będzie magicznie?

To, co dzieje się ostatnimi czasy, najlepiej zilustruje poniższy wpis:

Opowiem Ci o poniżeniu

Próbuję się zdystansować chociaż na najbliższy weekend. Festiwalowy. W zeszłym roku pobyt w G. dał mi pozytywnego kopa na długo.

Oby i w tym roku.

W każdym razie wielbiciel już się mnie doczekać nie może :-)

2369

 

„nie rzucisz się pod nadjeżdżający pociąg hamlecie”

Toruńska nocna dycha całkiem udana, mam życiówkę.

Przygotowuję się do półmaratonu, 13. września start, kameralnie w najbliższej okolicy, jestem dziwnie spokojna że dam radę.

Wróciliśmy wczoraj z krótkiego wypadu w góry, całkiem przyjemnie, o pracy nie myślałam ani razu, za to dziś już owszem tak. Jutro wracam, obym znów nie musiała po kilkanaście godzin dziennie siedzieć żeby nadrobić.

Mąż wybiera się znów nad morze do roboty, na co najmniej dwa miesiące. Może i tak lepiej.

Mam swoje książki i treningi przecież.

Reszty nie ma już od dawna.

„Czarne nie jest czarne, białe zmieniło się w szarość…”, tak, nawet ta biel małżeńska jakoś przestała po oczach kłuć.

Był czas przywyknąć.

No nie?

Siedzę sobie w domu sama, no to odpalę w końcu kompa ;-)

Serio nie pamiętam już kiedy używałam komputer w domu do celów ściśle prywatnych.

No to niech będzie dzisiaj.

Wieczór, siatkarska Liga Światowa w telewizorni, kota na kolanach, mąż w robocie.

O robocie będzie zresztą najwięcej dzisiaj.

Ale po kolei do ogonka.

1. W pierwszej turze wyborów prezydenckich głosowałam na Palikota, w drugiej na Komorowskiego. Wynik jaki jest, każdy widzi. Nowe inicjatywy obserwuję z zainteresowaniem. Kukiza odrzucam od razu (chociaż oczywiście nie miałabym nic przeciwko dwóm tysiącom podwyżki, ale to się z moim realizmem wielce kłóci). Nowa lewica zwana Razem jakoś mnie nie przekonuje. Najbliżej mi do ugrupowania Nowoczesna.pl, serio zgadzam się z większością ich punktów programowych, nawet myślałam o wproszeniu się na kongres założycielski w najbliższą niedzielę, ale to będzie mój jedyny wolny dzień w tym tygodniu, więc zdecydowanie wolę go spędzić w plenerze na rowerze.

2. Przez dwa tygodnie borykałam się z infekcją gardła – niby nie rozwinęło się w anginę sensu stricto, ale i tak dało w kość, treningi musiałam ograniczyć i niestety kiepsko bardzo wypadłam w teście Coopera – tylko 2100 metrów. Nawet mój mąż mnie wyprzedził :-( Zdrowa na pewno pyknęłabym te sześć okrążeń. W październiku będzie lepiej.

3. Przestałam się ważyć, ale nie jest dobrze. Jem sporo, to fakt. Głównie warzywa (dobrze) i owoce (w tym suszone – źle). Ale prowadzę tak intensywny tryb życia, że powietrzem i wodą energii nie zdobędę. Co mnie cieszy, to ramiona – nie mam tak fajnie zarysowanych mięśni jak na ślubnych zdjęciach (i pewnie już nigdy mieć nie będę), ale nic mi nie wisi, że tak powiem. W lipcu planuję serię 20 sesji vacu, w zeszłym roku miałam naprawdę dobre efekty.

4. Toruński bieg już za dwa tygodnie z ogonkiem. Nie nastawiam się na wynik, to będzie stricte sentymentalna podróż. Kolejne starty w tym roku to bieg powstania warszawskiego pod koniec lipca i bieg na piątkę przy maratonie warszawskim dwa miesiące później. Na bieg niepodległości raczej się nie zdecyduję.

5. Próbuję zwiększać tempo biegu, interwały idą mi nieźle, ale „po całości” już gorzej i przestałam marzyć o złamaniu granicy 60 minut na dychę w tym roku. Ale życiówkę na pięć km we wrześniu bardzo chciałabym pobić.

6. Nieśmiało przymierzam się do półmaratonu już za rok. Bardzo nieśmiało.

7. Poza pracą, treningami i czytaniem nie mam czasu dosłownie na nic. Jestem cholernie zmęczona, przestaje mi wystarczać zwyczajowe 5 godzin snu.

8. Praca. Temat-rzeka. Ocena okresowa się odbyła, dostałam kompletnie nierealne do zrealizowania cele tudzież zadania. Że nie wspomnę o bieżącej pracy, która przytłoczyła mnie całkowicie. Jestem kompletnie w czarnej dupie. Dlatego najbliższa sobota będzie pracująca, długi weekend czerwcowy nie będzie moim udziałem, a urlop wisi nawet nie na włosku, ale na pajęczynie.

9. Cholernie się boję powtórki z rozrywki – czytaj: z depresji – w jaką wpędziła mnie praca w roku 2006. Nie chwaląc się, udało mi się pokonać wówczas demona dość spektakularnie – ale młodej mężatce było łatwiej niż teraz… Mam nadzieję, że terapia pomoże.

10. Mąż też zdecydowanie za dużo pracuje, ale u niego to ma chociaż wymierny efekt finansowy. Sporo przy domu udało się zrobić, meble ogrodowe w końcu mamy, szykuje się na ten rok jeszcze podłączenie do wodociągu (coraz marniejsza nasza woda jest) i automat do bramy wjazdowej. No i na wakacyjny wyjazd zapewne uda się uciułać, chociaż nie będzie to najwyższa półka rzecz jasna.

11. Miłości pragnę, miłości chcę! Tylko gdzie ja bym rzeczoną miłość wcisnęła? Zamiast treningu? zamiast czytania? eee…

12. A mówiłam już, że Ktoś z Dawnych Czasów jest wielkim zwolennikiem prezydenta-elekta? :-)