Ciuchy jak na razie wywaliłam na środek, muszę je zredukować chyba o połowę, bo się w limicie na powrót nie zmieścimy (planuję przywieźć morze wina).

Łydki mi okrutnie urosły i czerwone spodnie ledwo wciągam. Ale muszę je wziąć, bo stylizacja w barwy narodowe na mecze piłkarskie być musi ;-)

Prognozy pogody dość optymistyczne.

Mąż oczywiście na gardło narzeka. Szlag mnie trafia, bo zepsuł mi Egipt przez chorobowe marudzenie. Teraz nie zepsuje, nie dam się.

Rachunki właśnie płacę, bank mi przypomniał, że zostały jeszcze 333 raty kredytu :D

Nic to. Najbliższy tydzień tylko dla mnie jest…