Archiwum dla Grudzień, 2014

nowy rok bieży w jasełkach leży

Kolejny rok minął. Znów pod znakiem niespełnionego marzenia.

Tym bardziej boli, że było tak blisko. Spełnienia, znaczy się.

Nic nie planuję na przyszły rok.

Będzie co ma być.

Chciałabym tylko jeszcze „być kochaną” – tak mało i tak wiele…

Święta.

No to wiecie. Najlepszego :-)

Trochę staroci ode mnie w klimacie.

Buro(ść).

Jak wiadomo, nie lubię zimy takiej klasycznej (nie licząc weekendowych spacerów po naszej uroczej okolicy oraz mnogości prezentów mikołajowo-gwiazdkowo-rocznicowo-urodzinowo-imieninowo-walentynkowych).

Ale cosik takiego, co mamy za oknem od dni kilkunastu, to tym bardziej mi się nie podoba.

Auto mam tak brudne, że numerów rejestracyjnych nie widać. Może to i lepiej, bo słynny kotoradar przy Dickensa mnie wciąż prześladuje. Ubiegłej zimy capnął mnie w ojcowskiej Skodzie (tutaj o tym pisałam), w lecie już Myszą kolejny mandat zarobiłam – oba zapłaciłam sumiennie. We wtorkowy wieczór niestety znów zamrugał, ale totalnie po wariacku – jechaliśmy na zielonym świetle w kolumnie, z prędkością góra 40 km/h, a to ustrojstwo cykało bez opamiętania! W życiu nie zapłacę mandatu, jeśli przyjdzie, o!

Audytorzy oczywiście nie wyrobili się w tydzień, co było do przewidzenia. Jeszcze w poniedziałek przyjdą, przez co zaplanowany na ten dzień urlop poszedł się paść. I tak muszę wyjść wcześniej z roboty, żeby do lekarza do Lublina zdążyć. I przy okazji rodziców na święta przywieźć ;-)

Spędziłam dziś prawie trzy godziny u fryzjera. Ostatnio balejaż robiłam w lipcu czy sierpniu, wyglądałam zatem jak idź po denaturat (bo wino to już za wysokie progi). O dziwo siwizny zbytnio widać nie było… Znów mam blond z czerwienią, szkoda tylko że cała reszta do kitu.

Nie piszę ile ważę, ale…dużo. Serio tyję ze stresu.

Bo nie jem więcej, a ćwiczę nawet sporo więcej – ot, ostatni tydzień: w poniedziałek crossfit i zumba, we wtorek ostatkiem sił poszłam na tabatę, na której od sierpnia nie byłam, bo za dużo wysiłku mnie kosztowała ;-) środa miały być rowery, ale audytorzy zamarudzili więcsztangi u też bardzo wymagającej instruktorki, w czwartek po pracowej wigilii zumba hard, w piątek „tylko” TBC, ale u nowego instruktora, wielce zachwalanego na forach… powiem tak: daje czadu, ale jak przy tym wygląda!!! mrrrrrrrr!!! przypomina Kogoś z Dawnych Czasów przed dziesięciu laty :D

Mrrr-mrrr-mrrr :-)

Jako się rzekło, zamarudziłam dziś u fryzjera, a Moja Cholera w międzyczasie oporządziła chałupę – bez mycia okien jedynie (ajajaj, kiedy one były myte ostatnio!). Głupio mi… Fakt, to była moja pierwsza wolna sobota od Wszystkich Świętych i to ja mialam sprzątać… Nic to, miło z jego strony.

O sprawach milosnych będzie kiedyś tam, bo to się z zahasłowaniem wiąże i generalnie z tą długą przerwą, a jeszcze się nie czuję na siłach o tym pisać.

Obiecałam zdjęcia z wakacji, no nie? Bierzcie i trzymajcie. Gumbet-Kos-Efez.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA