Toruńska nocna dycha całkiem udana, mam życiówkę.

Przygotowuję się do półmaratonu, 13. września start, kameralnie w najbliższej okolicy, jestem dziwnie spokojna że dam radę.

Wróciliśmy wczoraj z krótkiego wypadu w góry, całkiem przyjemnie, o pracy nie myślałam ani razu, za to dziś już owszem tak. Jutro wracam, obym znów nie musiała po kilkanaście godzin dziennie siedzieć żeby nadrobić.

Mąż wybiera się znów nad morze do roboty, na co najmniej dwa miesiące. Może i tak lepiej.

Mam swoje książki i treningi przecież.

Reszty nie ma już od dawna.

„Czarne nie jest czarne, białe zmieniło się w szarość…”, tak, nawet ta biel małżeńska jakoś przestała po oczach kłuć.

Był czas przywyknąć.

No nie?