Haaa! Faceci.

No bo jak się w końcu do pisania zbieram, to trzeba o tym najważniejszym sednie tarczy, no nie?

Ktoś z Dawnych Czasów ma nową kobietę. Ale i tak go zaproszę na koncert naszej ulubionej kapeli ;-)

Co mi rzekł wielbiciel, pisałam w ostatniej notce. A ostatnio skarżył się, że V. nie pozwala mu w domu palić :-)))

A że festiwal zawsze spędzam w męskim towarzystwie, to i teraz. Pan się napatoczył. Najlepsze było to, że pomylił mnie z naszą wspólną znajomą!!! I tutaj serio puchnę z dumy nad własną inteligencją, bo zanim się kapnęłam, kto to niby ja jestem, to grałam świetnie, a jak już wiedziałam, kogo mam udawać, to wzniosłam się na wyżyny swej doskonałości. Serio. Ja się marnuję w tym najnudniejszym zawodzie świata ;-) Bawiłam się cudnie przez cały wieczór, aż w końcu jak już po koncertach szliśmy grupką do lokalu, ktoś się odezwał do mnie po imieniu i pana zatkało… skończyło się rumakowanie ;-)

Innych grzechów nie pamiętam. Bo nie ma czego, psiamać. Ten uroczy epizod z byciem kimś innym potwierdził tylko regułę, że jajakoja jestem niestety pozbawiona wszelakich walorów dla płci przeciwnej. Taaak, gotować też nie umiem, a zwłaszcza nie lubię ;-)

A w małżeństwie? Urocza dziesiąta rocznica ślubu. Serio nie spodziewałam się, że tak fajnie będzie. Jedynym zgrzytem tego rocznicowego weekendu był półmaraton w koszmarnym wietrze, po którym to biegu chyba jeszcze z tydzień we łbie mi huczało ;-) Wcześniej niestety znów się kolosalnie zawiodłam – nawet bardziej na sobie niż na nim, bo to ja pozwoliłam na coś, co okazało się kolejną porażką.

Pojutrze wyjazd na wakacje. Poprosiłam recepcję mailowo o ten sam pokój, który w zeszłym roku mieliśmy. Z megadużym łóżkiem, w którym marzłam okrutnie. Rozgrzewały mnie poranne biegi ;-)

Będzie fajnie. Mimo wszystko :-)

A do tej piosenki niebezpiecznie często wracam…

Pięć miesięcy? Tak jakby.

Wracam, ja-córa-marnotrawna.

Resztki czytelników uleciały hen. Może powrócą :-)

Na dobry początek cytat z wielbiciela (festiwal, początek lipca, wylewnie się witamy): „Oj, my to się zawsze mieliśmy ku sobie” :D

Był Egipt, był rzeczony festiwal, były weekendy w górach i nad morzem, było kilka startów w biegach (Korona Półmaratonów jest moja!).

Jest odwyk od słodyczy od końca sierpnia (aż do wyjazdu wakacyjnego, hihi, tam sobie nie będę niczego odmawiać), jest ta sama praca, ta sama chałupa, ten sam mąż, te same dwie przewlekłe choroby i nadwaga też jest.

Będzie w najbliższym czasie jeszcze jeden start w półmaratonie, tydzień na Cyprze, wesele w rodzinie, poszukiwanie nowego auta.

I tak dalej, i tak dalej.

Chcę pisać, bo dzieje. Się.

Chyba dawno nie pisałam. No nie?

Po trzech miesiącach sine linea na razie w skrócie:

- tata dochodzi do siebie po operacji, za dwa tygodnie kolejna kontrola, na szczęście nie ma przerzutów

- teść od stycznia u nas w kiepskim stanie fizycznym i psychicznym

- z wojska mężowskiego nici ostateczne

- na początku lutego rozważałam odejście z pracy, ale po kilku telefonicznych interview z Mordoru (wrrrr) na razie zostaję

- tuż przed wielkanocą dopadła mnie grypa gigant

- na początku stycznia wybrałam się w końcu do lekarza, okazało się że mam chorobę celebrytów, zwaną pięknie „chorobą autoimmunologiczną”, a to tylko głupie hashimoto, z którym nie zamierzam się cackać, wciąż jestem na etapie doboru odpowiedniej dawki leków, czuję się raz lepiej raz gorzej, ale powtarzam – cackać się nie będę

- w minioną niedzielę ukończyłam półmaraton warszawski z całkiem niezłym wynikiem (zabrakło 9 sekund do życiówki), biorąc pod uwagę pochorobowe osłabienie

- mam chrapkę na koronę półmaratonów, opłaciłam już wszystkie starty, oby się udało

- jutro z samego rana lecimy na tygodniowe wywczasy do Egiptu, należy się nam obojgu odpoczynek

- zapowiada się mega towarzyskie wiosna i lato – praktycznie co weekend jakiś wyjazd

- obcięłam włosy na dość krótko

- o wadze litościwie nie wspomnę

- przedkładam aktywność fizyczną nad czytanie (!!!!!!!!!) wyobraźcie sobie, że ubolewam wielce że w Egipcie sobie przez tydzień nie pobiegam :-)

- wkręciłam się w kręcenie ;-) nabyłam drogą kupna hula-hop i tak sobie hulam oglądając mecze w tv

- uczestniczę w demonstracjach KOD, zobaczymy co dalej z tą Polską

- last but not least: kolejne urodziny za mną, jestem już przed czterdziestką i wcale nie jest mi z tym źle ;-)