No, z teściem i kotą jestem, oczywiście.

Mąż w sanatorium, wraca pojutrze.

Miał sobie przemyśleć to i owo.

Ale ja już w nic „na lepsze” nie wierzę.

Mikołaj do mnie nie przyszedł :-( planowałam zamówić wymarzone czerwone szpilki, ale jednak muszę poczekać aż szanowny małżonek wróci do pracy i jakąs kasę przyniesie, moja pensja tylko na kredyt i rachunki plus skromne życie wystarczy.

A szpilki muszą być, bo się wybieramy do lokalu na Sylwestra, a jedyne wyjściowe buty (wiekowe już bardzo) zdarłam na weselu kuzyna w październiku i walcowałam szurając odwiniętą podeszwą ;-) W sumie to wyjścia nie planowaliśmy, ale koleżanka trenerka zbierała ekipę, miło że o nas pomyślała… nie zbiedniejemy, a zdecydowanie nie miałam ochoty w domu siedzieć. Zwłaszcza że to już piętnasta rocznica będzie, jak dwoje rozbitków w stanie przeraźliwie nietrzeźwym (szczególnie ja byłam uwalona kompletnie – przecież rano kompletnie nic z całej naszej konwersacji nie pamiętałam) poznało się kilkadziesiąt minut po północy.

Wybaczcie, chyba nie mam ochoty za wiele się na ten temat rozpisywać ;-)

Ustabilizowała mi się nieco tarczyca, za to alarmujący poziom cukru. Psiakrew.

Nie mam pomysłu na prezenty gwiazdkowe, w ogóle nie mam na rzeczoną gwiazdkę siły i ochoty, ale to akurat nic nowego. Zaraz po świętach początek trzymiesięcznego zapieprzu w pracy łącznie z weekendami.

Planuję pomału starty biegowe w przyszłym roku, mam chętkę na maraton, nie ma na co czekać, bo skoro mi się tak zdrowie sypie…

Z racji kiepskiej sytuacji finansowej w listopadzie ociągałam się z kupnem biletów na koncerty – w efekcie na lipcowe Depeche Mode złapałam tylko najgorsze miejsca na trybunach!!! ja i trybuny!!! a na koncert grudniowy, na który planowałam pójść z Kimś z Dawnych Czasów, na bilety nie załapałam się wcale. No cóż… A taką ochotę miałam poflirtować. O ile ja jeszcze pamiętam, jak się flirtuje… miesiące minęły od ostatnich wyczynów w tym zakresie.

Z pewną taką naiwnością mam nadzieję, że czerwone szpilki pozwolą poczuć się kobietą chociaż na chwilę.

Chyba nigdy w życiu nie czułam sie aż tak pozbawiona wszelkiej seksualności…