Długo mnie nie było? Standardowo, niestety. Nieodpalania kompa w domu ciąg dalszy.
Punktowo zatem:
- 19.03 – koncert Domowych Melodii, fajnie było :-)
- 20-22.03 – weekend w Gdańsku, pogoda koszmarna, ale i tak fajnie :-) klub szantowy itepe klimaty, w drodze powrotnej wstąpiliśmy po teścia, jest u nas do dziś, za bardzo nie ma kiedy go odwieźć do domu :-)
- kolejny tydzień – masakra w dodatkowej robocie, do późna w noc, nie ma czego wspominać, do tego auto u mechanika więc musiałam sobie radzić bez, koszt naprawy 4 tysiące złotych z ogonkiem! liczbo grzmij!!! jakikolwiek wiosenny wyjazd poszedł sobie zatem w PISdoo, na wakacje mam nadzieję że zdążymy odłożyć
- fajny sobotni wieczór 28.03
- 29.03 niedziela – inauguracja biegania 2015! miały być tylko 4 km do granicy lasu i z powrotem, a wyszło prawie dwa razy tyle, bo fajnie się biegało, no! niestety później pogoda się zebździła i dopiero 10. kwietnia biegałam
- święta – luzik, rodzice przyjechali z wałówą więc mało się do przygotowań dołożyłam (wciąż full roboty w pracy), szkoda że pogoda do kitu ale i tak chodziliśmy z mężem na długie spacery
- no i weekend dopiero co miniony: piątek po południu bieganie prawie 10 km, sobota rowery 31 km (piękna pogoda!), no i wczorajszy bieg masowy na 5 km, nie jestem zadowolona, staram się nie zganiać na wiatr (strasznie wiało w oczy, fakt), w każdym razie do orlenowskiej dychy 26. kwietnia muszę być lepiej przygotowana, ech!

Wiosna?
No powiedzmy że.
Oczywiście nie mam się w co ubrać.
Fajna nowa sportowa kurtka – ale nie mam do niej butów, czółenek na obcasie przecież nie założę, a adidasy stare jak świat. Coś trampkopodobnego by się przydało na koturnie.
Do czółenek na obcasie natomiast nie mam okrycia przejściowego między skórzanym płaszczem a dżinsową kataną.
Z kasą krucho przez tą drogą naprawę auta – to raz, no i gorsze chyba to że nienawidzę łażenia po sklepach. Ale chyba trzeba będzie, bo prezentuję się niczym obdartus. No ale co się dziwić, skoro przez kilka kolejnych wiosen odpuszczałam sobie ubraniowe zakupy w myśl zasady „jak schudnę to sobie coś kupię” :-)

Schudnąć to bym bardzo do lata chciała. W czasie lutowej choroby waga spadła do 68 kg, teraz jest około 70 – tragedii nie ma, ale szału tym bardziej. Damy radę do 65? może damy :-)

No i mam chrapkę na coraz więcej biegów masowych (nie mam na co kasy wydawać, hehe). Zaczęłam wczoraj lokalnopartiotycznie, za dwa tygodnie dycha orlenowa, za trzy tygodnie piątka Konstytucji, później miała być przerwa aż do Biegu Powstania Warszawskiego, ale skoro 13. czerwca Toruń organizuje nocną dychę, to grzechem byłoby się nie pojawić – pojawię się zatem. I tak dalej, i tak dalej :-)

Last but not least: w temacie Marioli masakra totalna, jestem bliska poddania się.