i Boże Narodzenie, i 13. rocznicę związku, i przede wszystkim 35. urodziny :D

Sukcesy sportowe, oj było co świętować :-)

Spotkanie w ubiegłą niedzielę w radiowej Trójce bardzo miłe.

A zdjęcia z wakacji będą kiedyś tam :-)

Przerwa kolejna.

Blog mi zdycha czy cuś…
Były wakacje (udane – wrzucę jakies fotki w weekend), był fajny weekend powakacyjny.
Był powrót do pracy (wrrrr!). Czas zacząć przeglądać ogłoszenia, bo zaczyna być mało ciekawie…
Był powrót do krzewienia kultury fizycznej – na wakacjach jedynie spacery długie :-) Zaczęłam od zumby 4 godziny po powrocie z wakacji (dumna z siebie jestem), w weekend bieganie i orbitrek, a w tym tygodniu to już po staremu, ze spinningiem na którym już kilka miesięcy nie byłam (ale dałam radę 2 godziny bez problemu) i wczorajszym fitnessem skupionym na dolnych partiach ciała, które to partie dziś bolą ;-)
Była rocznica ślubu – w biegu, jak to w tygodniu roboczym bywa, z lampką wina, kwiatami i upominkiem małym li i jedynie. Jutro jeszcze jakaś rocznicowa kolacja :-) Jak wiadomo, nie celebruję specjalnie tego dnia – ot, jeden z dwóch wolnych wrześniowych terminów w pierwszym kościele, jaki mi przyszedł na myśl po decyzji o szybkim ślubie w Warszawie ;-) przygotowania trwały kilka tygodni, a nie zwyczajowe dwa lata, i tak dalej… Czy żałuję? Ślubu zdecydowanie nie ;-) ale tego, że nie postawiłam na swoim w kwestii braku przyjęcia to już tak. No i szkoda, że z racji choroby i silnych leków prawie nic z wiekomomnego dnia nie pamiętam, ech.
Plan na dziś po pracy: zumba, biblioteka, sauna, radio i książka.
Plan na weekend: bieganie, rzeczona kolacja ;-) może mycie okien (nie chce mi się!), kibicowanie siatkarzom i spotkanie urodzinowe w niedzielny wieczór, że o wizycie w Trójce nie wspomnę :-)
Plan na przyszłą niedzielę: bieg na 5 km przy okazji Maratonu Warszawskiego :-)
Plan na przyszłą wiosnę: 26.04. bieg na 10 km przy okazji Orlen Maratonu, 03.05. bieg Konstytucji, 5 km chyba że organizatorzy szczelą psikusa i wydłużą dystans ;-)  Oj, zmasakruję się co nieco…

1311191301_by_bondziorno_600

magiczny przycisk i takie tam

Przerwa, ale nie Tetmajer, tylko od blogowania, jedna z dłuższych chyba.

Generalnie nigdy dotąd nie miałam aż tak przemożnej ochoty skasowania tej strony. Jakoś się przemogłam. Ale to chyba kwestia czasu jest.

Co się działo przez te dwa tygodnie?

Wesele się odbyło z przytupem :D Ramiączka w sukience spadały, a jakże, mimo skrócenia każdego o jakieś 4 cm. Nieważne :-) Za mało wypiłam (zdarza się), za to mąż wręcz przeciwnie (zdarza się). Para Młoda urocza i taka… młoda :-))))

Udało się dotrwać do urlopu.

Ostatni weekend sierpnia intensywny wielce. W piątek zlot fanów Listy Przebojów Trójki i spotkanie z redaktorem Baronem oraz z Helen (!!!), w sobotę festiwal w Inowrocławiu, który się przeciągnął do niedzieli :-) a w niedzielne popołudnie bilard i kręgle.

Poniedziałek, wtorek i środa zalatane.

No a dziś kończę pakowanie. Jako że rok temu do Chorwacji wzięłam za mało ciuchów, teraz nastawiłam się na „trzy koszule w jeden dzień”.

I mam nadzieję na brak morskiej choroby. Znaczy powietrznej.

A tak w ogóle to nie mam najmniejszej ochoty na wyjazd. Z kilku powodów…

Nieważne. Będzie fajnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA