Archiwum dla Sierpień, 2015

A dziś i jutro zamierzam się dobrze bawić.

Ino-Rock. I koniec. I kropka :-)

DM i takie tam różne inne

Tydzień „dyrektorowania” przeżyłam. Ledwo-że. Nowa koleżanka rządzić się zaczęła i wpiermandalać w moje kompetencje. Co się oczywiście szczęśliwie powróconemu z urlopów kierownictwu wielce spodobało – nieważne że bieżące rzeczy trzeba za nią robić, ważne że się nowatorskimi pomysłami wykazuje. Psiakość, no. I tym oto sposobem pierwszy tydzień urlopu przeznaczyć będę musiała na przeglądanie ofert pracy zamiast na błogie lenistwo. Komputer zamiast książek i tras biegowo-rowerowych… wrrrrr… Moje CV mchem zarosło od czterech lat, nie mam w ogóle pojęcia jak rynek pracy wygląda, ale optymizmem nie napawa to wszystko.

Poza tym słuchałam w aucie ostatnio Depeche Mode. Wszystkie płyty po kolei do ogonka ;-) Upewniłam się w przekonaniu, że moim ulubionym albumem jest „Black Celebration”, a DM z lat dziewięćdziesiątych i późniejszych to już nie aż tak moja bajka… Chociaż do „Excitera” wydanego w roku 2001 mam sentymentu co niemiara. 2001 rok, TEN ROK… i płyta DM wałkowana na okrągło, zgrana w radiu na czarno oczywiście, no i TEN ROK… Póżniejsze płyty to już wspomnienia koncertów. Legia czerwiec 2006, Atlas Arena 2010, Stadion Narodowy 2013, Atlas Arena 2014…

Upały już raczej za nami, chociaż weekend najbliższy ma być ładny – jak najbardziej mi się to podoba, jako że Ino-Rock Festiwal mam zamiar nawiedzić i oby było tak fajnie, jak w roku ubiegłym. Festiwalowe rozpoczęcie i zakończenie wakacji staje się już powoli tradycją… lubię to :-)

Za to jak najbardziej nietradycyjnie nie odwiedziłam tego lata polskiego morza. Odkąd w roku 1983 po raz pierwszy pojawiłam się nad Bałtykiem (ach, te dwunastogodzinne eskapady pociągiem!) nie było lata, abym chociaż na weekend nie pojechała w te rejony. Aż do teraz. Przyznaję, weekendy miałam raczej i tak towarzyskie, tyle że nie w nadmorskich rejonach. Trochę żal jednak… A perspektywa tygodnia nad Morzem Śródziemnym jakoś mi braku Bałtyku nie wynagradza. Chociaż z drugiej strony… patrząc na zdjęcia zaparawanionych plaż… :-)

Wrzesień spędzę sama raczej. Mąż najpierw w pracy na Pomorzu, później w wojsku na 10 dni (ależ się cieszy na to szkolenie! mimo że rozwala mu plany ustawienia sobie robót), później chyba też praca poza domem… Nic to, i tak będzie to miesiąc pod znakiem treningów i startów, plus ekspresowa dieta odchudzająca… Bo się wkurzyłam w miniony weekend, buszując w poszukiwaniu kostiumu kąpielowego – mając w pamięci zakup tegoż sprzed dwóch lat, kiedy to naprawdę było w czym wybierać. No fakt, teraz jest już praktycznie po sezonie. Zostały same oczojebne szmatki w rozmiarach anorektycznych – serio zwątpiłam, nawet majtki 42 na mnie dziwnie wyglądały, jakieś kroje nijak na duże biodra… Gdy w końcu ustrzeliłam majtki pasujące, okazało się że góra jest o wiele za duża na mój szczątkowy biust – pan sprzedawca dołożył w gratisie poduszeczki i tak oto poczułam się jak nastolatka wypychająca sobie stanik watą :D W każdym razie kostium jest ładny, kolor brązowy ładnie się komponuje z opalenizna i oby tylko pogoda dopisała… Pamiętam wyjazd do Włoch na przełomie września i października 2007 roku, kiedy to pierwsze dwa dni pobytu rozpieściło nas pogodowo, po czym kolejne 10 dni przetuptałam w jedynych dżinsach, które tuz przed wyjazdem wrzuciłam na wierzch torby :-)))

Ech. Będzie. Jakoś-tam.

Komputer? Eee tam. Wolę książki i krzewienie kultury fizycznej. Stąd znów przerwa.

MOTORCYCLE EMPTINESS
Weekend 17-19 lipca spędziłam nad jeziorem w towarzystwie motocyklistów i pasjonatów tychże maszyn. Ja, która do rzeczonej tematyki miałam stosunek wielce ambiwalentny. Się okazali fajni naprawdę, a poglądy są po to, żeby je zmieniać.

TEORIE MIJAJĄ – ŻABA POZOSTAJE
I się przejechałam – jako pasażer, oczywiście – mimo że się rękami i nogami zapierałam, że nie. Ale w końcu doszłam do wniosku, że usilnie odmawiając robię z siebie większe widowisko niż próbując jednak. Doświadczenie cenne, albowiem pokazało że to faktycznie zupełnie nie moja bajka. Tak dalece nie trzymałam równowagi, że przyjemności z jazdy nie miałam żadnej. Ergo: z jednośladów to rower i już!

CZOPEREK CZOPEREK
Mojemu mężowi motocykl marzył się od dawna, ale byłam wielce przeciw. Cóż, jeden weekend zmienił moje nastawienie ;-) Na szczęście względy praktyczne przeważają i jak na razie pozostanie marzeniem, ale kiedyś… kto wie…

DWIE CYPRYJKI BIEGŁE W CZESANIU (wprost z nagrodzonej Noblem powieści – wiecie jakiej?)
Dwa lata temu jeszcze w przeddzień wyjazdu do Chorwacji dyskutowaliśmy intensywnie we czwórkę, w jaki regiom się udać.
Przed rokiem kupiliśmy wczasy na trzy tygodnie przed wyjazdem, następnego dnia już w tym hotelu miejsc nie było.
W tym roku już na dwa i pół miesiąca przed terminem wycieczka zakupiona. Od czwartego października relaksujemy się na Cyprze ;-) Mam nadzieję, że będzie fajnie, bo cena wywczasów zawrotna dość, w górnych granicach naszych planów.

LATA OSA KOŁO NOSA I KĘSIM KĘSIM
W sobotę 25. lipca trawę kosiłam. No trzeba, albowiem urosła okrutnie. Osisko jakieś paskudne mnie dopadło w zgięciu kolana. O ja naiwna, myślałam że miejscowe środki do stosowania na skórę wystarczą – prochów nie chciałam brać, bo przymulają okrutnie, a nie chciałam biec w biegu powstania Warszawskiego na śpiąco. Efekt: nie biegłam, toczyłam się – ze sztywną i spuchniętą nogą :-( No cóż. Ale atmosfera wszystko wynagradzała.

CIEPŁO JEST
Właściwie to lato lubię. Upały też w sumie by nie przeszkadzały, gdyby znaleźć czas na smażenie się na słoneczku ;-) A tu weekendy dość intensywne i jak na złość pochmurne. I sałata mi zdechła na działce – chyba zbyt intensywnie ją podlewałam ;-)

PÓŁMARATON JUŻ SIĘ ZBLIŻA
Nie odpuszczam treningów nawet w taką pogodę – klimatyzowana sala na fitness, około godziny 20 bieganie (uroki wsi – pod wieczór mamy już całkiem znośny klimat, w mieście przez całą dobę nie daje się wytrzymać). Wrzesień mam dość intensywny – tydzień przed połówką charytatywny onkobieg, dwa tygodnie po połówce bieg na piątkę przy maratonie warszawskim… I nieśmiało planuję start w listopadowym biegu niepodległości. Ale to tak bardzo nieśmiało.

MAM WŁADZĘ I OBYM NIE MUSIAŁA JEJ UŻYĆ.
W roku ubiegłym plan urlopowy nie został dopilnowany i przez dwa tygodnie oprócz swojej roboty miałam jeszcze pracy za trzy urlopujące się koleżanki.
Teraz natomiast mamy plagę zwolnień lekarskich. Plus jak zawsze najbardziej obłożony urlopowo sierpień. Ergo: przez dwa tygodnie żadnego kierownictwa nie ma. A kto przez drugi z tych tygodni pełni kierownictwa obowiązki? Tak… tak… to ja. Wcale mi to nie odpowiada!

NAJLEPSZE PIWO TO LEŻAJSKI FULL. GUL GUL GUL GUL.
Cóż, w te upały piwo smakuje wybornie. Co wieczór jedna flaszka. Albo dwie. Pięć tylko w ubiegłą środę, praktycznie na pusty żołądek. Nie skończyło się to dobrze…

JESTEM GRUBA. BYŁ CZAS PRZYWYKNĄĆ PRZECIE.
No piwo dobre. Na drastyczną dietę nie pójdę, bo intensywnie trenuję. Dopiero po połówce na dwa tygodnie, tak żeby tradycyjnie dobrze na wakacjach wyglądać ;-)

WYPRZEDAŻE RULEZZZ
Zaopatrzyłam się w dwie megakrótkie spódniczki i sukienkę też znacznie przed kolano. Chyba odbiło mi na maksa. Do kupienia jeszcze kostium kąpielowy, bo w ulubionym wiekowym (nabytym w roku 2007) gumka w majtkach pękła ot tak ;-)

UPARCIUSZKI
Cóż to ja pisałam o własnej świętej naiwności? Od końca marca, kiedy to postawiłam pewną sprawę jasno, czekam na reakcję męża w postaci rozmowy na temat. Reakcji brak. Szlag mnie trafia, ale też zdania nie zmieniam. I tylko obawiam się o wakacyjny wyjazd, czy damy radę na tydzień rozejm zawrzeć.

URODZINY.
Bloga. Mojego. Dzisiaj bodajże. Czternaste. Już. Pisać zamierzam nadal. Oby trochę częściej :-)